Byli menadżerowie zeznają w sprawie WGI

EG
opublikowano: 26-03-2014, 06:26

Dyrektor inwestycyjny i szef dilerów Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (WGI) – to plan przesłuchań świadków na rozprawę 26 marca.

Marcin K., lat 36, ekonomista, pracował w WGI od 2002 do 2005 r., był dilerem walutowym. Dziś jest członkiem zarządu DM TMS Brokers, pracował również w radzie nadzorczej spółki First International Traders Financial Services. W 2007 r. tygodnik „Wprost” pisał o nim, że Marcin K. opracował komputerowy system inwestycyjny, w którym sygnały kupna i sprzedaży walut generuje komputer, co ma sprawić, że emocje zarządzających nie będą wpływać na decyzje inwestycyjne.

fot. Marek Wiśniewski
fot. Marek Wiśniewski

W 2005 r. zachwycali się nim bracia Pińscy, wówczas z tygodnika „Wprost”. Pisali: „ Autorem systemu jest 28-letni Marcin K.(…). Jak przyznaje w rozmowie z Wprost, nie inwestuje własnych pieniędzy w system, który wymyślił, ponieważ nie ma większych oszczędności, bo jest jeszcze młody i nie zdążył się dorobić. Na razie więc testuje system na klientach. W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy działalności firma pozyskała kilkudziesięciu chętnych (każdy z nich zainwestował minimum 50 tys. USD), którzy – jak twierdzi K. – zarobili 20-50 proc. tego, co zainwestowali. Różnica zależy od stopnia akceptacji ryzyka – klient ustala poziom strat, jaki jest w stanie zaakceptować; zwykle jest to 15-40 proc. kapitału. Jest tak jak w hazardzie: im więcej postawisz, tym więcej możesz wygrać.”

Marcin K., jak zeznaje, początkowo analizował w WGI rynki finansowe, w drugim etapie zarządzał pieniędzmi spółki. Transakcje dokonywane były na platformach elektronicznych, początkowo w  BRE Banku, potem przez dwa lata na platformach elektronicznych w Londynie.

Pytania obrońcy:

Czy to co pan powiedział wcześniej wyczerpuje pana obowiązki w WGI DM?

- Tak. Przez 95 proc. czasu pracowałem w WGI SA, a potem - praktycznie na koniec mojej pracy z tą spółką - w Domu Maklerskim.

Czy pamięta pan by w WGI istniał system komputerowy firmy MAP Groszyk?

- Kojarzę nazwę, ale nie miałem do niego dostępu.

Czy pracował pan wcześniej w jakimś domu maklerskim?

- Tak, w Powszechnym Banku Gospodarczym, przejętym później przez  Pekao SA. Kolejny etap w  BOŚ Banku, również w domu maklerskim. Potem trafiłem do WGI.

Czy uważa pan, że jest pan doświadczonym dilerem walutowym?

- Tak.

Czy dilerzy walutowi dokonują transakcji w oparciu o jakiś system?

- To zależy od strategii spółki, a może ich być bardzo dużo.

Czy system transakcyjny, który pan stosował w WGI przynosił zyski?

- Tak, o ile pamiętam kilkukrotnie dostałem z tego powodu premię. WGI wówczas pracowało z platformą IFX Markets.

Czy podjęcie współpracy z tym systemem było krokiem w dobrym kierunku?

- Oczywiście. Zdecydowanie ograniczało to koszty transakcji i dawało możliwość dostępu do rynku przez 24 godziny na dobę. W polskich bankach było to ograniczone przez godziny pracy.

Czy słyszał pan coś na temat projektu otwarcia przez WGI własnej platformy transakcyjnej?

- Tak, to zdecydowanie dawałoby to większe szanse rozwoju firmy. Gdyby to zostało wprowadzone, spozycjonowałoby tę spółkę jako jednego z największych brokerów nie tylko w Polsce, ale również w Europie. To była tylko kwestia czasu.

Czy po zakończeniu współpracy z WGI rozpoczął pan własną działalność?

- Tak, uzyskałem po 13 miesiącach zezwolenie KPWiG na prowadzenie działalności maklerskiej. W tym czasie kiedy procedowałem przed komisją, WGI straciło swoją licencję. Z WGI odszedłem w maju 2005 r.

Czy przed odejściem przekazywał pan jakieś informacje o WGI ABW albo innym służbom?

- Przed odejściem nie. Potem tak. Były rozmowy z ABW, oczywiście, że jako osoba która się stara o licencję byłem sprawdzany przez KPWiG pod kątem wymogów ustawowych.

Czy te rozmowy miały miejsce po pana odejściu, ale przed odebraniem licencji WGI?

- Nie pamiętam, z pewnością po uzyskaniu licencji przez moją spółkę, więc chyba już po utracie licencji przez WGI. Nie pamiętam, czy były spotkania pomiędzy moim odejściem z WGI, a utratą licencji przez WGI.  Z tego co pamiętam, jedno formalne spotkanie miało miejsce w siedzibie ABW, dwa spotkania były poza ABW, jedno w siedzibie mojej spółki, drugie gdzieś w kawiarni.

Czy pamięta pan nazwisko tego oficera?

- Nie pamiętam, jak nazywa się ta pani. Osoba z którą rozmawiałem w ABW to chyba oficer Świerczewski.

Pamięta pan kiedy te spotkania miały miejsce?

- Nie pamiętam.

Jak się nazywa firma, którą pan tworzył wówczas?

- First International Trade Dom Maklerski.

Nadal pan tam pracuje?

- Nie, od trzech lat pracuję w TMS Brokers.

Pełnomocniczka oskarżycieli.

Czy pamięta pan, dlaczego rozstał się pan z WGI?

- Decyzja była prosta, ambicjonalna. Skoro ludzie w moim wieku mogli taką licencję uzyskać, to przy mojej wiedzy również ja mogę.

Bogusława W-K, poszkodowana:

Jeśli wpłaciłam pieniądze w sierpniu 2004 r., a pan odszedł w maju 2005 r., jak pan sądzi, czy w tym okresie mogłam wyjść na zysk, czy stratę?

- Ja zarządzałem środkami własnymi spółki, nie miałem dostępu do sald i rachunków klientów. Czy w tym okresie WGI zarabiało dla klientów? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Wyliczanie stóp zwrotu dla klientów w ogóle mnie nie dotyczyło.

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych:

Czy dobrze rozumiem, że pieniądze które inwestował pan i pana koledzy nie pochodziły z pieniędzy klientów?

- Depozyt zabezpieczający pod transakcje i środki które otrzymywałem, według mojej wiedzy, należały do WGI. Informacją, która docierała do klientów w tzw. cyklu sprawozdawczym było, czy spółka zarobiła pieniądze dla swoich klientów. To co ja robiłem, to były transakcje na tzw. portfelu handlowym ze środków własnych spółki.

Prokurator:

Informacje o zarobku czy stracie były podawane w procentach?

- Tak.

Pytanie oskarżycielki Ewy Ś.:

W jakim celu teraz pan mówi, że WGI informowało że zarobiło lub straciło dla swoich klientów, skoro to nie pana zakres obowiązków? Po co pan to mówi?

- W spółce która zatrudnia kilkadziesiąt osób, tego typu informacje były bardzo przydatne czysto piarowsko.

A jaki dział odpowiadał za operacje na środkach klientów?

- Zarząd.

Czy posiadał - według pana - odpowiednie kwalifikacje i uprawnienia?

- Zarząd był młody, ale doświadczenie miał duże. Na etapie w którym powstało WGI SA działalność na rynku walutowym nie było uważana za działalność maklerską przez KPWiG. Potem spółka musiała wystąpić o licencję. Jeśli została uzyskana po prawidłowo pozyskanej procedurze, znaczy że KPWiG potwierdziła kompetencje osób uprawnionych do zarządzania tymi środkami.

Jak duży był dział zajmujący się operacjami na rynku forex?

- Początkowo trzy-cztery osoby, w późniejszym etapie za zarządzanie na środkach spółki odpowiedzialny byłem ja, miałem też ośmiu junior dealerów, którzy byli szkoleni. Liczebność jest kryterium niemierzalnym, ważny jest zarządzany kapitał, skala operacji.

Jakiego rzędu były to środki, którymi operowaliście?

- Junior dealerzy po 100-200 tys. zł, moje transakcje to 10-30 mln GBP. Pozycja otwarta moja i dealerów to około 200 mln zł. To jednak nie oznacza, że spółka miała na koncie tak duże pieniądze, transakcje na rynku walutowym dokonuje się na bardzo wysokim lewarze, dziś on wynosi od 50 do 200-krotności zabezpieczenia.

Czy zarząd był w stanie zarządzać środkami klientów wielokrotnie wyższymi?

- Nie wiem, o ile pamiętam z prasy to jest w tym historia Wachovii i innych podmiotów, które mogły tymi środkami profesjonalnie zarządzać.

Bogusława W-K:

Czy w czasie gdy pan pracował, informacji o zysku osiąganym przez spółkę było więcej niż o stratach?

- Zdecydowanie tak, wydaje mi się, że stopy zwrotu były gdzieś publikowane. Fakt, że WGI miało bardzo dobre rezultaty.

Pełnomocniczka:

Skąd pochodziły środki własne spółki, którymi pan zarządzał?

- Z konta bankowego. Nie wiem, skąd spółka je miała, ale nie miałem powodu przypuszczać, że były to środki klientów. Środki od klientów były wielokrotnie większe. Domyślam się, że jeśli spółka zarządza pieniędzmi klientów i pokazuje dodatnią stopę zwrotu, to zarabia na tym. Jeśli doliczymy do tego, że opłata za sukces wynosi około 20 proc. zysków, to z przeliczania wychodzi, że spółkę stać było, by kwoty rzędu 1-3 mln zł inwestować na rynku walutowym. To mój logiczny wniosek, skąd wzięte były te pieniądze.

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych:

Jakie były wyniki transakcji, które pan wykonywał?

- Kilkukrotnie dostawałem premię za wyniki, ale jaki był track record? Zakładając zdrowy rozsądek zarządu, gdyby transakcje przynosiły straty, to nie miałbym zgody, żeby takie transakcje otwierać.

Czy w ostatnim roku pana pracy były zyski czy straty?

- Nie pamiętam, to było dawno temu.

Czy były sytuacje że transakcje kończyły się stratą?

- Naturalnie tak.

Jak były pokrywane straty?

- Z depozytu.

Czy w związku z tym w 2004 r., w ostatnim roku pana pracy, konieczne było zasilanie depozytu?

- Wydaje się, że nie było potrzeby zasilania zabezpieczania mojego konta. Co do innych pracowników, mówimy o bardzo małych kwotach.

Jaki był rząd kwot zaangażowanych w inwestycje prowadzone przez pana dział?

- To kwoty rzędu kilkuset tysięcy złotych.

Czy w strukturze WGI SA istniała jakaś inna komórka zajmująca się zarządzaniem środkami?

- Tak, jedną komórką był zarząd, drugą - grupa osób, które wykonywała transakcje na tzw. autopilocie, to strategia szwajcarska. To strategia, w której dilerzy otrzymywali sygnały transakcyjne i w ich ramach teoretycznie powinni otwierać pozycje długie i krótkie na instrumentach. Druga strategia była tworzona przez pracowników naukowych jakiejś łódzkiej uczelni, dotyczyła analizy danych o wysokiej częstotliwości.

Czyli były cztery ośrodki, które inwestowały pieniądze?

- Ja bym powiedział, że to cztery narzędzia. Z tych samych modeli chyba korzystał zarząd i departament pracujący na autopilocie.

Czy te wyniki osiągane przez spółkę budziły kiedyś pańskie wątpliwości?

- Raz wzbudziły. Opiszę sytuację: na drukarce, na której przez przypadek znalazł się raport z transakcji jakiegoś klienta, zauważyłem transakcje dokonane na funcie do dolara. Moje transakcje, które były zakończone zyskiem, były wykazane, jako zakończone zyskiem, a te zakończone stratą - były wykazane jako zakończone również zyskiem. Potem dostałem wyjaśnienie, że to tylko wydruk roboczy. To stwierdzenie było także przesłanką do zakończenia współpracy. To był jedyny taki incydent.

Pytania prokurator:

Komu tak duży limit transakcji, jak pański, został przyznany?

- Nie mam wiedzy, by ktoś spoza zarządu miał taki limit.

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych:

Dlaczego podzielono środki inwestowane na forex na te cztery komórki?

- Nie przypominam sobie logicznego uzasadnienia. WGI SA chciała osiągać korzyści na środkach własnych i na środkach klientów, ta dywersyfikacja strategii jest uzasadniona.

Czy pan wie, jakie były wyniki na autopilocie i na pańskich transakcjach?

- Są składowe takich operacji: model autopilota i element zarządzania ryzykiem. Może być tak, że strategia generuje zyski, ale źle dobrane ryzyko spowoduje stratę. Może być też odwrotnie.

A czy wie pan jakie były wyniki modeli zarządzania?

- Na konta IFX Markets kilkukrotnie przelewano dość duże środki na uzupełnienie depozytu finansowego. Nie pamiętam rzędu tych przelewanych kwot, nie chcę strzelać. Były w tamtym czasie na rynku walutowym sytuacje, które powodowały duże wahania kursów, to wpływało na wynik ostro. Wpływ na wynik mają choćby dane z amerykańskiego rynku pracy, podawane raz na miesiąc.

Protest adwokata po kolejnym pytaniu oskarżycieli o opinię świadka:

Państwo pytacie świadka o rzeczy, które po tylu latach nie ma on prawa pamiętać, a które nie mają żadnego wpływu na rozwiązanie sprawy. Te dane znajdują się w aktach sprawy, niczego nowego się nie dowiadujemy, bo świadek nie pamięta.

Pełnomocniczka oskarżycieli:

Chciałam dopytać o sens wcześniejszej wypowiedzi. Poza tym czym innym są akta sprawy, a czym innym przesłuchanie świadków.

Adwokat:

Proszę pytać o stan wiedzy, a nie interpretację świadka.

Wtrąca się świadek:

Mogę? Faktem jest, że nie mogę podać szczegółów sprzed lat, ale pytania ze strony prokuratora traktuję jako próbę zrozumienia o co chodzi na rynku walutowym.

Oskarżycielka chce zadać pytanie. Sędzia protestuje:

Szkolenia z rynku forex proszę przeprowadzać poza salą sądową. Od tego są uniwersytety.

Adwokat oskarżonych:

Będę wnosił o uchylenie każdego pytania, które do niczego nie prowadzi, bo inaczej proces będzie trwał latami.

Pełnomocnik oskarżycieli:

Z kim pan rozmawiał na temat tego raportu, który pan znalazł na drukarce?

- Z doradcą zarządu panem Łukaszem P., razem odeszliśmy z firmy i potem założyliśmy dom maklerski.

Czy on też zauważał jakieś nieprawidłowości?

- Z jakiegoś powodu złożył wypowiedzenie. Z racji pełnionych obowiązków współpracował z brokerami, w tematach prawnych i relacyjnych, negocjacjach warunków umowy, wymogach dotyczących depozytów zabezpieczających. Jeśli WGI SA dostało wezwanie do pokrycia straty, to taką informację dostawał zarząd albo Łukasz P. Informacje, że jakieś kwoty trzeba było przelać posiadał, być może to budziło jego wątpliwości.

Czy pan P. zgłaszał panu jakieś wątpliwości dotyczące prawdziwości  wyników finansowych, wyników marketingowych, o których mówił pan wcześniej?

- Nie przypominam sobie, by odnosił się do wyników.

Czy jakiekolwiek inne wątpliwości były przedmiotem jego wypowiedzi?

- Jako dwudziestokilkulatkowie stwierdziliśmy, że z naszą wiedzą, skoro WGI uzyskało licencję na DM, to my też możemy. Rozmów z nim było wiele, nie pamiętam czy jakaś taka rozmowa miała miejsce i czego dotyczyła.

W jaki sposób wyceniano środki na rachunkach klientów?

Adwokat:

Na Boga, przecież świadek mówił już że nie ma wiedzy! Chyba, że ja czegoś nie rozumiem? Proszę o uchylenie tego pytania.

Świadek:

Chyba wszyscy się tu nie rozumiemy.

Sędzia:

Ustalmy role: pytania zadajemy świadkowi i świadek odpowiada. Proszę opowiedzieć, jak w poprzednich pana pracach wyglądał raport do klienta.

- Są to instrumenty wykorzystujące dźwignię finansową, więc w raporcie miesięcznym  jest historia wszystkich zawieranych transakcji. Zawiera on saldo początkowe,  efekty transakcji na przestrzeni okresu sprawozdawczego, wszystkie koszty z tym związane, jeśli był zysk, to także zawiera informację o opłacie za zarządzanie i sukces. Na koniec mamy stan środków na rachunku klienta.

To wszystkie pytania do świadka. Po przerwie sędzia powołała kolejnego świadka, Józefa R. Do 2006 r. był on dyrektorem inwestycyjnym WGI, zasiadał również w zarządzie WGI TFI. W związku z działalnością w WGI Komisja Nadzoru Finansowego cofnęła mu licencję doradcy inwestycyjnego i maklera. Po jego odwołaniu Wojewódzki Sąd Administracyjny utrzymał tylko wykreślenie z listy doradców. Później – do 2012 r. - był wspólnikiem w spółce Venti Akcje (potem Speed Cash), a także jej głównym analitykiem rynku akcji. Drugim wspólnikiem Venti była spółka Frantic Group LCC, w której prokurentem jest Katarzyna S. – żona lub siostra prezesa WGI (obie noszą to samo imię). Venti Akcje były też współzałożycielem Opulentii, w której z tylnego fotela rządził Maciej S., oskarżony członek zarządu WGI. Opulentia, która oferowała klientom wysokie, gwarantowane zyski z zakupionych przez nią papierów dłużnych, podzieliła los WGI. Najpierw trafiła na listę ostrzeżeń KNF, potem złożyła wniosek o upadłość.

Józef R, lat 51, makler papierów wartościowych, jednak nie pracuje w zawodzie.

Byłem zatrudniony w WGI od 2001 do 2006 r., na początku jako analityk, potem jako dyrektor inwestycyjny. Bardzo mi zależało na tym, żeby firma się rozwijała, jak się okazało niepotrzebnie, bo teraz jesteśmy w sądzie, a ja straciłem licencję doradcy inwestycyjnego z powodu prowadzonej polityki inwestycyjnej.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Polityka inwestycyjna WGI SA polegała na tym, że środki klientów głównie były przekazywane do Wachovii, a w Polsce główną działalnością było zabezpieczenie środków przed spadkiem wartości dolara. Po wejściu Polski do Unii Europejskiej na tego typu działania była wymagana zgoda KPWiG. Została przyjęta do kontynuacji działalności formuła domu maklerskiego typu asset maganement - zarządzania aktywami - z tym, że prawo nie zezwala by taki podmiot bezpośrednio przekazywał środki w zarządzanie do innego podmiotu, bo sam jest do tego powołany. Dlatego powołano spółkę WGI Consulting, która była pomostem: emitowała obligacje dochodowe, które były zapisywane na kontach klientów, a środki z emisji przekazywała jak poprzednio do Wachovii. Zadanie w Polsce nadal polegało na zabezpieczaniu przed spadkiem dolara.

Prokurator:

Co należało do pańskich obowiązków jako analityka?

- Analiza rynku.

Obrona:

Czy pamięta pan ile osób pracowało w dziale analitycznym i inwestycyjnym?

- Kiedy byłem dyrektorem, łącznie kilkanaście osób.

To osoby doświadczone i profesjonalne?

- To osoby z dużym doświadczeniem, poprzedni świadek na przykład jest obecnie w zarządzie Domu Maklerskiego, inny kolega Łukasz P. jest prezesem DM FIT. Inny Jacek J. jest jednym z dyrektorów departamentu skarbu  BRE Banku, Adam Ł. jest lub był członkiem - lub nawet przewodniczącym - rady nadzorczej KGHM. Piotr Kuczyński jest analitykiem i uznanym komentatorem rynku finansowego z Xeliona. Takie osoby były zatrudnione w moim dziale.

Czy wedle pańskiej oceny, działy były zorganizowane profesjonalnie?

- Tak, były regulaminy i procedury, które organizowały pracę. Tak była zorganizowana każda taka firma na rynku.

Czy system MAP Groszyk  działał poprawnie, czy zna go pan?

Tak, był taki system, ale nigdy nie został dokończony. Nawet przydzielono małą salkę konferencyjną dla panów z tej firmy, którzy ciągle coś naprawiali. Żeby cokolwiek dużego zrobić w tym systemie, trzeba było wspomóc się Excelem. W tym systemie były zapisywane także obligacje WGI Consulting.

Czy system mógł wpływać na błędne zapisy na rachunkach klientów?

- Tak, ale nie mogę sobie przypomnieć konkretnego przykładu. Często były omawiane sprawy jakichś niezgodności, nie pamiętam jakich.

Czy w WGI DM była strategia pełnego zabezpieczenia ryzyka kursowego?

- Tak.

Czy transakcje perfect hedge w pełni zabezpieczały ryzyko kursowe?

- Tak, transakcja zabezpieczająca była otwierana dokładnie na taką kwotę, jak środki deponowane w Wachovii. Nie pamiętam, czy takie transakcje zostały zamknięte w WGI DM i kiedy. Wydaje mi się, że były zamykane wtedy, gdy odebrana została licencja i wygaszana całkowicie działalność. Nie słyszałem o przypadkach, by WGI SA jeszcze przed powstaniem DM, miała problemy z wypłatą środków klientom.

Czy przy zamykaniu perfect hedge, transakcja przy kursie 2,2 zł za 1 USD to dla spółki oznaczałaby stratę czy zysk?

- Jeśli została wykonana transakcja po kursie dolara 2,2 zł, to jest to nieuczciwe. Jeśli taka transakcja, po tak odbiegającym kursie miała miejsce, to klienci czy instytucja miałaby prawo zgłosić się do KNF, żeby to zbadała.

Czy pamięta pan, jaki był skład portfela inwestycyjnego WGI?

- Nie. Ogólna kwota w Wachovii to około 30 mln USD. To, że WGI inwestuje w WGI Consulting, było informacją powszechną. Z KPWiG dostaliśmy zalecenie, by pisemnie poinformować inwestorów o sposobie inwestowania. To zostało rozesłane.

Czy klienci WGI DM byli informowani o tym, że WGI inwestuje w obligacje WGI Consulting?

- Tak.

Czy regulamin i umowa podpisywana przez klientów, dopuszczały możliwość inwestowania w obligacje niedopuszczone do obrotu publicznego?

- Klienci decydowali jaki procent ich środków był inwestowany przy jakim ryzyku, według mojej wiedzy wybierali tę możliwość.

Czym zajmował się Adam Ł.?

- Stroną techniczną związaną z nabywaniem i umarzaniem obligacji.

Czy jego stanowisko pozwalało na dostęp do wszystkich informacji i danych spółki?

- Wydaje się, że tak.

Proszę pana, jeśli spółka inwestuje w papiery dłużne firmy, które działają na rynku nieruchomości, to w co inwestuje? W nieruchomości czy papiery dłużne?

- W dług.

Czy jest możliwe, że spółka emitująca obligacje, może prowadzić ich materialną ewidencję?

- Nie umiem powiedzieć, nie wiem, czy byłoby to działanie zgodne z prawem. To wynika z ustawy.

Wrócę do pytania o kursy. Syndyk likwidował  perfect hedge i zamykał pozycje zabezpieczające po tym kursie. Czy to oznacza zysk czy stratę dla firmy?

- Jeśli ta transakcja dotyczy 30 mln USD, a kurs transakcyjny jest obniżony od ceny rynkowej o jedną trzecią, to z tego wynika strata dla klientów w wysokości 10 mln USD, czyli 30 mln zł. Można policzyć, że statystycznie na jednego poszkodowanego przypada 25 tys. zł straty.

Czy WGI SA przed DM miała jakieś problemy w działalności?

- Nie.

Czy pana zdaniem, po odebraniu licencji DM zarząd podejmował działania mające na celu kontynuację działalności?

- Tak. Był plan, żeby przez podmiot zarejestrowany chyba w Wielkiej Brytanii, kontynuować działalność i rozliczyć się z klientami.

Czy zarząd rozmawiał z pracownikami, zastanawiał się nad kolejnymi krokami, analizował sytuację publicznie?

- Pamiętam na dużej sali konferencyjnej Maciej S. tłumaczył sytuację i mówił o planach. To było spotkanie informacyjne i coachujące, żeby podnieść załogę na duchu.

Czy zarząd był uchwyty, dostępny w tym czasie?

- Cały czas, za wyjątkiem, gdy wychodził na konsultacje do prawników. Wtedy był pod telefonem.

Czy w pańskiej ocenie zarząd WGI działał rzetelnie, profesjonalnie?

- Z przyczyn osobistych nie chcę wystawiać mu żadnej laurki, ale w jego działaniach nie dostrzegam niczego, co byłoby niezgodne z interesem firmy.

Czy zna pan działania lub sytuacje, że zarząd działał na niekorzyść klientów czy spółki?

- Nie, rozwinęli spółkę od kilku do kilkudziesięciu ludzi, korzystali z rozwiązań z najwyższej półki, audyty robiły firmy z wielkiej czwórki, pomoc prawną mieli z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, gdzie pracowała wieloletnia wiceprzewodnicząca KPWiG, nie było lepszego prawnika na rynku.

Czy brał pan udział w tworzeniu WGI TFI?

- Tak.

Czy dokumenty związane z tworzeniem tej spółki były rzetelne i sprawdzane przez KNF?

- Tak, wiem że były złożone, mogę domniemywać że były weryfikowane.

Czy docelowo WGI TFI miała zarządzać aktywami klientów WGI DM, które były wcześniej zainwestowane w obligacje WGI Consulting?

- Takich szczegółów nie pamiętam, ale chyba tak.

Pełnomocniczka oskarżycieli:

Czy zna pan te transakcje, dokonywane przez syndyka o których wcześniej była mowa?

- Nie znam, mam o nich wiedzę od pana mecenasa.

Czy z panem Marcinem K. (poprzednim świadkiem) pan się zna?

- Tak, byłem jego kolegą z pracy, przez krótki okres byłem jego bezpośrednim przełożonym. To było w okolicy wejścia Polski do UE, nie potrafię powiedzieć, co znaczy "krótki okres", ale to można zbadać w dokumentach, jeśli to ważne.

Pełnomocnik oskarżycieli:

Czy pan wie, czy WGI TFI dostało licencję?

- W trakcie procedowania o tę licencję została ogłoszona upadłość DM.

Kolejny pełnomocnik:

W WGI SA i WGI DM, jakie pan piastował stanowiska?

- Przez cały okres WGI SA pracowałem jako analityk, gdy dostaliśmy licencję, pełniłem tam stanowisko p.o. dyrektora inwestycyjnego, a później dyrektora inwestycyjnego.

Czyli nie prowadził pan w WGI SA żadnej działalności inwestycyjnej?

- Nie, jeśli były jakieś transakcje wykonane wówczas przeze mnie to na polecenie moich przełożonych, czyli zarządu.

Czy pański dział miał wpływ na strategię inwestycyjną WGI Consulting?

- Nie.

Czy wiedział pan, jak był skonstruowany portfel inwestycyjny?

- Były trzy produkty o różnym stopniu ryzyka.

Czy każdy z nich miał inną politykę inwestycyjną?

- Polityka była taka sama, to produkty, które różniły się udziałem procentowym obligacji w portfelu. Nie pamiętam, jakie to były różnice, ale są na to dokumenty.

Pytania pełnomocnika poszkodowanych:

Wskazał pan, że w jednym z analizowanych przez pana lat była strata na działalności foreksowej. Jak duża ona mogła być?

- Nie pamiętam. Wiem jednak, że inwestycje w Wachovii przynosiły w każdym miesiącu zyski.

Poszkodowana Bogumiła W-K.

Co panu wiadomo o różnicach na rachunkach przesyłanych klientom, a KPWiG?

- Nie wiem nic, mam nadzieję, że wyjaśni to postępowanie sądowe.

Pełnomocniczka:

A kto drukował raporty dla klientów?

- Nie wiem, raporty były pakowane do kopert na recepcji. Drukowania nie potrafię wiązać z jakimś konkretnym stanowiskiem, nie przypominam sobie, by była jakaś osoba specjalnie delegowana do drukowanie i wysyłanie raportów.

A kto dostarczał dane do raportów?

- Nie potrafię odpowiedzieć, to kwestia systemu MAP Groszyk.

Jak wyglądała procedura wysyłania raportów?

- Nie jestem w stanie powiedzieć po upływie takiego czasu.

Pełnomocnik poszkodowanych:

Czym zajmował się pański dział?

- Zakres obowiązków znajduje się w regulaminie.

Nie pytam o zapisy, tylko o konkretne czynności.

- Obsługa techniczna związana z nabywaniem obligacji, praca analityków i dilerów walutowych.

Na czym polegała techniczna obsługa obligacji?

- Na to może odpowiedzieć pan Ł, bo się tym zajmował.

A z pana wiedzy?

- Na przygotowaniu wszystkich dokumentów niezbędnych do nabycia obligacji.

Jakich?

- Nie pamiętam Wysoki Sądzie.

A w jakim zakresie prowadzono analizę rynków finansowych, co było efektem pracy?

- Analizy, które były przekazywane klientom, dilerom. Były spotkania z działem dilerów, były przygotowywane informacje do mediów.

Jakie informacje szły do mediów?

- Nie pamiętam.

Miał pan świadomość, jakie były wyniki inwestycji WGI SA?

- Miałem, ustalałem je na podstawie informacji przekazywanych od dilerów i zarządu. Od zarządu uzyskiwałem informacje na temat wyceny obligacji.

Czy coś poza obligacjami i walutą wchodziło w skład portfela klientów?

- Nie przypominam sobie. Możliwe, że lokaty.

Na podstawie tych informacji był pan w stanie ocenić jakie były wyniki?

- Te informacje były wprowadzone do systemu informatycznego.

Czy pokusił się pan o analizę wyników finansowych na podstawie otrzymywanych danych?

- Ja nie dokonywałem wyliczenia wartości rachunków klientów, tym zajmował się system MAT Groszyk. Informacje były przekazywane do księgowości i one były tam wprowadzane do systemu.

Czyli dział analiz nigdy nie pokusił się o samodzielną analizę wyników prowadzonej przez siebie działalności?

- Nie prowadziliśmy back-upu.

Czyli samodzielnie nie analizował pan tego?

- Były przygotowane analizy, o tym mówiłem wcześniej.

To były tylko analizy operacji walutowych, a czy analizował pan całość?

- Czuję się nękany przez pana mecenasa, odpowiedziałem już na to pytanie używając słowa back-up.

Zaczyna robić się nerwowo, pytania dodają poszkodowane, protestuje adwokat oskarżonych:

WGI DM nabywał obligacje WGI Consulting, a nie nadzorował transakcji. Proszę zadawać pytania o zaistniałe fakty.

Oskarżycielka posiłkowa:

Kto wyliczał dane dotyczące rachunku klienta, które dostawaliśmy?

- To dane z systemu MAT Groszyk.

Kto personalnie!?

- Podawałem gdzie można szukać, ja nie pamiętam.

Mówił pan, że w Wachovii zainwestowano 30 mln USD. Jaką kwotą obracali pana dilerzy, proporcjonalnie do tego, co było w Wachovii? 30 mln USD to tylko 90 mln zł, gdzie reszta?

- Te 30 mln  USD to tylko środki w Wachovii. Wartość aktywów, które WGI miało to około 120 mln zł.

Czy WGI SA zakończyło działalność ze stratą czy zyskiem?

- Nie pamiętam, wartość aktywów wynosiła około 120 mln zł. Nie pamiętam, czy była to wartość stała czy zmienna.

Pełnomocnik:

Czy miał pan wiedzę o stanie rachunków inwestycyjnych poszczególnych klientów?

- Nie, było ich 1200. Nie pamiętam, który z działów miał taką wiedzę.

Sędzia odczytuje kolejne zeznania świadka składane w 2007 i 2011 r.

 

„Wiem, ze Andrzej S. nie wykonywał żadnych transakcji finansowych w WGI DM. Nie przypominam sobie, by robił to Łukasz K. Co tydzień spotykałem się z zarządem, na jednym z takich spotkań Maciej S. powiedział, że będzie osobiście pilotował jedną ze strategii inwestycyjnych. Czy dokonywał jakichś transakcji? Nie pamiętam.

Klienci na rachunkach mieli 70-90 proc. obligacji WGI Consulting. Przydzielono je prawie każdemu z klientów, tj. 1,2-1,3 tys. rachunków.

O tym, że Wachovia inwestowała na rynku nieruchomości, dowiedziałem się bezpośrednio przed konferencją prasową, na której zarząd miał wytłumaczyć, dlaczego nie może się rozliczyć z klientami tak szybko, jak nakazywała KPWiG. Ja wtedy odmówiłem uczestnictwa w tej konferencji.”

Pytania pełnomocników oskarżycieli.

Jak wyglądało zawieranie transakcji hedgujących?

- Podnosiłem telefon, dzwoniłem do dilera i zawierałem ją.

W jaki sposób wartość aktywów w Wachovii była zabezpieczona?

- Za pomocą transakcji zabezpieczających, czyli mieliśmy długą pozycję w dolarze, to zawieraliśmy krótką na instrumentach pochodnych. Jeśli dolar spadał, wartość transakcji rosła i suma transakcji się wyrównywała. Hedge nie obejmuje sytuacji, kiedy wartość aktywów  w Wachovii spada.

Na koniec świadek chce złozyć oświadczenie:

W czasie czytania akt przemyślałem te kwestię. Jeśli pan mecenas mówi, że była sprzedaż dolara po kursie 2,2 zł, to nie jest transakcja przeprowadzona na uczciwych zasadach. Instytucja która dokonała takiej transakcji z naruszeniem zasad uczciwego obrotu, znajduje się w stanie nieuczciwego wzbogacenia kosztem klientów. Klienci mają możliwość roszczenia z tytułu tego, że bank się nieuczciwie wzbogacił. To ważne dla klientów i pełnomocników.

Koniec zeznań świadka i rozprawy.Grupa WGI działała do 2006 r. Proces jej zarządu ruszył po siedmiu latach śledztwa. Prokuratorzy oskarżają Macieja S., Łukasza K. i Andrzeja S. o nadużycie uprawnień i wyrządzenie szkody w wielkich rozmiarach. Łącznie blisko 1,2 tys. poszkodowanych uwzględnionych w akcie oskarżenia straciło 248 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EG

Polecane