Cash Flow kończy w złym stylu

Dawid TokarzDawid Tokarz
opublikowano: 2015-05-04 00:00

Prezes windykatora ma zakaz prowadzenia działalności gospodarczej. Prokuratura bada wyciek informacji poufnych ze spółki

Katowicki sąd orzekł, że Grzegorz Gniady, prezes i największy akcjonariusz Cash Flow (CF), przez 7 lat nie może prowadzić działalności gospodarczej ani pełnić funkcji członków organów spółek i innych podmiotów. Choć stało się to prawie miesiąc temu, rynek nic o tym nie wie. Dlaczego?

— Sam o tym nie wiedziałem, jestem zaskoczony. Wysłałem do sądu pismo z prośbąo informację w tej sprawie — mówi Grzegorz Gniady.

Z ustaleń „PB” wynika jednak, że szef CF był na ostatniej rozprawie, na której sąd zapowiedział ogłoszenie wyroku na początek kwietnia. Bez problemu mógł więc poznać jego treść.

Krzywda wierzycieli

Sąd potwierdził, na razie nieprawomocnie, że Grzegorz Gniady przez wiele miesięcy (CF zaczął mieć problemy z płynnością w październiku 2012 r.!) nie złożył wniosku o upadłość spółki, mimo że miał taki obowiązek. Zdaniem wierzycieli, doprowadziło to do ich pokrzywdzenia.

Okazało się bowiem, że CF nie stać nawet na upadłość — w połowie stycznia 2015 r. sąd oddalił wnioski wierzycieli w tej sprawie, bo w giełdowej spółce nie było żadnego majątku. Co ciekawe — prezes w raporcie bieżącym zapowiedział wówczas złożenie odwołania, ale tego nie zrobił. Dlaczego? Bo jak się okazuje — nie miał takiego prawa. Tymczasem niektórzy wierzyciele CF przygotowują zawiadomienia do prokuratury, dotyczące niezłożenia wniosku o upadłość i działania na ich szkodę. Chodzi m.in. o faworyzowanie przez Grzegorza Gniadego jednych wierzycieli kosztem innych. Jako przykład wskazują transakcję z lipca 2013 r., kiedy CF spłacił 2,1 mln zł pożyczki, jaką zaciągnął w notowanej na NewConnect spółce Stark Development z portfela Mariusza Patrowicza. Dług ten był poręczony… prywatnym majątkiem Grzegorza Gniadego i jego żony.

Wyciek informacji

Jak śląska prokuratura zareaguje na zarzuty wierzycieli, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, co zrobiła warszawska prokuratura z zawiadomieniem Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), dotyczącym ujawnienia i wykorzystania informacji poufnych pochodzących z CF. Uznała, że istnieje uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa i wszczęła śledztwo. Sprawa dotyczy wydarzeń z końca 2013 r. 17 grudnia po sesji CF zaraportował o wniosku o upadłość złożonym przez Copernicus Capital TFI. W ciągu kilku dni poprzedzających raport kurs spółki spadł o ponad 60 proc. — z 1,10 zł do 0,42 zł za akcję — i to przy obrotach najwyższych od kilku lat. Sprawą zajęła się KNF i potwierdziła „dużą koncentrację po stronie podaży”, która pojawiła się tuż przed publikacją raportu. Szczegółów sprawy komisja nie ujawnia. Co na to jednoosobowy zarząd CF?

— Nic o tym nie wiem — zapewnia Grzegorz Gniady.

Za ujawnienie informacji poufnej grozi grzywna do 2 mln zł i kara więzienia do 3 lat, a za jej wykorzystanie — grzywna do 5 mln zł i kara więzienia do 5 lat. Tymczasem kilka dni temu Grzegorz Gniady opublikował komunikat, w którym przyznał, że nie ma pieniędzy na opublikowanie raportów CF za pierwsze półrocze, trzeci i czwarty kwartał 2014 r., cały 2014 r. i pierwszy kwartał 2015 r. Poinformował też, że „podejmuje kroki mające na celu pozyskanie inwestorów”, którzy sfinansują przygotowanie sprawozdań finansowych. I dodał, że to nie jest proste…

Historia Cash Flow: