Cenowa karuzela we flotach

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2012-12-11 00:00

Ubezpieczyciele założyli czapki świętego Mikołaja i obniżyli ceny polis dla flot. To tymczasowa promocja czy powrót do wojny cenowej?

Ostatnie dwa lata nie były łatwe dla firm — właścicieli flot samochodowych. Branża ubezpieczeniowa postanowiła odkuć się za lata, w których musiała dokładać do biznesu korporacyjnego w segmencie komunikacyjnym, i drastycznie podniosła ceny polis. W krótkim czasie wzrosły kilkakrotnie. Największe towarzystwa zaczęły przewietrzać też portfele, wyrzucając za burtę najbardziej szkodowe floty.

— Ceny muszą rosnąć, bo segment flotowy musi być rentowny — tłumaczyli podwyżki.

Kto da mniej

To już jednak przeszłość. Koniec roku przyniósł diametralną zmianę nastawienia ubezpieczycieli. Towarzystwa w niepamięć odrzuciły niedawne deklaracje o konieczności podwyżek i walce o rentowność. Z lubością oddały się natomiast walce o klienta, która coraz częściej zamienia się w licytację, kto da mniej. W efekcie zamiast kolejnej fali podwyżek w końcu roku mamy obniżki. I to spore.

— Stosowane na rynku zniżki sięgają już 20-25 proc. cen z ubiegłego roku — mówi przedstawiciel dużej firmy ubezpieczeniowej.

— Każda firma, której flota jest przyzwoita pod względem rentowności, może obecnie liczyć na niższą stawek za ubezpieczenie — twierdzi Monika Koszykowska, szefowa zespołu ubezpieczeń komunikacyjnych w STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

Jego zdaniem, jeden z jej klientów dostał ofertę nawet o połowę tańszą od ubiegłorocznej. W ostatnich kilkunastu miesiącach towarzystwa były bardzo wybredne, jeśli chodzi o dobór flot, które chciały mieć w portfelu. W efekcie brokerzy musieli nieźle nagimnastykować się, by zdobyć jakiekolwiek oferty. Sytuacja zmieniła się i obecnie to sami ubezpieczyciele zabiegają o klientów.

— Oprócz wprowadzania na rynek pakietów promocyjnych ubezpieczyciele wykazują większą elastyczność w kwotowaniu polis dla klientów flotowych — mówi Artur Grześkowiak, wiceprezes firmy brokerskiej Gras Savoye Polska.

Na największe zniżki i najbardziej otwarte podejście mogą liczyć zwykłe floty firmowe. Agresywna walka cenowa toczy się także w segmencie dilerskim. Natomiast we flotach leasingowych i transportowych — czyli tych, które w przeszłości generowały największe straty — do mocnych ruchów cenowych jeszcze nie doszło, ale widać, że stawki powoli zaczynają topnieć.

— Klienci, którzy mają leasingowane auta, wolą je ubezpieczyć samodzielnie. To w tym momencie jest tańsze rozwiązanie — mówi jeden z brokerów.

Wejście mniejszych graczy

Wytłumaczenie dla tak nagłej zmiany polityki cenowej wobec rynku ubezpieczeń dla flot można znaleźć w danych opublikowanych w ubiegłym tygodniu przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Po trzech kwartałach tego roku towarzystwa majątkowe zarobiły na działalności ubezpieczeniowej 688 mln zł. To wynik o 160 proc. lepszy niż rok temu.

Jednak zwalnia gospodarka, co powoduje spadek popytu na ubezpieczenia (po trzech kwartałach przypis z AC jest już niższy niż rok temu, OC broni się jeszcze wysoka sprzedażą na początku roku). Zestawienie tych dwóch czynników powoduje, że ubezpieczyciele — chcąc wykonać roczne plany sprzedaży — musieli rozpocząć walkę o klienta. Najpierw doszło do tego w segmencie klientów indywidualnych, teraz mamy podobną sytuację w segmencie polis dla flot.

— Kryzys powoduje, że klienci indywidualni rezygnują z zakupu autocasco. Sytuacja będzie pogarszać się w przyszłym roku, co skłoni ubezpieczycieli do szukania składki w innych segmentach rynku — uważa Agnieszka Pieczyńska, szefowa działu ubezpieczeń komunikacyjnych w Marsh Polska. Na spadek cen wpływa jeszcze jeden czynnik.

Częściowe wycofanie się z tego rynku dużych graczy, takich jak PZU, Ergo Hestia czy Allianz, spowodowało, że zaczął on kusić ubezpieczycieli, którzy do tej pory nie mieli dużej ekspozycji na rynek flotowy. Wykorzystali drastyczne podwyżki, zdobyli przyczółki na rynku. Zobaczyli, że jest o co walczyć, i zaczęli się na nim rozpychać. Według brokerów, do tych mniejszych, ale agresywnych, graczy zalicza się m.in. Interrisk, Uniqa czy Gothear (dawne PTU).

— Średnie odszkodowanie w Polsce jest nadal daleko poniżej średniej zachodnioeuropejskiej. Rosną wartość i liczba szkód zagranicznych oraz osobowych, koszty robocizny i części zamiennych. Na rozszerzenie zakresu ochrony wpływają też działania niektórych instytucji państwowych. Wszystkie te czynniki świadczą o konieczności podwyższania cen, a nie ich obniżania — mówi Franz Fuchs, prezes grupy ubezpieczeniowej VIG Polska.

Jednak przyznaje, że kierowana przez niego Compensa stosuje zniżki dla stałych klientów korporacyjnych w sytuacjach, kiedy wynik szkodowy to uzasadnia.

Zatapianie polis dla flot

Działania ubezpieczycieli są szczególnie negatywnie odbierane przez brokerów. Przez ostatnie kilkanaście miesięcy musieli przekonywać klientów do tego, że taniej już nie będzie. A teraz towarzystwa pokazują, że taniej jednak być może.

— Częste zmiany polityki cenowej są problemem w kontekście planowania kosztów przez klientów. Ideałami byłyby stabilizacja i przewidywalność w tym obszarze. Byłoby to możliwe, jeśli ubezpieczyciele mogliby realizować przynajmniej średnioterminową politykę cenową. Tymczasem w ramach realizacji planów biznesowych realizują oni politykę cenową w perspektywie krótkoterminowej — mówi Artur Grześkowiak.

— Branża ubezpieczeniowa znów zaczęła robić wszystko, by zatopić segment ubezpieczeń dla flot — dodaje bez ogródek szef innej firmy brokerskiej.

Możesz zainteresować się również: