Brexit zamiesza w ubezpieczeniach

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2016-06-24 16:27

Serce europejskich ubezpieczeń bije w Londynie. Dlatego Brexit wzbudza olbrzymią niepewność na rynku. Ubezpieczyciele starają się uspokoić nastroje.

Rozmawiałem dziś rano z kolegami z Londynu i są poruszeni, tym co się stało – mówi Michał Chmielewski, prezes broker reasekuracyjnego THB Polska.

Relacjonuje, że w celu uspokojenia nastrojów władze Llyod’s – największego na świecie rynku ubezpieczeniowego, którego siedziba mieści się w Londynie – wystosowały do współpracowników i partnerów uspokajający list. Podkreślają w nim, że Llyod’s ma blisko 400 lat i przetrwał niejedną historyczną zawieruchę. Podobnie ma być i tym razem. Dlatego hasłem na dziś Lloyds jest „business as usual”.

To bardzo stonowane stanowisko instytucji, która na trzy tygodnie przed wczorajszym referendum określiła Brexit jako „śmiertelne zagrożenie”. Ostrzegał, że może ono doprowadzić do utraty tysięcy miejsc w pracy w branży ubezpieczeniowej oraz podważyć mocarstwową pozycje Llyod’s na rynku reasekuracyjnym. Wkład Llyod’s w brytyjską gospodarkę jest szacowany na 12 mld funtów.

- Jeśli już do czegoś dojdzie, to w dłuższej perspektywie. Można spodziewać się, że firmy reasekuracyjne z kontynentu będą chciały wykorzystać Brexit, by nadgonić dystans, który dzieli ich od Lloyd’s – mówi Michał Chmielewski.

W podobnym duchu wypowiada się Witold Janusz, szef Llyod's w Polsce. Według niego, jest za wcześnie by mówić o wpływie Brexitu na działalność londyńskiego giganta. Dużo będzie zależało od rozmów między Wielką Brytanią a Brukselą na temat warunków opuszczenia UE.

- Będziemy się starali, by zaangażowanie Lloyd’s w Polsce nie uległo zmniejszenie – mówi Witold Janusz.

Zdaniem naszych rozmówców, Brexit będzie wpływał na polski rynek ubezpieczeniowy. W ocenie Adama Fornalika, dyrektor zespołu aktuarialnego i zarządzania ryzykiem w KPMG w Polsce, zmienność na rynkach, która towarzyszyła referendum i będzie związana z całym procesem Brexit może uderzyć w wyniki finansowe towarzystw.

- Płynące z tego tytułu zagrożenia będą miały większe znaczenie w ubezpieczeniach na życie, ze względu na inwestycje ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (UFK) oraz dłuższą zapadalność posiadanych portfeli obligacji. Ogólna niepewność podniesie też koszt kapitału dla ubezpieczycieli – mówi Adam Fornalik.

Zwraca także uwagę na prawdopodobny zakaz stosowania unijnego paszportu przez brytyjskich ubezpieczycieli. Umożliwia on prowadzenie biznesu na kontynencie w formie oddziału, bez potrzeby angażowania kapitałów. Może to być czynnik, który zniechęci firmy z Wielkiej Brytanii do inwestowania w UE.

Mimo to brytyjscy ubezpieczyciele, działający w Polsce, uspokajają. Jarosław Bartkiewicz, szef Prudential w Polsce, podkreśla, że jego firma nie zamierza wycofywać się znad Wisły, a jej plany inwestycyjne pozostają bez zmian.

- Wola obywateli brytyjskich wyrażona w referendum nie niesie ze sobą żadnego ryzyka dla funkcjonowania Prudential w Polsce. Nasi właściciele potwierdzają plany związane z naszym rynkiem, a obecność w Polsce obliczona jest na długie lata – podkreśla Jarosław Bartkiewicz.

Choć jego firma działa w Polsce w oparciu o unijny paszport, to nie będzie musiała występować o licencję po ostatecznym wyjściu Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. Prudential Polska nie jest bowiem oddziałem brytyjskiej matki, tylko zależnego od niej, irlandzkiej firmy Prudential Assurance Ireland.

Aviva Polska – największy brytyjski ubezpieczyciele nad Wisłą - nie odpowiedziała na nasze pytania, dotyczące skutków Bretixu. Odesłała nas do oświadczenia, które opublikowała jej londyńska centrala. Wynika z niego, że operacje Avivy w Wielkiej Brytanii, jak i na kontynencie są dobrze dokapitalizowane i kontynuują normalna działalność. Ubezpieczyciel podkreśla, że będzie monitorował techniczne implikację Brexit. Zastrzega jednak, że będą one widoczne dopiero po kilku latach.