Chleb jest dla...gigantów i średniaków

Pieczywo wprawdzie nie wypieka sobie wzrostu konsumpcji, ale całkiem niezłe wyniki finansowe — tak. Jeśli jednak nie ma się dużej fabryki, to trzeba mieć przynajmniej sieć piekarenek

Z jednej strony kolejne piece na mrożone pieczywo do odpieku i kampanie zachęcające do zakupu chrupkiego, jeszcze ciepłego towaru, rekordy eksportowe oraz gigantyczne inwestycje w moce produkcyjne. Z drugiej — wieloletnie spadki spożycia, bankructwa i morze drobnych producentów. Wydaje się, że branża piekarnicza, przynajmniej statystycznie, odnajduje nową drogę. Tylko trzeba być albo gigantem, albo więcej niż mikrusem.

Sektor produkcji pieczywa i świeżych wyrobów ciastkarskich
odpowiada za około 4,5 proc. łącznych przychodów krajowej branży spożywczej —
wyliczył Santander Bank Polska. Obroty firm zatrudniających więcej niż
dziewięciu pracowników wyniosły w zeszłym roku około 10 mld zł.
Zobacz więcej

PROCENTY I MILIARDY:

Sektor produkcji pieczywa i świeżych wyrobów ciastkarskich odpowiada za około 4,5 proc. łącznych przychodów krajowej branży spożywczej — wyliczył Santander Bank Polska. Obroty firm zatrudniających więcej niż dziewięciu pracowników wyniosły w zeszłym roku około 10 mld zł. Fot. Fotolia

Ćwiartka mniej

Z 12 tys. podmiotów zajmujących się produkcją pieczywa aktywnie działa mniej niż 8 tys., z czego tylko około 400 zatrudnia więcej niż dziewięciu pracowników, a około 40 z nich generuje przychody powyżej 40 mln zł — wyliczyli analitycy Santander Bank Polska.

— Z niepublikowanych danych GUS wynika, że w 2017 r. firmy z branży piekarniczej, zatrudniające powyżej dziewięciu pracowników, wypracowały przychody na poziomie 10 mld zł, czyli 0,3 proc. więcej w relacji rocznej. Przychody szybko rosły do 2014 r., zaś w kolejnych latach dynamika się zmniejszyła. Co istotne, w latach 2014-17 przy wzroście przychodów spadła liczba firm. W 2017 r. ich liczba wyniosła 405 i była niższa o 13 proc. niż w 2014 r. Spadek jest skutkiem kurczenia się grupy mikro— i małych przedsiębiorstw — mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank Polska.

Branża od lat mierzy się z co najmniej jednym kluczowym wyzwaniem — spadającym spożyciem pieczywa. Od lat też mówi o potrzebie kampanii promującej jego konsumpcję, odczarowującej mity, które wokół niego narosły. Nic się jednak nie zmieniło. Przez sześć lat jego spożycie w gospodarstwach domowych — według GUS — zmniejszyło się o 25 proc. W tym czasie zyskały jednak inne wyroby piekarskie — wafle ryżowe i pieczywo cukiernicze, czyli słodkie bułki, croissanty itp. Mimo tych trudności branża ma się całkiem nieźle, jeżeli chodzi o średnie marże.

— Marżowość w przemyśle piekarniczym jest znacznie wyższa niż średnia w przemyśle spożywczym. Z niepublikowanych danych GUS wynika, że średni udział EBITDA w przychodach firm spożywczychw latach 2013-17 był zbliżony do 7 proc., a w przypadku producentów pieczywa oraz świeżych wyrobów ciastkarskich — 11-18 proc. Oczywiście ten poziom w dużej mierze determinują wyniki osiągane w dużych podmiotach, które podążają za zmianami oczekiwań konsumentów — przyznaje Grzegorz Rykaczewski.

Słodkie bułki i bez cukru

Te zmiany to dostarczanie do dużych sieci handlowych mrożonego pieczywa, które następnie jest odpiekane na miejscu. Z szacunków Euromonitora wynika, że 80 proc. sprzedaży pieczywa odbywa się w kanale nowoczesnym, czyli sieciach dużych sklepów. Udział specjalistycznych sklepów piekarskich wynosi 6 proc., 14 proc. należy do pojedynczych, tradycyjnych sklepów spożywczych. Te też coraz częściej decydująsię na wstawienie małych pieców do odpieku, ale to niejedyna droga.

— Poradzili sobie giganci i średnie firmy. Do tej drugiej grupy wciąż dołączają jednak kolejne — to firmy budujące lokalnie markę w danym mieście, otwierające punkty z kawą, kanapkami i pieczywem, oferujące towar zgodny z prozdrowotnymi trendami, czyli o obniżonej zawartości soli, wysokobiałkowy, bez glutenu, bez cukru czy z czystą etykietą. Widać je nie tylko w największych miastach, jak Warszawa czy Wrocław, ale w coraz mniejszych. Dobrze funkcjonują też giganci, czyli wielkie przemysłowe piekarnie, nastawione na mrożone pieczywo dla sieci handlowych i eksport. Tu jednak potrzebny jest ogromny kapitał, żeby pracować na bardzo dużej skali — podsumowuje Grzegorz Rykaczewski.

Najwięksi żyją też z eksportu. W ubiegłym eksport wyrobów piekarskich sięgnął 1,5 mld EUR, o 14 proc. więcej niż rok wcześniej.

— Przez ostatnich siedem lat jego wartość zwiększyła się trzykrotnie, a prawie za połowę odpowiada pieczywo cukiernicze. Jest to również jedna z najszybciej rozwijających się kategorii produktowych — tu wartość eksportu zwiększyła się w tym czasie o 280 proc. — dodaje Grzegorz Rykaczewski.

Sprzedaż zagraniczna to w 85 proc. rynki unijne. Spośród krajów trzecich największym odbiorcą w zeszłym roku była Rosja, która kupiła towary za 72 mln EUR. Sprzedajemy też do Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu, Iraku czy Izraela, łącznie do 131 krajów.

 

Jedna piąta ma się źle

Udział firm piekarniczych z problemami płatniczymi wynosi 6,6 proc., czyli nieznacznie więcej niż dla całości gospodarki, gdzie jest to 6,1 proc., podaje BIG InfoMonitor oraz BIK. Łączne przeterminowane zadłużenie firm z branży piekarniczej sięgnęło na koniec czerwca 112,2 mln zł i przez pół roku wzrosło o ponad 7 proc. Wywiadownia Bisnode sprawdziła sytuację 300 piekarni — 58 proc. z nich znajduje się w dobrej kondycji finansowej, a kolejne prawie 21 proc. w silnej. W kondycji raczej słabej i złej xjest niecałe 21 proc. przedsiębiorstw.

 

OKIEM BRANŻY

Jest źle, a będzie gorzej

STANISŁAW BUTKA, prezes Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP

Kolejne małe piekarnie znikają z rynku i końca tego zjawiska nie widać. Wraz z rosnącymi kosztami pracy i podwyżkami cen energii zapowiadanymi na kolejny rok wręcz będzie przybierać na sile. Piekarze próbują wszystkiego — handlują masłem i innymi produktami spożywczymi, ale to nie jest rozwiązanie. Mówi się o zainteresowaniu Polaków regionalnymi produktami i małymi, lokalnymi wytwórcami, ale to nie przekłada się na wizyty w piekarniach po chleb. To deklaracje, a rzeczywistość jest taka, że konsumenci idą do dużych sieci i tam robią ogromne zakupy.

 

OKIEM BRANŻY

Zagrożenie nie tylko dla małych

STEFAN PUTKA, współwłaściciel Piekarni Cukierni Putka

W Warszawie tylko w tym roku zamknęły się już co najmniej trzy zakłady z silną rzemieślniczą tradycją. Giganci też mogą mieć jednak problemy — mają niezłą rentowność, ale prognoza podwyżek cen gazu, prądu czy już widoczny wzrost cen mąki — o około 30 proc. — mogą te wyniki zepsuć. Pytanie, na ile szybko będą w stanie renegocjować ogromne kontrakty, a na ile nadrobić skalą. Wśród warszawskich piekarzy posiadających własne sklepy widać już zmianę cen o kilka do kilkunastu procent w górę. Dodatkowym problemem branży są też uciekający fachowcy do innych sektorów, chociażby budowlanego, ze względu na wyższe płace. Zdarza się, że mamy gotowy do otwarcia punkt sprzedaży, ale brakuje do niego personelu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Chleb jest dla...gigantów i średniaków