Konflikt Jukosu z rosyjskim rządem oraz obawy o podaż ropy wywindowały w ostatnim tygodniu ceny ropy do poziomów nie notowanych od 21 lat. Cena baryłki ropy dwukrotnie pobiła poziom 43 dolarów, a w piątek w Nowym Jorku za baryłkę Brent trzeba było zapłacić nawet 43,85 dol.
Wysokie ceny to efekt eskalacji konfliktu pomiędzy Jukosem, a rosyjskimi władzami, stawiającego pod znakiem zapytania trwałość dostaw rosyjskiego surowca. W piątek władze Rosji zażądały, by w ciągu miesiąca Jukos spłacił prawie 2,7 mld dol. zaległych podatków. Tymczasem Jukos nie ma na to pieniędzy. Rynek obawia się, że władze rosyjskie mogą zablokować produkcję Jukosu. Takiego niedoboru nie da się uzupełnić, gdyż kraje zrzeszone w kartelu OPEC wykorzystują już 95 proc. swoich mocy produkcyjnych. Nie widac też szans na szybki wzrost produkcji poza kartelem - do stabilizacji w Iraku jest jeszcze bardzo daleko, niepokój panuje też w Wenezueli i Nigerii.
Dodatkowo inwestorzy uzmysłowili sobie, że koncerny paliwowe będą musiały utworzyć rezerwy przed sezonem zimowym, gdy spożycie ropy będzie jeszcze wyższe. Na półkuli północnej jest środek lata, a zapotrzebowanie na ropę utrzymuje się na rekordowym poziomie. To efekt ożywienia gospodarczego, widoczny w rosnącym popycie na ropę, przede wszystkim u dwóch największych konsumentów tego surowca - Stanów Zjednoczonych i Chin.
W piątek kontrakty terminowe na ropę naftową wzrosły o 2,5 proc., mimo iż władze rosyjskie oficjalnie poinformowały, że Jukos może nadal handlować ropą. W handlu posesyjnym na giełdzie nowojorskiej ceny baryłki ropy Brent osiągnęły kolejny rekordowy poziom 43,85 dolara, by zamknąć sesję na poziomie 43,80 dolara. To najwyższy poziom od początku notowań na New York Mercantile Exchange w 1983 roku. Cena ropy wzrosła w ostatnim tygodniu o 5 proc., a w ciągu miesiąca aż o 18 proc. Przez ostatnie 12 miesięcy ropa podrożała o 43 proc!
Na rynku londyńskim cena baryłki ropy Brent z dostawą we wrześniu wzrosła o 2 proc., do 40,03 dolara. Jest to najwyższa cena od 9 października 1990 roku, gdy siły irackie okupowały Kuwejt.
W środę ceny ropy osiągnęły poziom 43,05 dolara, gdy Jukos poinformował, że rosyjscy komornicy mogą nakazać spółce wstrzymanie wydobycia ropy. Ta informacja okazała się nieprawdziwa. Jukos błędnie zinterpretował decyzję komorników, którzy zakazali spółce jedynie sprzedaż aktywów trwałych. Zakaz nie dotyczył handlu ropą. Analitycy zaczęli tez podejrzewać Jukos, że ten celowo wprowadził w błąd rynek, żeby zwrócić uwagę świata na problemy rosyjskiego koncernu paliwowego.
Skok cen po doniesieniach Jukosu był zrozumiały - Jukos produkuje 1,7 miliona baryłek ropy dziennie, co stanowi 20 proc. rosyjskiego i 2 proc. światowego wydobycia ropy. Rosja jest drugim po Arabii Saudyjskiej eksporterem ropy na świecie.
Media rosyjskie sugerują, że za problemami Jukosu stoi jeden z najwyższych urzędników Kremla, Igor Sieczyn, który niedawno został szefem spółki naftowej Rosnieft. Według moskiewskich gazet dąży on do opanowania za jej pośrednictwem Jukosu, by przejąć kontrolę nad całym rosyjskim sektorem naftowym.
PK (Bloomberg, PAP)