Biuro jest, informacji nie ma
Liczy się czas
Popyt na kredyty konsumpcyjne w naszym kraju przychodzi i odchodzi, by znów powrócić ze wzmożoną siłą. Po każdym takim nawrocie proporcjonalnie zwiększa się liczba kredytów zagrożonych — czyli takich, których właściciele mają problemy ze spłatą. Wprawdzie klienci są coraz bardziej świadomi swoich możliwości finansowych i z coraz większym spokojem zaciągają długi, jednak nie zmienia to faktu, że w sytuacji podwyżek stóp procentowych nawet ci najbardziej ostrożni miewają kłopoty. Często zresztą problemy nie wynikają z winy czy złej woli klientów, a ze złego oszacowania ich zdolności kredytowej przez banki.
W obecnej sytuacji bowiem, osoba fizyczna może zaciągnąć zobowiązania w kilku różnych instytucjach finansowych, w tym biurach pośrednictwa kredytowego. Jej bieżący stan zadłużenia jest praktycznie niesprawdzalny, a posiadanie kilku kredytów w tym samym czasie lub nawet jednego, ale o zbyt wysokiej kwocie zwykle oznacza kłopoty i to zarówno dla banków, jak i dla klienta.
Dlatego właśnie polskie instytucje finansowe i Związek Banków Polskich postanowiły kilka lat temu powołać do życia Biuro Informacji Kredytowej, które wzorem światowych instytucji tego typu ma zbierać informacje o klientach, ich stanie zadłużenia i historii kredytowej. Cóż z tego? Pomysł powstał, BIK prawie jest już gotów, informacji nie ma. Z jednej bowiem strony banki zobowiązały się do przekazania danych o kredytobiorcach poczynając przynajmniej od czerwca 1999 roku, z drugiej zaś część tych informacji posiadają w formie papierowej, a wiele z nich nie jest kompletnych. Tymczasem BIK życzy sobie przekazu elektronicznego i bardzo precyzyjnie określił dane, które musi posiadać o klientach. Na razie nie udało mu się nawet wyegzekwować informacji potrzebnych do testów systemu.
Tak więc to, że zaangażowano czas wielu osób, spore pieniądze na powstanie BIK i przygotowanie systemów informatycznych, wcale jeszcze nie oznacza, że popłyną informacje o klientach. Teraz wszystko zależeć będzie od banków, które dostarczą, albo nie, wszelkich potrzebnych BIK danych. Jeśli jednak zrobi to tylko kilka z nich, to i tak para pójdzie w gwizdek. Aby bowiem system działał, tak jak w innych krajach Europy Zachodniej czy w USA, potrzebne są szczegółowe informacje o wszystkich kredytobiorcach ze wszystkich banków detalicznych i instytucji parabankowych.
Dopóki tak się nie stanie klienci spokojnie mogą zaciągać zobowiązania w kilku instytucjach finansowych, a nawet spłacać jedne kredyty innymi kredytami. Banki i tak w większości przypadków będą bezsilne, zresztą z własnej winy.