Ceny trzymane w ryzach

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 2006-08-14 00:00

Mimo złej pogody, rosnących pensji i coraz większej liczby pracujących ceny nie będą rosły szybciej. Przynajmniej przez kilka miesięcy.

Ekonomiści są spokojni — lipcowy wskaźnik inflacji, który wraz z danymi o zatrudnieniu i płacach w firmach Główny Urząd Statystyczny przedstawi w środę, pozostanie poniżej 1 proc. Średnia oczekiwana przez rynek wynosi 0,8 proc. w ujęciu rocznym.

— W porównaniu z czerwcem odnotujemy deflację — ceny spadną o 0,3 proc. ze względu na spadek cen żywności — przewiduje Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego.

Susza nie taka straszna

Ekonomiści nie spodziewają się zatem, by susza odbiła się na lipcowym indeksie cen.

— Ten wpływ możemy zaobserwować dopiero jesienią — uważa Bartosz Pawłowski, ekonomista ING.

To właśnie skutki niekorzystnej dla upraw aury, a także niepewność związana z kształtowaniem się cen ropy naftowej na świecie będą w najbliższym czasie głównymi elementami ryzyka w odniesieniu do inflacji.

— Choć nie spodziewam się, by wpływ tych czynników był poważny. Być może bardziej niż zwykle podrożeją owoce i warzywa. Jednak w następnych trzech miesiącach inflacja pozostanie na poziomie około 1 proc. — prognozuje ekonomistka Banku Handlowego.

Maciej Reluga, ekonomista BZ WBK, nie wyklucza, że w tym czasie inflacja spadnie do 0,6 proc.

— Później, głównie ze względu na statystyczny efekt niskiej bazy z ubiegłego roku, inflacja wzrośnie do 1,5 proc. w końcówce tego roku. Później także będzie rosła, jednak nie zagrozi celowi inflacyjnemu NBP. Pod koniec 2007 r. wyniesie 2,2 proc. — przewiduje Maciej Reluga.

Wzrost inflacji bazowej netto (obliczanej po wyłączeniu zmian cen żywności i paliw) także nie będzie groźny.

— W 2006 r. wyniesie ona średnio około 1 proc. W 2007 r. — około 2 proc. A to nie będzie wymagało zmian stóp procentowych ani w tym, ani w przyszłym roku — uważa Maciej Reluga.

Teoria i praktyka

Teoretycznie rozpędzająca się gospodarka, której głównym motorem staje się konsumpcja (w szybkim tempie rośnie m.in. sprzedaż detaliczna i płace), powinna przekładać się na wzrost inflacji.

— Jednak na razie odbicia nie widać, mamy bezinflacyjny wzrost gospodarczy. A to sugeruje, że albo są jeszcze zdolności wytwórcze w gospodarce, albo popyt konsumpcyjny jest zbyt kruchy i rosnące płace nie zagrażają cenom — zauważa ekonomista ING.

Tymczasem zarówno dynamika wynagrodzeń, jak i zatrudnienia utrzymują się w tym roku na wysokim poziomie.

— To przyspieszenie będzie w ciągu roku kontynuowane. Płace wzrosną w 2006 r. średnio o 5 proc. nominalnie, a zatrudnienie będzie się stopniowo zwiększało, sprowadzając bezrobocie poniżej 15,7 proc. w grudniu — przewiduje ekonomista BZ WBK.

Bartosz Pawłowski uważa, że w przyszłym roku wynagrodzenia będą rosły jeszcze szybciej.

Mimo to ekonomiści o inflację są spokojni.

— Dopóki wydajność pracy będzie rosła szybciej niż dynamika płac, dopóty nie zobaczymy poważniejszych zagrożeń dla inflacji — twierdzi Urban Górski, ekonomista Banku Millennium.

Możesz zainteresować się również: