Blokada na niektórych

opublikowano: 28-11-2014, 00:00

Chociaż rosyjskie embargo po trochu dotknęło wielu producentów żywności, prawdziwie problemy mają tylko niektórzy

Rosyjskie embargo na żywność utrudniło życie wielu producentom z Unii Europejskiej. Nic nie wskazuje też, aby coś w kwestii zakazów mogło się w najbliższym czasie zmienić. W tej sytuacji uniknięcie strat wydaje się niemożliwe, ale sytuacja w poszczególnych sektorach rynku niekiedy różni się diametralnie.

NIEKTÓRZY NIE PRZETRWAJĄ:
NIEKTÓRZY NIE PRZETRWAJĄ:
Najbardziej palącym problemem jest upłynnienie zalegającego towaru. Część trafi na rynek wewnętrzny, co przełoży się w pierwszej fazie na spadek cen i istną walkę. Wiele zakładów tego nie przetrzyma — mówi Tomasz Starzyk z Bisnode Polska.
ARC

Możliwe bankructwa

Tomasz Starzyk z Bisnode Polska twierdzi, że prawdziwą skalę strat polskich firm w wyniku nałożonego embarga poznamy dopiero za dwa, trzy lata i znajdzie ono swoje odzwierciedlenie w liczbie bankructw.

— W ostatnich pięciu latach w sektorze owocowo-warzywnym zarejestrowano o 60 proc. więcej firm, niż wykreślono, co oznacza, że jest to jedna z najszybciej i najbardziej dynamicznie rosnących gałęzi produkcji w Polsce. Począwszy od stycznia 2010 do połowy 2014 r., w sektorze określanym jako uprawa owoców i warzyw Polacy zarejestrowali 1793 firmy. W tym samym czasie wykreślili 1119. Szacuje się, że w Polsce aktywnie działa prawie 10,5 tys. tego typu firm. Zbadaliśmy też kondycję finansową sektora. Analizie poddano prawie 200 firm. Blisko 72 proc. z nich znajduje się w bardzo dobrej i dobrej kondycji finansowej. Oznacza to, że w słabej i bardzo złej sytuacji jest zaledwie 28 proc. Nie ma co ukrywać — wiele nie przetrwa tej burzy — ocenia Tomasz Starzyk.

Tłumaczy, że można tylko szacować ewentualne straty przemysłu spożywczego, a te prognozy są mało optymistyczne. Wartość niesprzedanych w Rosji artykułów, na które już obowiązuje embargo, może być bliska 400-500 mln EUR. Zaznacza, że w najgorszej sytuacji są producenci owoców i warzyw oraz mięsa. Przy czym ci pierwsi są głównie nastawieni na eksport. Z określeniem ewentualnych strat wstrzymuje się też Wiesław Różański z Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego. Jego zdaniem, dopiero podsumowanie drugiego półrocza pozwoli ocenić sytuację.

Pozytywne dane

Producenci wieprzowiny są w o tyle trudniejszej sytuacji, że problemy dotknęły ich, jeszcze zanim Rosja nałożyła embargo. Kilka przypadków afrykańskiego pomoru świń wykrytych w Polsce spowodowało, że import wieprzowiny wstrzymali odbiorcy z kluczowych rynków azjatyckich. Rosyjskie embargo miałoby mniejsze znaczenie, jeśli polskim firmom udałoby się wrócić z wieprzowiną do Chin, Korei czy Japonii. Dlatego jest to istotniejsze dla producentów wieprzowiny niż rosyjskie embargo.

— Rozmowy z kluczowymi azjatyckimi odbiorcami nadal trwają. Możliwe, że uda się porozumieć z Japończykami. Teraz bardzo istotne, aby nie pojawiły się nowe przypadki wykrycia ASF. Mam nadzieję, że do Azji wrócimy jak najszybciej, ale może to potrwać dłużej niż trzy miesiące — ocenia Wiesław Różański. Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności, zaznacza, że większe firmy radzą sobie z zagospodarowaniem luki po embargu. Podkreśla, że w najgorszej sytuacji są firmy, których głównym odbiorcą byli Rosjanie jak np. producenci jabłek.

— Z drugiej strony, jeśli potwierdzą się przewidywania Ministerstwa Rolnictwa, to może się okazać, że rosyjskie embargo wcale nie miało tak dużego wpływu na rynek spożywczy — dodaje Andrzej Gantner. W połowie listopada minister rolnictwa Marek Sawicki informował, że 2014 r. wyniki handlu żywnością mogą być bardzo podobne do tych z 2013 r. Po trzech kwartałach 2014 r. eksport osiągnął wartość 15,7 mld EUR, wzrastając o około 5 proc. i osiągając prawie 5 mld EUR nadwyżki nad importem.

— Należy zwrócić uwagę, że polskim producentom żywności udało się zwiększyć eksport do krajów UE nawet o 10-15 proc. Oznacza to, że gospodarka unijna zdaje egzamin jako bufor, ale też pokazuje, że powinien to być główny rynek dla polskich firm — mówi Andrzej Gantner.

Warto też pamiętać, że problemy polskich firm w handlu żywnością z Federacją Rosyjską nie zaczęły się od tegorocznego embarga. Polscy przetwórcy mleka napotkali kłopoty we wrześniu 2004 r., kiedy Rosja wprowadziła całkowity zakaz importu polskich produktów mleczarskich. Wówczas po półrocznej przerwie i kontroli rosyjskich inspektorów weterynarii 36 zakładów uzyskało zgodę na eksport na rosyjski rynek.

— W następnych latach odbyło się jeszcze kilka tego typu kontroli, w tym również weryfikujących uprzednio nadane uprawnienia eksportowe, w wyniku których liczba zatwierdzonych zakładów ulegała zwiększeniu lub zmniejszeniu. Według stanu na wrzesień 2013 r. uprawnionych do eksportu do Rosji było 58 zakładów mleczarskich, na około 200 działających w tej branży. Część z tych 58 mleczarń zatwierdzała już polska Inspekcja Weterynaryjna na podstawie uprawnień nadanych jej przez właściwe władze Federacji Rosyjskiej. Jednak stosunki w tym zakresie pomiędzy Polską i Rosją przed nałożeniem tegorocznego embarga wydawały się całkiem poprawne — ocenia Marcin Hydzik, prezes Związku Polskich Przetwórców Mleka.

Dodaje jednak, że czasowe ograniczenia eksportu dotyczyły nie tylko poszczególnych zakładów mleczarskich, zakładów przetwarzających mięso, ale też całych gałęzi przemysłu spożywczego, np. owoców i warzyw, a podobne ograniczenia i w konsekwencji kontrole odbywały się w całej UE.

— To, co różni dzisiejszą sytuację od poprzednich, to fakt, że wcześniej Rosja nie wprowadzała ograniczeń na taką skalę dotyczących tylu państw jednocześnie. Teraz eksporterzy z większości krajów zachodnich muszą jednocześnie poszukać alternatywnych rynków zbytu i konkurencja siłą rzeczy uległa zaostrzeniu. Trwająca od roku dekoniunktura przy jednoczesnym wzroście produkcji powoduje, że międzynarodowy handel produktami mleczarskimi nie jest łatwy niezależnie od posunięć naszych wschodnich sąsiadów — mówi Marcin Hydzik.

W ostatnich latach wartość i ilość produktów mleczarskich eksportowanych z Polski do Rosji wahała się od 4 do 9 proc. polskiego eksportu mleczarskiego ogółem.

Zdaniem Marcina Hydzika, w porównaniu z wielkością i wartością polskiej produkcji mleczarskiej ten udział jest jeszcze mniejszy, choć trzeba przyznać, że Rosja była dosyć istotnym kierunkiem eksportu serów — jej udział w 2013 r. przekroczył 15 proc. w porównaniu z całkowitą wartością polskiego eksportu tego produktu.

— Rosyjskie embargo bardziej dotknęło poszczególne zakłady przetwórcze niż całą branżę mleczarską. Sytuacja niektórych serowarów dotychczas eksportujących do Rosji jest nie do pozazdroszczenia — zwłaszcza że ich włoscy, holenderscy, francuscy i szwajcarscy koledzy nie muszą do jakości swoich wyrobów przekonywać ani swoich rodaków, ani importerów — podsumowuje prezes ZPPM.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane