— Niemiecka gospodarka wróci do stanu z ubiegłego roku dopiero w 2013 r. Droga będzie wyboista — ostrzega Axel Weber, prezes Bundesbanku i członek zarządu Europejskiego Banku Centralnego, na łamach "Frankfurter Rundschau".
Podobne opinie poważnych ekonomistów można usłyszeć coraz częściej. Co się stało, że wiara w zbliżające się odbicie jest coraz słabsza?
Ekonomiści zaczęli dostrzegać, że rynek pracy to bomba z opóźnionym zapłonem. Niemcy są krajem, w którym bezrobocie przez ostatni rok wzrosło najsłabiej w Unii Europejskiej. Stopa bezrobocia podskoczyła tylko o 0,5 pkt procentowego — to jedna czwarta średniej unijnej. Ten sielankowy obraz jest jednak złudny.
— Bezrobocie w Niemczech jest sztucznie zaniżone — zaznacza Axel Weber i dodaje, że niedługo zobaczymy silny wzrost liczby osób bez pracy.
Dotąd problem braku ofert pracy nie narastał tylko dzięki pieniądzom pompowanym przez rząd w ramach działań antykryzysowych.
— Nowe przepisy wprowadzone w styczniu i czerwcu, pozwalają firmom zatrudniać ludzi w niepełnym wymiarze godzinowym. Utracone w ten sposób dochody rekompensuje pracownikom rząd — tłumaczy Susanne Horstmann z firmy doradczej Roland Berger.
Analitycy Deutsche Bank Research szacują, że to działanie uchroniło od bezrobocia przeszło 400 tys. osób. Oczywiście do czasu zakończenia programu pomocowego. Ponadto szacunki niemieckiej Federalnej Agencji Zatrudnienia pokazują, że ukryte bezrobocie przekracza już milion osób. Rośnie choćby dzięki rządowym dofinansowaniom dla bezrobotnych na staże i szkolenia.
Sztuczne ożywianie rynku pracy nie potrwa jednak długo. Według niemieckiego rządu w przyszłym roku grono bezrobotnych powiększy się o kolejne 900 tys. osób — do blisko 5 mln.
Co z niemieckim PKB? Jak sytuacja u sąsiada wpłynie na Polskę? Czytaj we wtorkowym "Pulsie Biznesu".