Brakuje milionów nowych aut

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2021-10-11 20:00

Mała dostępność nowych aut zmienia rynek pierwotny i wtórny. Rośnie także zainteresowanie usługami, które nie cieszyły się popularnością.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • jak kryzys półprzewodnikowy odbija się na liczbie rejestracji nowych aut na polskim rynku
  • jak niska podaż nowych samochodów zmienia rynek wtórny
  • jakie usługi są remedium na kłopoty z dostępnością nowych samochodów

We wrześniu 2021 r. w Polsce zarejestrowano tylko niewiele ponad 33 tys. nowych aut osobowych. „Tylko”, bo rok temu rejestracji było o ponad 13 proc. więcej. Obserwowany od kilku miesięcy spadek liczby rejestracji to niemal wyłącznie efekt malejącej wskutek kryzysu półprzewodnikowego podaży nowych samochodów.

— Tegoroczny sierpień był o ponad 4 proc. słabszy od zeszłorocznego. Wrzesień umacnia tendencję spadkową. Nic nie wskazuje na to, że w kolejnych miesiącach sytuacja się zmieni — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

W ciągu trzech kwartałów tego roku zarejestrowano w Polsce ponad 347,3 tys. nowych aut osobowych, czyli o 17,7 proc. więcej niż rok wcześniej (dynamika po ośmiu miesiącach wynosiła ponad 22 proc.).

— Obecnie prognozujemy, że 2021 r. zakończy się wzrostem na poziomie około 9 proc. rok do roku. Sytuacja jest jednak dynamiczna — kolejne koncerny ograniczają lub wstrzymują produkcję — mówi Wojciech Drzewiecki.

Niedobory:
Niedobory:
Półprzewodnikowy kryzys sprawił, że w pierwszym półroczu tego roku na świecie wyprodukowano o 2,6 mln samochodów mniej, niż zakładano.
fot. Ian Forsyth/Bloomberg

Globalne ograniczenia

Kilka dni temu Skoda ogłosiła, że od 18 października do końca roku wstrzyma lub znacznie ograniczy produkcję we wszystkich trzech czeskich fabrykach. Marka od kilku miesięcy boryka się z trudnościami. Nie jest w tym osamotniona. Kryzys ma charakter globalny. Według IHS Markit w pierwszym półroczu 2021 z powodu braku podzespołów wyprodukowano na świecie o 2,6 mln mniej aut, niż zakładano, w związku z czym zmienia się również czas użytkowania pojazdów. Dane Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wskazują, że dla pojazdów służbowych to wzrost o średnio cztery miesiące. Nowe pojazdy nie są dostępne, zatem konsumenci i firmy nie sprzedają użytkowanych.

— Czynniki, które będą miały wpływ na okres użytkowania pojazdów używanych w najbliższych miesiącach, to z pewnością kolejna fala pandemii, problem z dostępnością aut w salonach, zmiana przepisów w leasingu wynikająca z Polskiego Ładu oraz rosnąca inflacja — mówi Robert Bendlewski, dyrektor departamentu pojazdów Idea Getin Leasing.

Ze statystyk wynika, że obecnie najłatwiej kupić auto jednej z azjatyckich marek. Wrześniowym liderem na rynku nowych aut jest Toyota — 5,4 tys. rejestracji, przed Kią — 3,42 tys. i Hyundaiem — 2,44 tys. Skoda, wieloletni lider, wylądował dopiero na czwartej pozycji, rejestrując nieco ponad 2,3 tys. aut.

Po trzech kwartałach roku liderem jest Toyota — zarejestrowała ponad 57,1 tys. aut, Skoda — wicelider — niespełna 37,5 tys., a trzeci Volkswagen — 27,3 tys.

Ceny w górę

Kłopoty z dostępnością nowych aut nie tylko wywracają zestawienia najpopularniejszych marek. Odbijają się również na rynku wtórnym. Z obserwacji Aures Holdings, operatora sieci autocentrów AAA Auto, wynika, że od początku kryzysu koronawirusowego motoryzacyjny rynek wtórny się kurczy, a ceny pojazdów używanych rosną.

— Od ubiegłego roku ceny wzrosły o 15 proc., a podrożeją jeszcze co najmniej o 5 proc. — mówi Karolina Topolova, dyrektor generalna Aures Holdings.

We wrześniu pojawiło się 203,2 tys. ofert sprzedaży aut używanych, o 43 tys. mniej niż rok wcześniej. Znacznie natomiast urosła mediana ceny. W sierpniu wynosiła 20 tys. zł, a we wrześniu już 21,9 tys. zł. Rok temu wynosiła 19 tys. zł.

Kłopoty z podażą odbijają się również na innych usługach. Już co drugi użytkownik czekający na odbiór nowego auta korzysta z tzw. auta przedkontraktowego — wynika z komunikatu firmy Carsmile. W lipcu i sierpniu liczba korzystających z tego klientów sięgnęła 33 proc. Tyle wyniósł stosunek wydanych samochodów przedkontraktowych do liczby nowych umów leasingu i wynajmu zawartych za pośrednictwem platformy Carsmile. W I kw. tak liczony wskaźnik wyniósł 17, a w drugim wzrósł do 20 proc. Warto dodać, że auto przedkontraktowe jest usługą płatną.

— We wrześniu wskaźnik sięgnął już 50 proc. Malo popularna do tej pory usługa bije rekordy popularności. Zakup nowego auta zwykle oznacza konieczność zwrotu poprzedniego. Gdy nowego pojazdu nie ma, zaczyna się problem. Auto przedkontraktowe ratuje sytuację. Usługa stała się tak bardzo popularna, że myślimy nawet o rozwoju krótkoterminowego wynajmu — mówi Michał Knitter, wiceprezes firmy Carsmile.