Bogumił Jankiewicz (z lewej) i Krzysztof Kołaszewski nie zamierzają na tym poprzestać. Właśnie odebrali nagrodę Food Business Awards za najszybciej rozwijający się biznes w branży gastronomicznej.
Krzysztof Kołaszewski i Bogumił Jankiewicz chwalą się, że ich food truck był drugim w stolicy. Coś takiego brzmi jak prehistoria, dzisiaj właściciele obwoźnych barów mają już stowarzyszenie broniące ich interesów w ratuszu i cyklicznie odbywają zloty. — Zanim zaczęliśmy działać z naszym food truckiem, zuważyliśmy, że w miejscach, które sprzedają burgery, ustawiają się tłumy.
Kiedy mój pierwszy wspólnik przyszedł do mnie i powiedział: „Bobby, otwórzmy Bobby Burgera!”, wszedłem w to — wspomina Bogumił „Bobby” Jankiewicz. Zakup i wyposażenie food trucka kosztowały 40 tys. zł. Zaletą takiego biznesu jest to, że nie czeka się na klientów, bo się do nich przyjeżdża.
Food truck Bobby Burger parkował w miejscach, w których wieczorami odbywały się imprezy i przetaczało się mnóstwo ludzi: Miasto Cypel na Cyplu Czerniakowskim, Plac Zabaw w Parku Agrykola, plac Zbawiciela. Często zostawał do białego rana.
— Na początku dołączyłem do biznesu jako pracownik. Na nocach wychodziliśmy różnie. Jeśli przyszło naprawdę dużo osób, to byliśmy w stanie zarobić dobrych kilka tysięcy. Zdarzało się jednak, że przygotowywaliśmy się na coś wielkiego, a ruch był żaden i całe zapasy do wyrzucenia. Stało się dla nas jasne, że aby rozkręcić biznes, potrzebujemy miejsca na stałe — wspomina Krzysztof Kołaszewski.
Bobby Burger działał jako food truck od czerwca do grudnia 2012 r., po czym został odsprzedany znajomemu. Ale szyld Bobby Burger pozostał — narodziła się koncepcja franczyzy, w ramach której działa 25 z 32 jego lokali.
— Rozglądaliśmy się za miejscem na nasz pierwszy lokal, który w końcu otworzyliśmy w marcu 2013 r. Po drodze mieliśmy epizod współpracy z klubokawiarnią Warszawa Powiśle. Ale cały czas miałem w głowie rozwijanie sieci franczyzowej lokali. Miałem już doświadczenie z trochę innej branży i czułem, że tu akurat ten model zaskoczy — mówi Bogumił Jankiewicz.
Głodni balowicze
Historia rozwoju Bobby Burgera nierozerwalnie wiąże się z imprezami. To one były motorem napędowym food §trucka, a później okazały się zbawienne dla pierwszego lokalu na Żurawiej. Gdy wspólnicy remontowali pomieszczenie, w okolicy był tylko jeden popularny lokal. Obecnie kluby przy Parkingowej, tuż za rogiem, są nocną mekką imprezowiczów.
— Początkowo na tym też budowaliśmy markę, przecież ludzie kojarzyli nas tylko z imprez. Dzięki boomowi klubowemu na Parkingowej bardzo szybko nasz lokal na Żurawiej stanął na nogi, praktycznie po miesiącu już wiedzieliśmy, że była to trafiona inwestycja — dodaje Bogumił Jankiewicz.
Nowe lokale zaczęły się pojawiać jak grzyby po deszczu, a kolejne otwarcia dawały efekt domina. W 2013 r. powstały cztery lokale, w 2014 r. kolejnych osiem, a w obecnym już 18. Poza Warszawą Bobby Burgera można znaleźć w Gdańsku, Nowym Sączu, Sopocie, Gdyni, Bydgoszczy, Krakowie, Katowicach i Rzeszowie, a w kolejce czekają Łódź, Wrocław, Poznań, Radom i Lublin. Wszystkie lokale pod marką Bobby Burger mają około 25 mln zł obrotu.
— Staramy się opleść Polskę siecią lokali, zakładać je w każdym mieście o liczbie ludności przekraczającej 100 tysięcy. Z naszych wyliczeń wynika, że rynek nasyci się naszymi lokalami dopiero, gdy jeden bar Bobby Burgera przypadnie właśnie na te 100 tysięcy mieszkańców. Nasz plan zakłada otwarcie 100 lokali, więc na razie jesteśmy w jednej trzeciej drogi — twierdzi Krzysztof Kołaszewski.
Przemyślany marketing
Bardzo ważnym elementem planu jest franczyza. Po pierwszych pionierskich doświadczeniach jej model właściciele opracowali przy pomocy firmy doradczej Profit System i powielają go przy każdym nawiązaniu współpracy z franczyzobiorcą. Każdy chętny przystępuje na początku do ankiety franczyzowej, która bada jego możliwości i nastawienie do biznesu i klientów.
Właściciele marki mają sprecyzowane wymagania odnośnie do adresu baru — powinny to być okolice jednej z głównych ulic — i wystroju, o menu i jakości jedzenia nie wspominając. Wstępna opłata to około 18 tys. zł, a w zamian partner dostaje pakiet startowy, w którym są m.in. szkolenia i elementy marketingowe, np. szyld.
— Bardzo dbamy, by wszystkie lokale pod naszym szyldem były spójne, jeśli chodzi o poziom obsługi, wystrój i pewien przekaz, który oferujemy klientom, więc audyty robimy coraz cześciej. Kierujemy naszą ofertę do określonej grupy odbiorców i wszystko opatrzone logo Bobby Burger musi spełniać nasze standardy — mówi Bogumił Jankiewicz.
Specyfiką marki jest również to, że strategia marketingowa jest dopasowana do odbiorców. W dużej mierze opiera się na mediach społecznościowych, ale nie tylko na prowadzeniu fanpejdżów, lecz także wykorzystywaniu innych możliwości. Przykładem jest viral, pokazujący próbę podpalenia w październiku 2013 r. jednego z lokali. Materiał cieszył się popularnością na Facebooku i dał marce dużo rozgłosu.
Firma pracuje intensywnie nad marketingiem, a opracowana we współpracy z doświadczonym freelancerem kompleksowa strategia marketingowa jest realizowana codziennie — w liczącym 14 osób biurze trzy zajmują się akcjami promocyjnymi. Wiele kampanii jest prowadzonych z przymrużeniem oka, np. mecenat streetartowy „Zmaluj z Bobby Burger” czy planowana akcja zgłoszenia obywatelskiego projektu ustawowego wprowadzenia godzinnej sjesty dla każdego Polaka. Bo, jak mawia Bogumił Jankiewicz, Bobby Burger jest „trochę buntownikiem, trochę idealistą”. &
