Odzieżowy Bytom szykuje się na… kryzys. Choć Michał Wójcik, prezes giełdowej spółki, zastrzega, że nic chwilowo go nie zapowiada, kiedyś gospodarka musi spowolnić i lepiej przygotować się na to zawczasu.

— Zmniejszamy zadłużenie, tak aby nie ciążyło, gdy sytuacja na rynku będzie mniej sprzyjająca. Dzisiaj branża odzieżowa nie ma powodów do narzekania. Mimo nieprzychylnej, bo ciepłej, pogody sprzedaż dynamicznie rośnie — mówi Michał Wójcik, prezes Bytomia. Po pierwszym półroczu giełdowa spółka zarobiła na czysto ponad 1 mln zł, przy 46 mln zł przychodów. Przyjęty plan motywacyjny zakłada, że zysk netto w latach 2014, 2015 i 2016 wyniesie odpowiednio 4,4, 7,7 i 11 mln zł.
— Jestem spokojny o jego realizację w tym roku, szczególnie że najlepszy w branży czwarty kwartał dopiero przed nami — mówi Michał Wójcik.
Dwie drogi
Obecnie Bytom prowadzi 78 sklepów, których powierzchnia sięga blisko 8 tys. mkw. W tym roku planuje otwarcie jeszcze co najmniej jednego. Jeśli negocjacje w sprawie innych lokalizacji zakończą się sukcesem, do końca roku mogą dołączyć dodatkowe 3-4 salony. Kolejne dwa lata zapowiadają się równie pracowicie.
— Chcemy poszerzać sieć o 1 tys. mkw. rocznie — w latach 2015-16 otworzymy łącznie około 15 salonów. Cała grupa będzie liczyła wtedy blisko 100 sklepów. Według naszych szacunków, jest to optymalna liczba, po której osiągnięciu skupimy się wyłącznie na optymalizacji — zapowiada Michał Wójcik. Co dalej? Zdaniem prezesa, spółka będzie miała do wyboru dwie drogi. Pierwsza to wypłata dywidendy. Druga opcja — rekomendowana przez zarząd — choć oddali w czasie wypłatę zysków, umożliwi dalszy dynamiczny rozwój.
— Rozważamy stworzenie nowego brandu odzieży dla mężczyzn. Będzie to marka elegancko-casualowa, zbliżona do Bytomia — bo ten segment rynku znamy najlepiej — ale z nieco niższej półki. Niższy przedział cenowy otworzy nam drzwi do znacznie większego rynku, gdzie buduje się też znacznie większe sieci — tłumaczy Michał Wójcik.
Bytom rozważa dwie opcje: budowę własnej marki od podstaw i przejęcie brandu, który już działa na rynku. Nie zamierza jednak spieszyć się z realizacją.
— Jeśli zdecydujemy się na przejęcie, to na pewno nie teraz. Sprzyjająca sytuacja rynkowa i wzrost sprzedaży windują wyceny. Poczekamy na kryzys. Jeśli się nie doczekamy lub nie znajdziemy ciekawych i realnych celów akwizycyjnych, pomyślimy o inwestycji od zera — zastrzega Michał Wójcik.
Prace nad nową marką ruszą po rozbudowaniu sieci Bytomia, czyli dopiero za dwa lata. Jej debiut nastąpi więc nie wcześniej niż na przełomie 2016 i 2017 r.
Na własnym podwórku
W odróżnieniu od innych giełdowych spółek odzieżowych Bytom nie ma ambicji eksportowych.
— Po pierwsze, jest na to za wcześnie. Po drugie, ekspansja zagraniczna jest bardzo kosztochłonna, a na tym etapie rozwoju spółki ewentualna porażka mogłaby zachwiać jej stabilnością. Po trzecie, bilans sukcesów i porażek polskich firm odzieżowych za granicą nie zachęca do ekspansji — twierdzi Michał Wójcik. Marcin Stebakow, dyrektor departamentu analiz DM BPS, uważa, że Bytom jest niedoceniany przez rynek kapitałowy. Jego zdaniem, inwestorzy nie zareagowali na ograniczenie kosztów spółki po tym, jak sprzedała zakład produkcyjny.
— Spółka praktycznie nie ma długu, a ostatnio otrzymała linię na akredytywy i gwarancje, dzięki czemu odmroziła kapitał własny. Będzie więc mogła bez problemów otwierać nowe salony. Pozytywnie na wyniki wpłynęło również ostatnie poszerzenie asortymentu o nowe kategorie: płaszcze, swetry, koszulki i akcesoria — częściowo produkowane na Dalekim Wschodzie — mówi Marcin Stebakow.