Brexit groził nam od lat

opublikowano: 30-01-2020, 22:00

Rozwód Londynu z Brukselą jest kolejnym rozdziałem jednego z najdłużej trwających sporów w brytyjskiej polityce

Dziś o północy Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej opuści Unię Europejską (UE). Po 47 latach członkostwa i 3,5 roku od referendum bolesny proces wychodzenia z UE i okres politycznego chaosu w Londynie zakończył się w zaskakująco uporządkowany sposób — głosowaniem w Parlamencie Europejskim (i formalnością w Radzie UE) za porozumieniem renegocjowanym przez premiera Borisa Johnsona. Nim wszyscy oswoimy się z nową rzeczywistością w unijnej i europejskiej polityce oraz gospodarce, warto zadać sobie pytanie, dlaczego najstarsza demokracja na kontynencie — jedno z najważniejszych państw Europy i nowa ojczyzna milionów Polaków — zdecydowała się opuścić wspólnotę.

Premier Boris Johnson
Zobacz więcej

ŻYCIE PO BREXICIE:

Premier Boris Johnson Fot. Bloomberg

Głupota czy konieczność

Małgorzata Kidawa-Błońska, kandydatka na prezydenta Polski, w reakcji na głosowanie w europarlamencie napisała na Twitterze, że brexit „stał się symbolem przedłożenia interesu partyjnego nad państwowy”. To jeden z punktów widzenia — dla wielu brexit to oczywisty błąd, przejaw skrajnej głupoty, próba odwrócenia biegu historii nieuchronnie zmierzającej w stronę wielonarodowych gospodarczych bloków konkurujących między sobą. Zdaniem wyznawców takiego poglądu to również skutek impulsywnej reakcji Partii Konserwatywnej, chcącej za wszelką cenę pozostać u władzy i powstrzymać marsz największego adwersarza — Nigela Farage’a.

To jednak tylko część prawdy. Tom McTague, dziennikarz „The Atlantic”, stawia tezę, że brytyjska wieczna debata o członkostwie Zjednoczonego Królestwa w europejskim projekcie może zostać sprowadzona do sporu między zwolennikami większej kontroli a domagającymi się zwiększonego wpływu na międzynarodową rzeczywistość.

"Zwolennicy brexitu i konserwatywni ekonomiści, historycy i politycy postrzegają brexit jako głęboko konserwatywny akt, którego celem jest zachowanie państwowej niezależności i suwerenności w sprzeciwie wobec radykalnej i zdecydowanie za daleko idącej machiny Unii Europejskiej, która na każdy problem ma tę samą receptę — więcej władzy scentralizowanej w Brukseli. Za dobitny dowód zwolennicy tego poglądu uważają strefę euro — aberrację historii, narzędzie zamienienia luźnej konfederacji krajów w federalne państwo kuchennymi drzwiami, bez zgody narodów członkowskich", pisze McTague.

Tę opinię podziela m.in. Niall Ferguson, wybitny brytyjski historyk, jeden z najważniejszych współczesnych myślicieli polityki międzynarodowej. Jego zdaniem „Wielka Brytania była równym i dobrowolnym członkiem bardzo luźnej i dobrowolnej unii narodów, dopóki europejscy przywódcy nie próbowali przekształcić jej w coś bardziej przypominającego federację. Brexit był logiczną konsekwencją”, mówił Ferguson w debacie Milken Institute tuż po referendum w 2016 roku, co powtórzył także w wywiadzie dla The Atlantic. 

Kontrola a wpływ

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Clement Atlee, jeden z najwybitniejszych premierów z ramienia Partii Pracy, w 1962 r. podkreślał znaczenie demokratycznej kontroli w swoim wystąpieniu przeciwko członkostwu w strukturach europejskich: „Faktem jest, że jeśli projekty dotyczące wspólnego rynku zostaną zrealizowane, będą miały one wpływ na każdy etap naszego narodowego życia. Nie będzie narodowych planów i strategii, chyba że pod kierunkiem planowania kontynentalnego — nie będziemy w stanie poradzić sobie z naszymi problemami.

O ile mi wiadomo, nie będziemy w stanie zbudować kraju w taki sposób, w jaki chcemy. Myślę, że będziemy podlegać ogólnej kontroli i planowaniu przez innych na kontynencie. Temu zawsze będę się sprzeciwiał”. W referendum w 1975 r., wkrótce po przystąpieniu kraju do EWG, liderem kampanii za pozostaniem w EWG była Margaret Thatcher, która przekonywała, że dyskusja o podziale suwerenności jest nietrafiona we współczesnym świecie: „możemy sobie wyobrazić, że moglibyśmy odzyskać pełną suwerenność narodową. W rzeczywistości byłoby to jednak złudzeniem. EWG będzie w coraz większym stopniu wpływać na nasze życie, ale poza nią nie mielibyśmy nic do powiedzenia w kwestiach, które miałyby na nas ogromny wpływ”. Clement Attlee podkreślał znaczenie demokratycznej kontroli, Margaret Thatcher koncentrowała się na większym wpływie międzynarodowym.

Krok w tył

Od tego czasu niewiele się zmieniło w kwestii linii sporu między zwolennikami „wpływów” i „kontroli” poza stronami — wraz z federalizacją UE to Konserwatyści skupili się na podkreślaniu znaczenia demokratycznej kontroli, podczas gdy Partia Pracy, której współczesnym uosobieniem stał się Tony Blair, dążyła do jak największego politycznego wpływu, niezależnie od suwerennościowych kosztów społecznych. Zmieniło się jednak coś innego — Wielka Brytania wyłączyła się z euro, uzyskała rabat i podkreślała niechęć do udziału w dalszym procesie integracji. Dla wielu, przede wszystkim dla Niemiec i Francji, wycofując się z tej „jedynie słusznej” ścieżki, utraciła prawo współdecydowania o jej przyszłości, czyli tak bardzo pożądany wpływ. „W związku z kryzysem w strefie euro UE zmieniała się na naszych oczach, a nasze i tak już prekaryjne [bez realnego wpływu na decyzje — red.] miejsce w jej strukturach było coraz trudniejsze do utrzymania”, napisał w autobiografii David Cameron, podkreślając logikę stojącą za jego decyzją o referendum w 2016 r. Reszta jest dobrze nam znaną historią.

Jutro Zjednoczone Królestwo obudzi się w okresie przejściowym, który potrwa do końca roku. W tym okresie wszystkie zasady będą działać po staremu, jednak kraj po 47 latach odzyska miejsce w WTO oraz prawo samodzielnego negocjowania umów handlowych ze wszystkimi państwami świata. Od 2021 r. taka umowa ma też regulować relacje między UE a UK.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy