Po wygranej dotychczasowego prezydenta dolar umocnił się, światowe giełdy poszły w górę, a ropa... niestety też.
Choć w środę rano nie były jeszcze znane ostateczne wyniki wyborów prezydenckich w USA, to rynki z werwą zabrały się do dyskontowania zwycięstwa George W. Busha. Nieoficjalne dane wyraźnie wskazywały na jego wygraną. Analitycy byli zadowoleni.
— Zwycięstwo Busha jest korzystniejsze dla gospodarki oraz rynków finansowych, bo ma on bardziej prorynkowe poglądy niż jego przeciwnik — uważa Katarzyna Płaczek z Beskidzkiego Domu Maklerskiego.
Dolar w górę...
Pierwsze godziny handlu przyniosły umocnienie dolara do kluczowych walut. Analitycy liczą, że w najbliższych dniach może on jeszcze zyskać na wartości, a kurs EUR/USD przetestować poziom 1,25.
— W dłuższej perspektywie nie należy jednak spodziewać się, by zwycięstwo Busha wpłynęło na dalsze umocnienie waluty amerykańskiej. Owszem, jest ono możliwe, ale zależy od innych czynników — uważa Marek Zuber, główny ekonomista TMS.
Sytuacja mogłaby się skomplikować, gdyby doszło do opóźnienia w ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów. Tego obawiali się wczoraj amerykańscy dilerzy, co w Nowym Jorku na początku sesji doprowadziło do wzmocnienia euro z 1,2700 do 1,2754 USD. Obawy okazały się nieuzasadnione.
W górę szła wczoraj rentowność amerykańskich obligacji rządowych. Na rynku panuje bowiem przeświadczenie, że na zaplanowanym 10 listopada posiedzeniu Fed dojdzie do podwyżki stóp procentowych.
...akcje również...
Pierwsze informacje o wygranej Busha pojawiły się koło godz. 6.00 na ranem naszego czasu i miały decydujący wpływ na zachowanie światowych giełd w pierwszych godzinach handlu.
— Szczególnie pozytywnie zareagował rynek amerykański, gdzie kontrakty terminowe na DJ i Nasdaq zyskały około 1 proc. Również w Europie dominowały zwyżki. Ale ich skala była umiarkowana, bo większość Europejczyków kibicowała Kerry’emu — podkreśla Katarzyna Płaczek.
Animusz inwestorów osłabł, kiedy przed południem okazało się, że w stanie Ohio liczenie głosów może wydłużyć się do kilku tygodni. Indeksy w Paryżu, Londynie i Frankfurcie rosły nie więcej niż o 0,5 proc., ale po południu znowu poszły mocniej w górę. Wszystkie zakończyły sesję na plusie.
W USA Nasdaq Composite zyskał na starcie 1,5 proc., a DJ 0,1 proc. Tylko u nas było inaczej — wbrew światowej tendencji, na giełdzie warszawskiej doszło do przeceny. Po początkowym wzroście indeksy zaczęły spadać. Usprawiedliwieniem naszego parkietu może być silny wzrost dzień wcześniej, kiedy WIG pobił rekord wszech czasów.
— Niewykluczone, że na kolejnych sesjach zwyżka z Wall Street pociągnie do wzrostów także nasz rynek — przypuszcza Katarzyna Płaczek.
... a nawet ropa
Jest jednak jeden zdecydowanie negatywny aspekt takiego właśnie wyniku wyborów. Ceny ropy ponownie wzrosły, co odzwierciedla obawy, że wygrana George’a W. Busha nie poprawi bezpieczeństwa dostaw z Bliskiego Wschodu.
Cena baryłki amerykańskiej ropy U.S. Crude Light wzrosła o 93 centy, do 50,55 USD. Na londyńskiej giełdzie cena baryłki ropy Brent wzrosła o 60 centów — do 47,15 dolarów.