Blue chipy wygrały wtorkową bitwę

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 2008-07-08 18:17

Dzisiejsza sesja miała pewien wymiar symboliczny. Niemal równo w rok od ustanowienia historycznego rekordu indeks Wig20 przebił poziom 2500 pkt. i dotarł do szczytu zakończonej w marcu 2000 roku hossy, po której blue chipy potaniały aż o 60 proc.

Po ośmiu latach starsi stażem inwestorzy mogli zatem doznać uczucia deja vu. Pozostaje mieć nadzieję, że obecna fala spadkowa obejdzie się z rynkiem bardziej łaskawie niż tamta, a indeks wkrótce zakończy tę nieprzyjemną podróż sentymentalną

Roczna strata Wig20 sięga już 36 proc. i wydaje się, że to ostatni moment na zatrzymanie spadku, by nie dopuścić do powtórki z początku obecnej dekady.  Jeśli ta sztuka się nie powiedzie, najbliższy poziom wsparcia wypadnie niestety 20 proc. niżej, co będzie oznaczało już 50 proc stratę względem ubiegłorocznego szczytu. Strona popytowa wykonała dzisiaj być może pierwszy nieśmiały krok w tym kierunku, gdyż mimo fatalnych na początku rokowań  udało jej się zatrzymać przecenę największych spółek.

Już od rana nad giełdami wisiały ciemne chmury po spadkowym zakończeniu sesji w USA i po mocnej wyprzedaży na rynkach azjatyckich. Tym razem tuż przed początkiem sezonu kwartalnych raportów atmosfera była napięta, a inwestorzy obawiali się kolejnej porcji informacji o kłopotach firm z sektora finansowego, które tak jak wczoraj mogły zachwiać rynkiem.

Przy akompaniamencie znacznych spadków głównych europejskich indeksów warszawskie wskaźniki już na wstępie zanurkowały, a Wig20 ustanowił minimum niemal dokładnie na poziomie zamknięcia sesji z 10 marca 2000 r. Wyprzedaż była hurtowa i żaden blue chip nie został oszczędzony. Impet podaży i fatalne nastroje za granicą kazały spodziewać się najgorszego.

Tymczasem poranna minipanika nie miała dalszych konsekwencji, gdyż z niespodziewanym wsparciem dla rynków akcji okazała się silna przecena ropy. Już wczoraj widać było chęć realizowania zysków po gwałtownym wzroście notowań w ostatnich tygodniach, a dzisiaj podaż w końcu zepchnęła kurs poniżej bariery 140 dolarów za baryłkę, co wywołało kaskadę sprzedaży, zbijając cenę do 136 USD. Korekcie pomagało zmniejszenie obaw o skutki pierwszego w tym sezonie huraganu na Atlantyku oraz umocnienie dolara.

Niemal idealnie ostatnio negatywna korelacja notowań ropy i akcji sprawiła, że giełdowe indeksy odżyły i zaczęły odrabiać straty. Sprzyjało temu coraz silniejsze przekonanie, że poniedziałkowa wyprzedaż spółek finansowych była napędzana bardziej podszytymi strachem przypuszczeniami niż nowymi niepokojącymi faktami. Można więc było liczyć na odreagowanie.

Największe warszawskie spółki szybko stały się obiektami zainteresowania popytu, który wyraźnie dążył do wyciągnięcia indeksu Wig20 nad kreskę poprzez windowanie kilku firm o największym kalibrze. Siłą napędową odbicia stały się więc takie tuzy jak PKO BP, PKN i KGHM. Dwie pierwsze spółki zyskały ponad 4 proc. Dzięki temu mimo że tylko siedem blue chipów skończyło na plusie, indeks zanotował na zamknięciu wzrost o 0,6 proc. Gdyby nie kiepska postawa TP i w szczególności Pekao, zysk mógł przekroczyć 1 proc. Wzrostowi indeksu nie przeszkodziła nawet informacja o mniejszej niż prognozowana liczbie umów sprzedaży domów w USA, która przejściowo schłodziła nastroje za granicą. Zresztą i tam taniejąca wciąż ropa sprawiła, że inwestorzy szybko zapomnieli o tej drobnej wpadce.

Wynik Wig20 zupełnie przyćmił rezultaty indeksów mniejszych spółek, które znowu stanowiły obraz nędzy i rozpaczy. Mwig40 tracił ponad 2 proc. by zakończyć dzień 1,5 proc. na minusie, podobnie jak sWig80. W tym segmencie rynku niedźwiedź szaleje w najlepsze. Obroty wzrosły do poziomu 1,05 mld zł, z czego 85 proc. przypadło na największe spółki.

Wczorajsza przecena ropy trafiła się rynkowi jak ślepej kurze ziarno. Nie sposób budować na tym incydencie wiary w przełamanie spadkowego trendu. Dobre jednak i to, że są jeszcze chętni do podtrzymywania kursów garstki największych spółek. Teraz czekać pozostaje na kwartalne wyniki spółek. W tym tygodniu poda je m. in. General Electric, który wstrząsnął rynkiem trzy miesiące temu. Dzisiaj jednak sezon rozpocznie producent aluminium Alcoa. Akcje spółki ostatnio taniały mimo rosnącej ceny metalu z powodu obaw o wpływ kosztów energii na rentowność. Analitycy spodziewają się zysku w wysokości 81 centów na akcję i spadku zysku operacyjnego o 17 proc. Wszyscy będą się uważnie wsłuchiwać w komentarze zarządu. Alcoa nie jest może najważniejszą dla rynku spółką¸ ale jej prognoza z racji pierwszeństwa jest zwykle uważnie analizowana i ma czasem spory wpływ na nastroje.