Booksy włącza turbo

opublikowano: 07-03-2017, 22:00

Polski start-up przyciąga poważnych inwestorów i ma coraz wyższe przychody. W swojej niszy rośnie najszybciej na świecie.

Informacja o tym, że Booksy, polska aplikacja do zarządzania rezerwacjami w salonach usługowych, zdobyła 4,2 mln USD dofinansowania, przeszła niemal niezauważona. Stefan Batory, jej współtwórca i zarządzający spółką Booksy, znany dotychczas z iTaxi, po udanej transakcji od kilkunastu dni relaksuje się na brazylijskich bezdrożach. W tyle głowy ma już jednak kolejne finansowo- -biznesowe układanki.

DOBRA PASSA: Stefan Batory nie musi już specjalnie przekonywać inwestorów do tego, że Booksy ma przyszłość. Od kiedy spółka w formule SaaS generuje tysiące dolarów dziennego przychodu, zagraniczny kapitał chce finansować jej ekspansję.
Zobacz więcej

DOBRA PASSA: Stefan Batory nie musi już specjalnie przekonywać inwestorów do tego, że Booksy ma przyszłość. Od kiedy spółka w formule SaaS generuje tysiące dolarów dziennego przychodu, zagraniczny kapitał chce finansować jej ekspansję. Marek Wiśniewski

— Jesteśmy już rentowni, zależy nam jednak na jak najszybszym rozwoju, dlatego będziemy w najbliższych kwartałach zbierać kolejne, wielomilionowe finansowanie od inwestorów — mówi Stefan Batory. Według informacji „PB”, obecna wycena Booksy oscyluje wokół 20 mln USD, a w kolejnej rundzie ma to być już nawet około 50 mln USD. Skąd ten optymizm? Z wyników, jakimi może pochwalić się polska spółka.

Paliwo ze Stanów

Obecnie Booksy dobija do granicy 1 mln rezerwacji miesięcznie i 50 tys. salonów usługowych, korzystających z jej rozwiązań. Wartość tych rezerwacji to około 35 mln USD miesięcznie. W Booksy gotówki zostaje znacznie mniej, bo spółka działa w modelu SaaS (oprogramowanie jako usługa). Około 6 tys. firm regularnie płaci jej abonament, co według wyliczeń „PB” przekłada się na miesięczne przychody na poziomie 130 tys. USD. Do końca roku miesięczne obrotymają wzrosnąć do około 0,5 mln USD.

— Naszym największym rynkiem są i pozostaną Stany Zjednoczone. Tu klienci adaptują usługę kilkakrotnie szybciej niż Polacy. Po miesiącu od wdrożenia Booksy w danym miejscu w USA 70 proc. klientów rezerwuje wizyty za pomocą aplikacji. W Polsce ten proces trwa kilka razy dłużej — tłumaczy Stefan Batory. Na nowy etap marketingowego turbodoładowania Booksy zrzuciło się kilka uznanych funduszy i postaci. Wśród nich są Open Ocean, Kai Hansen (niegdyś Lieferando, właściciel m.in. Pyszne.pl), a także Rafał Plutecki, szef kampusu Google’a w Warszawie.

Tempo na 4

Rafał Batory pokazuje wykresy, wedle których Booksy jest najszybciej rosnącą firmą w swojej niszy. I choć na każdym z siedmiu rynków ma konkurentów (StyleSeat w USA, Treatwell w Wielkiej Brytanii, Vaniday w Brazylii czy LadyTime w Polsce) to nawet usługi rezerwacyjne zapowiadane przez Google’a nie studzą jego entuzjazmu.

— Prowadzimy kilka rozmów konsolidacyjnych, jednak teraz przede wszystkim koncentrujemy się na wzroście organicznym. W zeszłym roku urośliśmy czterokrotnie, w tym podtrzymujemy tempo — twierdzi Stefan Batory.

Ponad 100-osobowy zespół Booksy szykuje się więc do uruchomienia sprzedaży na kilku kolejnych rynkach i podtrzymuje dobrą famę wśród amerykańskich, wielkomiejskich fryzjerów i kosmetyczek. Kolejna runda finansowania planowana jest na 2018 r. Stefan Batory nie wzdraga się, gdy pada kwota powyżej 10 mln USD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu