Budownictwo przyszłości: między oczekiwaniami a możliwościami

Partnerem publikacji jest SIKA Poland
opublikowano: 2025-05-16 15:49

Rozmowa z Wojciechem Ziemlińskim, prezesem SIKA Poland i Maciejem Olkiem, członkiem zarządu Budimex SA.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jak dzisiaj oceniają panowie sytuację na polskim rynku budowlanym? Czy rzeczywiście presja jest tak duża?

Maciej Olek, członek zarządu Budimex SA: Polski rynek infrastrukturalny stoi przed ogromnym wyzwaniem. W najbliższych latach będziemy świadkami kumulacji przetargów, a konkurencja będzie jeszcze ostrzejsza. Spółki państwowe zapowiadają wielomiliardowe inwestycje, w 2025 r. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad planuje wydatki inwestycyjne na poziomie ok. 26 mld zł, z zamiarem utrzymania tego poziomu do 2030 r., zaś w sektorze kolejowym w tym roku uruchomione mają zostać przetargi o łącznej wartości ok. 15 mld zł. O kontrakty będą walczyć nie tylko firmy z Unii Europejskiej, ale także spoza niej. To oznacza, że każdy wykonawca będzie musiał bardzo precyzyjnie przygotować swoją ofertę. Musimy być więc przygotowani na ostrą konkurencję.

Wojciech Ziemliński, prezes SIKA Poland: Presja jest widoczna również po stronie dostawców materiałów. W sytuacji ogromnej konkurencji pojawia się ryzyko zaniżania ofert — co w konsekwencji odbija się na jakości realizowanych inwestycji. Problem występuje wtedy, gdy ze względu na walkę cenową obniżana jest jakość dostarczanych produktów. Niestety skutki takich decyzji ponoszą później podatnicy, bo inwestycje wymagają szybkich napraw. Jeśli chcemy zapewnić długofalową wartość, musimy dbać o jakość materiałów już na etapie przygotowania oferty. Jest o co walczyć, bowiem łączna szacowana wartość przetargów na inwestycje infrastrukturalne, planowanych na lata 2025–2026, wynosi ponad 80 mld zł.

Jakie działania można podjąć, aby polskie firmy miały lepsze szanse na wygrywanie przetargów?

M.O.: W Europie firmy krajowe są często wspierane przez poszczególne państwa — poprzez odpowiednie przepisy czy kryteria przetargowe. W Polsce zaczynamy iść w podobnym kierunku. Mam nadzieję, że deklaracje premiera i wyrok TSUE pozwolą wdrożyć skuteczne rozwiązania. Przykład? W Czechach kierownik budowy musi znać biegle język czeski. Należy też podkreślić, że Polska to właściwie jedyny tak otwarty rynek w UE. Inne kraje — jak przywołane już Czechy, ale również Niemcy — mają ograniczenia obejmujące nawet wykonawców z innych krajów Wspólnoty. Takie kryteria wzmacniają lokalne podmioty.

W.Z.: Z naszej perspektywy kluczowa jest nie tylko kwestia narodowości firm, ale też jakości dostarczanych materiałów, które mają odpowiednie referencje. Inwestycje finansowane publicznie powinny premiować dostawców z potwierdzoną jakością i historią działalności na rynku lokalnym. Trzeba także skutecznie walczyć z nieuczciwymi praktykami cenowymi.

Na co powinni szczególnie zwracać uwagę zamawiający?

W.Z.: Zamawiający muszą pamiętać, że wybór najtańszej oferty często oznacza ukryte koszty w przyszłości. Jeśli oszczędzamy na materiałach, to potem podatnicy płacą dwa razy — za poprawki. Niedawno premier zapowiedział rewizję w spółkach skarbu państwa i tego, jak realizowana jest polityka polskiego kapitału i polskich przedsiębiorców. Pod lupę mają być wzięte wszystkie inwestycje, także te, które są nadzorowane czy inicjowane bezpośrednio przez państwo. Szef rządu zażądał także raportowania ze wszystkich zamówień — szczególnie tych większych. Liczymy, że dzięki tej kontroli zmieni się podejście SSP do przetargów, ponieważ powinniśmy promować dobre praktyki i systemowo wspierać wysoką jakość.

M.O.: Zamawiający powinni też dawać jasny sygnał o planowanych inwestycjach w horyzoncie kilku lat. Przewidywalność harmonogramu umożliwia wykonawcom i dostawcom lepsze przygotowanie, inwestycje w zasoby i technologie, a to w efekcie obniża koszty i podnosi jakość. Długoterminowe planowanie inwestycyjne powinno być prowadzone tak, aby wykorzystać jak najefektywniej możliwości branży budowlanej. Zamawiający, planując inwestycje, powinni brać pod uwagę sytuację rynkową i potencjalne ograniczenia branży, co pozwoli wykonawcom na lepsze przygotowanie się do realizacji projektów.

Jakie są największe zagrożenia dla branży w nadchodzących latach?

M.O.: Obawiam się niestabilnego finansowania i zbyt wolnej reakcji na zmieniające się warunki rynkowe. Potrzebujemy skutecznych mechanizmów indeksacji i elastycznego dostosowania się do realiów ekonomicznych. Bez tego ryzykujemy, że wielkie programy inwestycyjne będą realizowane pod dużą presją wzrostu kosztów materiałów i wykonawstwa. Skuteczne mechanizmy waloryzacyjne są ważne dla generalnych wykonawców, ale również, a może nawet szczególnie dla mniejszych dostawców i podwykonawców, którzy bezpośrednio realizują prace i są bardzo podatni na duże wahania kosztów.

W.Z.: Dla producentów ogromnym wyzwaniem jest zmienność cen surowców, często niezależna od rynku lokalnego. Jedna decyzja geopolityczna może wywrócić ceny do góry nogami. System indeksacji cen materiałów budowlanych powinien być realnie dostosowany do tej dynamiki. Na szczęście na rynkach, na których protekcjonistyczne cła utrudniają wolny handel, nasz lokalny łańcuch dostaw i systematyczna globalna ekspansja produkcyjna w ostatnich latach okazują się strategiczną przewagą. Posiadamy kompleksową sieć 400 fabryk w ponad 100 krajach, co pozwala nam na lokalne wytwarzanie produktów, blisko rynków zbytu. Dzięki temu Sika nie jest bezpośrednio dotknięta taryfami celnymi i możemy niezawodnie zaopatrywać swoich klientów nawet w trudnych warunkach rynkowych.

Jakie zmiany legislacyjne powinny zostać wprowadzone w pierwszej kolejności, aby realnie poprawić sytuację wykonawców i dostawców?

M.O.: Na pewno kluczowa jest dalsza praca nad procedurami przetargowymi, zwłaszcza w zakresie kryteriów oceny ofert. Potrzebujemy systemu, który nie będzie faworyzował wyłącznie najniższej ceny, ale będzie brał pod uwagę jakość, doświadczenie wykonawcy i zastosowane technologie. Ważne, aby polscy wykonawcy pracujący i płacący podatki w Polsce, zatrudniający polskich pracowników, inwestujący w edukację i rozwój zarówno swoich pracowników, jak i absolwentów szkół mieli szanse na pozyskanie projektów realizowanych za polskie pieniądze.

W.Z.: Z mojej strony najważniejsze byłoby wprowadzenie rozwiązań dotyczących systemowej ochrony jakości materiałów budowlanych. Proponowałbym wprowadzenie obowiązkowych certyfikatów jakości i referencji dla materiałów wykorzystywanych w projektach publicznych. Istotne byłoby również uregulowanie zasad indeksacji cen surowców w dostawach, tak aby producent nie musiał ponosić całego ryzyka wahań rynkowych. To pomogłoby wszystkim uczestnikom rynku planować w sposób bardziej przewidywalny.

Jak panowie oceniają wpływ zagranicznej konkurencji na polski rynek — szansa na rozwój czy realne zagrożenie?

M.O.: Uczciwa konkurencja jest zawsze dobra dla rynku i nie stanowi żadnego problemu. Podnosi ona poziom rywalizacji, zmusza nas do udoskonalania usług, podnoszenia ich jakości i innowacyjności. Z drugiej strony istnieje poważne ryzyko, że jeśli rynek nie jest odpowiednio skonstruowany, dochodzi do sytuacji, w której firmy spoza Polski czy UE, często funkcjonujące na innych zasadach fiskalnych i prawnych, mogą konkurować w sposób nieuczciwy. Tacy gracze nie są zobligowani do przestrzegania standardów i wymogów wynikających z prawa unijnego ani do ponoszenia związanych z tym kosztów, a równocześnie korzystają z subsydiów swoich rządów. W UE to niedozwolona pomoc publiczna. Dlatego tak ważne jest, by system przetargów publicznych premiował firmy, które płacą podatki w Polsce oraz inwestują w lokalne zasoby i rozwój oraz działają w oparciu o unijne standardy, biorąc pod uwagę choćby ESG.

W.Z.: Podzielam tę opinię. Dodam, że zagraniczna konkurencja staje się zagrożeniem wtedy, gdy standardy jakościowe nie są konsekwentnie egzekwowane i nie ma odpowiedniej transparencji w ofertowaniu. Jeśli chcemy mówić o uczciwej rywalizacji, to wszyscy uczestnicy rynku muszą przestrzegać tych samych zasad — zarówno jakościowych, jak i prośrodowiskowych. W przeciwnym razie możemy stworzyć sytuację, w której krótkoterminowe oszczędności doprowadzą do długofalowych strat dla gospodarki.

Czy są obszary rynku budowlanego, które mimo ogólnej presji mogą zyskać w nadchodzących latach?

M.O.: Widzimy rosnące znaczenie inwestycji związanych z retencją wód, przeciwdziałaniem skutkom suszy i powodzi. To obszar, który będzie coraz bardziej istotny — nie tylko w dużych projektach infrastrukturalnych, ale też na poziomie powiatów i gmin. Dodatkowo modernizacja istniejącej infrastruktury, a nie tylko budowa nowej, stanie się coraz większym rynkiem. Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, w ramach programu inwestycji w gospodarce wodnej, planuje w latach 2025–2026 ogłoszenie przetargów o łącznej wartości ponad 2,8 mld zł. To ogromna szansa dla firm budowlanych.

W.Z.: Dodatkowo duży potencjał rozwoju tkwi w budownictwie energooszczędnym oraz w rozwiązaniach przyjaznych środowisku. Coraz częściej inwestorzy i użytkownicy oczekują, że budynki będą nie tylko funkcjonalne, ale też będą spełniać wysokie standardy jakości i efektywności energetycznej. To oznacza większe zapotrzebowanie na nowoczesne materiały, technologie pozwalające ograniczyć zużycie energii i systemy wspierające zrównoważone zarządzanie zasobami. Szczególną szansą dla branży są środki przeznaczone na poprawę jakości powietrza i modernizację istniejących obiektów — tylko w ramach programu „Czyste Powietrze” Europejski Bank Inwestycyjny przeznaczył 10 mld zł na dalsze dotacje na termomodernizację.

Jak radzić sobie z niedoborem wykwalifikowanych kadr w sektorze budownictwa? To problem, który coraz częściej pojawia się w branżowych dyskusjach.

M.O.: Branża budowlana musi zintensyfikować działania na kilku poziomach. Po pierwsze — inwestować w szkolenia zawodowe i rozwijać współpracę z uczelniami technicznymi. Dziś widać, że młodzi ludzie często wybierają inne ścieżki kariery. Musimy pokazywać, że budownictwo to branża nowoczesna, dająca stabilne zatrudnienie i możliwości rozwoju. Po drugie — musimy wprowadzać technologie, które ograniczają zapotrzebowanie na ciężką, fizyczną pracę i czynią budownictwo bardziej atrakcyjnym dla nowych pokoleń.

W.Z.: Zgadzam się i dodam, że musimy także stawiać na kulturę organizacyjną w firmach budowlanych i wśród dostawców. Atrakcyjne warunki pracy, bezpieczeństwo na budowie, realne możliwości awansu — to wszystko sprawia, że łatwiej jest zatrzymać pracowników i przyciągnąć nowych. W dłuższej perspektywie konieczne będzie też szersze otwarcie na zatrudnianie kadr zagranicznych, ale w sposób kontrolowany i zgodny z polskimi standardami jakości i bezpieczeństwa. W Polsce największą grupą pracowników zagranicznych są osoby z Ukrainy (67,3 proc.), ale stale rośnie liczba pracowników z krajów Azji i Ameryki Południowej, takich jak: Filipiny (11,7 proc.), Nepal (11,3 proc.) czy Kolumbia (9,1 proc.).

Możesz zainteresować się również: