CERTYFIKAT POMAGA WEJŚĆ W ROK 2000

Wojciech Surmacz
opublikowano: 1999-12-28 00:00

CERTYFIKAT POMAGA WEJŚĆ W ROK 2000

1 stycznia firmy, które wdrożyły ISO, będą mieć przewagę

Zgodnie z normą ISO, wszystkie podmioty mające certyfikat powinny wywiązać się z zamówień na styczeń 2000 roku. Nie oznacza to jednak, że Y2K ich nie dotknie. Przewaga posiadaczy europejskich świadectw nad pozostałymi firmami polega jednak na tym, że każdy z nich (przynajmniej teoretycznie) ma dokładnie przygotowany plan działań zapobiegających tego typu problemom. Za kilka dni okaże się, jak jest w rzeczywistości.

Data 1.01.2000 od dłuższego czasu budzi wiele kontrowersji. Mówi się, że pluskwa milenijna może wskoczyć za kołnierz każdego biznesmena. Jak przywitają Nowy Rok firmy posiadające ISO? Certyfikatorzy twierdzą, że są one do tego dobrze przygotowane... a przynajmniej powinny być.

Gwarancja dla klienta

Jak twierdzi Witold Flis, prezes KEMA Registered Quality Polska (KRQ), system zarządzania jakością zgodny z normą ISO 9000 jest gwarancją dla klienta, że firmaz certyfikatem spełni jego wymagania.

— Ponad półtora roku temu, auditorzy z KRQ przechodzili szkolenia z zakresu problemu roku 2000. W 1999 roku w trakcie każdego auditu kontrolnego nasi specjaliści domagali się zapewnienia, że firma będzie bez problemów funkcjonowała w styczniu 2000 roku. Auditor musiał porozmawiać na ten temat m.in. z prezesem i pracownikami działów IT. Trzeba przyznać, że w wielu przypadkach otwieraliśmy tym ludziom oczy — dodaje prezes Flis.

— Niektórzy certyfikatorzy zostali jednoznacznie zobowiązani przez jednostki akredytujące do tego, żeby sprawdzić przygotowanie swoich klientów do roku 2000 — informuje Szymon Kulczycki, auditor wiodący Bureau Veritas Quality International Polska (BVQI).

Według niego, jednostka certyfikująca nie może jednak przejmować odpowiedzialności prawnej za deklaracje klientów. W dokumentacji ISO nie ma bowiem punktu, który dotyczyłby problemu roku 2000. Ten właśnie fakt budzi wątpliwości Zbigniewa Banaśkiewicza, dyrektora Renaissance Technology Group (RTG). Jego zdaniem, posiadanie certyfikatu ISO nie daje żadnej gwarancji bezpieczeństwa prawidłowego funkcjonowania w 2000 roku.

— Na podstawie certyfikatu nie da się niestety ocenić poziomu przygotowania firmy do roku 2000 — twierdzi dyrektor RTG.

Niewątpliwa przewaga

Szymon Kulczycki podkreśla, że działania, które mają na celu zapobieżenie kłopotom związanym z nadejściem 2000 roku, są powiązane z planowaniem jakości. Procesy te znajdują już swoje odzwierciedlenie w dokumentacji europejskich norm. Nie można zatem jednoznacznie oddzielać kłopotów milenijnych od spraw związanych z zarządzaniem jakością.

— Należy podkreślić, że pod tym względem firmy posiadające ISO mają przewagę nad pozostałymi. Wypracowały działania zapobiegawcze, bo na nich m.in. opiera się system zarządzania jakością. To sprawia, że posiadaczom certyfikatu łatwiej jest przeprowadzić analizę i symulację tego, co może się wydarzyć 1 stycznia — zapewnia Zbigniew Banaśkiewicz.

Każda certyfikowana spółka stosuje odpowiednią metodykę przeciwdziałania problemom. Najpopularniejszym na rynku i bardzo skutecznym narzędziem jest FMEA, czyli analiza przyczyn i skutków wad.

— W przemyśle samochodowym stosowanie tej metody należy do standardów. W innych branżach jest ona też powszechnie używana — informuje dyrektor RTG.

Jak potwierdza Szymon Kulczycki, analiza FMEA jest rzeczywiście najczęściej wykorzystywana w branży motoryzacyjnej. Wynika to jednak przede wszystkim z tego, że w dokumentacji motoryzacyjnej normy QS 9000 znajduje się konkretny wymóg przygotowania organizacji do takich sytuacji, jak wejście w rok 2000.

Początek: Nowa Zelandia

Spośród posiadaczy certyfikatów ISO, najlepiej przygotowane do wejścia w Nowy Rok są podobno wielkie zagraniczne koncerny. Już kilka lat temu stworzyły specjalne programy zapobiegawcze i od tamtej pory jedynie je udoskonalają.

— Firmy te wydały dużo pieniędzy na wymianę serwerów, systemów informatycznych itd. Przygotowały plany działania w sytuacjach awaryjnych. Często utrzymują w pogotowiu dodatkowy sprzęt tej samej, wysokiej klasy. Mimo to, mają one wyznaczone stałe dyżury specjalistów, trwające non stop aż do 6 stycznia. Pierwsze informacje o reakcji systemów komputerowych na zmianę daty otrzymają oni z Nowej Zelandii. Mieszkańcy tego kraju pierwsi bowiem zetkną się z rokiem 2000 — relacjonuje Witold Flis.

Jak dodaje, oczywiście za nic nie można ręczyć w 100 proc. Natomiast można autorytatywnie stwierdzić, że ci najwięksi zmienili wszystko, co było możliwe, żeby działać bez problemów w styczniu 2000 roku.

— Trzeba pamiętać, że deklaracje zawsze pozostaną deklaracjami, a życie jest życiem — ostrzega auditor wiodący BVQI.

— Cóż, nie musimy długo czekać. Już za kilka dni okaże się, czy Y2K uderzył w firmy, które wdrożyły systemy zarządzania jakością — dorzuca Zbigniew Banaśkiewicz.

SKOMPLIKOWANE NARZĘDZIE: Nie wystarczy się posługiwać narzędziem zapobiegawczym, takim jak FMEA. Trzeba to przede wszystkim robić umiejętnie, a to nie jest takie proste — twierdzi Zbigniew Banaśkiewicz, dyrektor Renaissance Technology Group (RTG). fot. B. Skrzyński

POWAŻNE PODEJŚCIE: Nie wyobrażam sobie, aby ci, którzy poważnie operują systemem zarządzania jakością, nie byli przygotowani do roku 2000. Prawdopodobieństwo zaniedbania tej czynności w przypadku takich firm jest bardzo małe — zapewnia Szymon Kulczycki, auditor wiodący Bureau Veritas Quality International Polska (BVQI). fot. G. Kawecki

KWESTIA INTERPRETACJI: Są tacy, którzy twierdzą, że polska gospodarka jest przygotowana na rok 2000 w 98 proc. Ale wszystko zależy od interpretacji miary, którą tutaj przyjmiemy. Jeżeli te 2 proc. będzie dotyczyć branży energetycznej i telekomunikacyjnej, to pozostałym nie pomogą najlepsze zabezpieczenia — ostrzega Witold Flis, prezes KEMA Registered Quality Polska (KRQ). fot. B. Skrzyński