Cieć też tańczy

Maja Bonczysta
20-02-2004, 00:00

Karnawałowe bale nad Dunajem nie przeminęły razem z monarchią. Dla wiedeńczyków są taką samą częścią codzienności jak przeceny poświąteczne.

Są bale przedszkolne, szkolne i studenckie; drogowców, farmaceutów, myśliwych, homoseksualistów, „wodociągów”, pracowników socjalnych. Każdy uniwersytet i prawie każda dzielnica szczycą się własnymi balami, co większe szkoły tańca i parafie też.

Co najmniej od czasów kongresu wiedeńskiego (1814/15) bale wiedeńskie stały się wizytówką, a potem towarem eksportowym austriackiej stolicy. W II połowie XIX wieku Wiedeń zyskał atut nie do przebicia: walc, którym zaczyna się prawie każdy bal. Walc Straussa „Nad pięknym, modrym Dunajem” jest nieoficjalnym hymnem narodowym.

Wiedeńczycy wkładają mnóstwo wysiłku, by tak przyjemne tradycje nie zanikły. Przygotowania do karnawału zaczynają się już w październiku, kiedy to zbiera się tak zwany Komitet wytwornych i tradycyjnych balów wiedeńskich (Das Komitee der Wiener Nobel— und Traditionsbaelle), by podsumować miniony letni sezon, omówić nowe tendencje i uzgodnić terminy balów w karnawale.

Luz i pompa

Mój pierwszy bal wspominam mało romantyczne, bo wystąpiłam na nim w roli panny służącej. 16 godzin pracy wśród ludzi mówiących do mnie w 4 językach nie było łatwym kawałkiem chleba.

Pierwszy raz dla rozrywki poszłam natomiast na bal Uniwersytetu Ekonomicznego (www.wubal.at). Do dziś bale studenckie lubię najbardziej za ich szczególny „luzik”. „Ceny zniżone, głos ściszony/w temperaturze podwyższonej” (Tuwim).

Bale uniwersyteckie odbywają się tradycyjnie w Hofburgu. Do tańca przeznaczonych jest 5 sal: 4 z muzyką na żywo i dyskoteka z didżejem. Jest studio fryzjerskie i makijażu, a także „kasyno”, w którym wygrywa się czekoladki. Oprawa kwiatowa i podarki dla pań — skromniejsze niż na innych balach, ale ceny wstępu i konsumpcji nie psują zabawy. Często budowana jest namiastka heuriger (austriackej specjalności), czyli karczma, w której można wypić wina z miejscowej winnicy i zjeść coś ciężkostrawnego.

Jako ciekawostkę etnograficzną polecam bale Uniwersytetu Uprawy Ziemi (Bokuball), myśliwych (Jaegerball). Debiutanci i część gości mają tam stroje ludowe (Trachten), które w Austrii ludzie ubierają dużo częściej niż w Polsce. W studenckim środowisku „multi-kulti” zdarzają się obdarzeni humorem cudzoziemcy — np. Murzyni w tzw. tyrolskich spodenkach. Widok — niezapomniany!

Jeśli chodzi o bale z pompą, moim zdecydowanym faworytem jest czerwcowy Bal Klubu Prasy „Concordia”. Może dlatego, że to otwarte środowisko, a goście nie rozmawiają wyłącznie o ostatnim dzienniku ustaw albo skomplikowanych złamaniach.

W balowym sezonie zmienia się nawet rytm pracy kawiarni — np. Cafe Schwarzenberg znana jest z tego, że w karnawale proponuje śniadania od 2.00 do 6.00 rano.

Po cesarsku

Kaiserball, czyli bal cesarski, urządza się głównie dla turystów, którzy tłumnie wypełniają sale Hofburga. Witani przez „parę cesarską”, obsługiwani przez kamerdynerów w różowych frakach goście powinni się poczuć przeniesieni w c.k. epokę. Biura podróży (np. www.austropa—interconvention.at/kaiserball) zajmują się organizacją nie tylko zabawy sylwestrowej, lecz także zwiedzania, kursu nauki walca przed balem, koncertu czy też wizyty w operze nazajutrz.

Karnawał dla Austriaków otwiera bal uniwersytetu ekonomicznego (www.wuball.at) — w tym roku nazwany Night of Excellence. Urządzany w pierwszą sobotę karnawału rozpoczyna serię „balów wytwornych”. Kryteria, jakie bal musi spełnić, żeby zyskał uznanie komitetu, dotyczą ceremonii, strojów gości, miejsca i „zaangażowanych” osobistości.

Swoją historię mają bale rzemieślnicze — cechów lub związków zawodowych. Bal praczek zniknął wraz z przedstawicielkami tego zawodu, ale bal kwiaciarek (Blumenball) cieszy się dużą popularnością, podobnie jak bal cukierników (Zuckerbaeckerball), w tym roku organizowany po raz 103. Raczej jako ciekawostkę warto odnotować Bal wiedeńskich cieciów szkolnych (Ball der Wiener Schulwarte).

„Wytworne bale” odbywają się zazwyczaj w Hofburgu (pałac cesarski), ratuszu, filharmonii (Musikverein) lub w operze (Staatsoper). Im bal wytworniejszy, tym wyższe stanowiska zajmują członkowie komitetu honorowego. Kilka balów w sezonie może się poszczycić urzędującym prezydentem państwa — jako patronem.

Balom studenckim patronują rektorzy odpowiednich uczelni, balom w ratuszu — burmistrz Wiednia... Żelaznym punktem programu jest ceremoniał otwarcia: uroczysty pochód komitetu honorowego, gości honorowych i debiutantów, czyli tancerzy mających zaszczyt zatańczyć pierwszy taniec w najbardziej reprezentacyjnej, odświętnie udekorowanej sali. Decydującym kryterium jest także cel charytatywny.

Organizatorzy eleganckiego balu nie mogą wymagać zapłaty za swą działalność. Wiele wysiłków trzeba włożyć w znalezienie sponsorów, którzy wyłożą pieniądze nie tylko na wynajęcie i wystrój sal, opłacenie muzyków, druk biletów, zaproszeń, programów i plakatów, ale także opłacenie podatków. Zysk netto trafia na cel dobroczynny (zazwyczaj to fundusz socjalny związany z instytucją urządzającą bal). Dochód z bufetów i koktajlbarów nie znajduje tak szlachetnego zastosowania — gastronomią zajmują się firmy cateringowe.

Coś dla dam

Podarek dla pań również stanowi o randze balu. Tak zwane Damenspende funduje jeden ze sponsorów. Tradycja wręczania takich pamiątek jest równie stara jak bale na cele dobroczynne. Najstarszym zachowanym souvenirem jest okrągły wachlarz papierowy z balu prawników roku 1834. XIX-wieczna fascynacja techniką znajdowała wyraz także i w tej dziedzinie: wiele podarunków dla pań było miniaturkami najnowszych osiągnięć technicznych. I tak Techniker Cercles w roku 1890 podarowało model fonografu Edisona, a w roku 1892 — maszynę indukcyjną. Dziś stanowią one obiekty pożądania kolekcjonerów — i mogą uzyskać wyśrubowane ceny w domach aukcyjnych. Współczesne prezenty można podzielić z grubsza na błahostki i prezenty praktyczne, jak młynek do pieprzu — podarek firmy Kotanyi, która na Balu Concordii 2003 promowała swe produkty. Warto o tym pomyśleć, płacąc za — nieraz drogi — bilet wstępu. Pamiątką po balu mogą być ekskluzywne perfumy, szal jedwabny, płyta CD (Bal Filharmoników) czy też świecidełko firmy Swarowski (Bal w Operze).

Przedsmak atrakcji daje nam program balu, który otrzymujemy zazwyczaj wraz z biletem. Można w nim wyczytać nie tylko gdzie i kiedy będziemy się bawić, ile sal jest przygotowanych i z jakim rodzajem muzyki (już prawie regułą stała się dyskoteka w tzw. Starej kuchni w Hofburgu), lecz również co jest główną wygraną w kasynie lub tomboli (loterii fantowej), kto sponsorował i wykonał wystrój sal, jakie studio fotograficzne obsługuje bal itp. Czasem warto się zagłębić w lekturę takiego zeszyciku, by dowiedzieć się, że możemy zaoszczędzić na fryzjerze i wizażyście, gdyż organizatorzy zaprosili ich do współpracy.

W programie umieszczona jest też informacja o wymaganym „porządku ubioru” (Kleiderordnung). Nie należy jej lekceważyć. Jeśli napisano lakonicznie strój wieczorowy, to oznacza to dla pań długą suknię (szerokość dłoni nad kostką to absolutne minimum). A panowie? Na przykład na Balu w Operze jest jeden dopuszczalny wariant męskiej elegancji: frak. Kiedy indziej oczekuje się fraka, smokingu lub munduru galowego; studenci mogą się bawić w garniturach (ciemnych!) z muszką. Kto zapomniałby muszki, może ją kupić przed wejściem. Jeśli ktoś nie spełnia warunków organizatorów, musi się liczyć z tym, że zostanie odesłany, by się przebrać — w ostateczności ochroniarze zwracają pieniądze za bilet.

Kursy przed debiutem

Kurs tańca należy do tzw. ogólnego wykształcenia. Niektórzy młodzi Austriacy wyczekują z niecierpliwością 14. urodzin, które uprawniają do przystąpienia do nauki w jednej z kilkudziesięciu wiedeńskich szkół tańca. Wybierając się na bal, warto odświeżyć umiejętności. Jeśli nie ma już czasu na cały kurs — lepiej zainwestować w 2-3 godziny nauki u prywatnego nauczyciela niż w szałową kreację.

Szkoły tańca biorą udział w organizacji dwu największych atrakcji balu. Pierwszą z nich jest ceremonia otwarcia.

Około godziny 21, kiedy nawet najwięksi spóźnialscy dotrą do swych miejsc w lożach lub przy stolikach — zaczyna się. Przy akompaniamencie poloneza, posuwiście, uroczyści, świadomi dostojeństwa suną: prezydent honorowy balu, prezydium, członkowie komitetu balu, członkowie komitetów innych balów, goście honorowi, przedstawiciele władzy, reprezentanci mediów i wreszcie tancmistrz, a za nim „debiutanci”. I kolejność par, i miejsce, w którym zakończą ów pochód, jest przemyślane. Choreografię otwarcia dwu największych balów: Concordii i Balu w Operze opracowuje tancmistrz w trzecim pokoleniu — Klaus Muehlsiegl. Takie układy taneczne są kopiowane na innych balach (na innych kontynentach), adaptowane przez szkoły baletowe, studiowane na kongresach poświęconych tańcu.

„Księżniczki jednej nocy” i ich partnerzy muszą spełnić nie lada wymagania, zanim wystąpią w bieli przed zgromadzonymi gośćmi. Większość organizatorów stawia ograniczenia wiekowe: niegdysiejsze 17-19 lat dla panien i 20-21 dla kawalerów jest już nie do spełnienia, ale wiek 26 lat i dziś jest nieprzekraczalną granicą. Chętni do pierwszego walca muszą złożyć pisemną ofertę (z życiorysem!), odbyć rozmowę kwalifikacyjną, a następnie zaprezentować perfekcyjną umiejętność walca, zwłaszcza niełatwego przecież obrotu w lewo. Nazwa i obyczaj debiutantów ma dworską tradycję: za czasów cesarza był to faktyczny debiut — pierwsze wystąpienie w wyższych sferach. Dziś młodzi tancerze mają przywilej własnej garderoby, ulgę — czasem znaczną — w cenie biletów, przez co powstają grupki „zatwardziałych debiutantów” otwierających kilka balów. Niektórzy organizatorzy stawiają na profesjonalizm i zapraszają do otwarcia formacje taneczne.

Wtedy zamiast sakramentalnego „Alles Walzer” możemy usłyszeć — w zależności od gustów organizatorów — od menueta do hip-hopu.

Hasło „Alles Walzer”, czyli „wszystko do walca” ukuł ponoć założyciel najsłynniejszej szkoły tańca — Willi Elmayer. Był emerytowanym oficerem, co może tłumaczyć zwięzłość i niepoprawność gramatyczną tej komendy. Walc wiedeński w wykonaniu wiedeńskiej orkiestry (istnieje wiedeńska maniera gry) w udekorowanej kwiatami sali — czy można pozostać obojętnym?

Błysk i ścisk

Gdy sala się wypełni — wszędzie błysk i ścisk. Wybierając się na Bal w Operze lub Bal Filharmoników należy liczyć się z tym, że do tańca... nie będzie miejsca. O ile Bal w Operze może to tłumaczyć cesarskimi upodobaniami — Franicszek Józef długo nie chciał się zgodzić na bale (ich protoplastami były Hofopern-Soirees, czyli wieczory opery dworskiej), o tyle Bal Filharmoników cieszy się ogromną popularnością. Mimo słonych cen, jak przystało na najwytworniejszy bal Wiednia, 3000 biletów nie wystarcza dla wszystkich chętnych. Organizatorom balu zapadł w pamięć list japońskiego biura podróży, które miało już zamówiony samolot czarterowy dla klientów, gotowych zapłacić za kontyngent biletów ekstra.

Główną rozrywką gości Balu w Operze są wizyty w lożach. Pamela Andersson — atrakcja balu w 2003 r. — skarżyła się, że tłum dziennikarzy nie dał jej spokoju nawet w drodze do toalety, więc o tym, by potańczyć, w ogóle nie myślała. „Scena została przebudowana w rodzaj salonu, urządzonego z przepychem, pięć czy sześć potężnych żyrandoli, ściany i plafon udekorowane malowidłami (...), to wszystko pływa w morzu światła, wszędzie nieopisany błysk i wszędzie ścisk, który z minuty na minutę zastanawiająco wzrasta” — ta relacja dziennikarza Neue Freie Presse z Balu w Operze 1877 nie straciła nic na aktualności.

Kadryl!

O północy nadchodzi pora na zapowiedzianą drugą atrakcję balu. Podyktowana przepisami pauza dla orkiestry wypełniana jest, w zależności od inwencji organizatorów, popisami tanecznymi, pokazem iluzjonisty lub losowaniem głównej nagrody tomboli (nagrody bywają cenne: wycieczki o wartości nawet do 5000 euro, małe samochody, weekend odnowy biologicznej w pięciogwiazdkowym hotelu...). A popisy taneczne? Mogą to być wszelkie gatunki tańca — od klasycznego pas de deux przez tango argentino, po sobowtórów Michaela Jacksona. Jednakże co raz większą popularnością cieszy się po części zapomniany już punkt kulminacyjny wytwornego balu — kadryl.

Na próżno byłoby szukać go w programach szkół tańca. Kolejności i przebiegu figur można się nauczyć na miejscu — słuchając komend tancmistrza, dla którego umiejętności to nie lada wyzwanie. O ile uroczyste rozpoczęcie można dokładnie przećwiczyć, o tyle pokierowanie rozbawionym tłumem 1000 albo i więcej gości wymaga najwyższego kunsztu. Z grubsza rzecz biorąc: kadryl polega na wymianie ukłonów stojących naprzeciw rzędów par. Podchodzenie i przechodzenie do przeciwnego rzędu, wymiana partnerek, narastające tempo są powodem chaosu. Perfekcja jest raczej nie na miejscu, a błędy i kolizje wywołują wybuchy śmiechu. Kończące każdą turę brawa są wyrazem radości z mniej lub więcej udanej figury, ale i uznaniem dla tancmistrza, który po ich intensywności orientuje się, jak długo może ciągnąć tę zabawę. Ostatnią figurą jest galop — w pełni zasługuje na swą nazwę.

Na balu maskowym kadryl jest okazją do zdjęcia masek. Jedynym „balem wytwornym”, na którym pielęgnowana jest tradycja popularnych niegdyś redut jest Rudolfina Redoute (redoute@rudolfina.at), czyli bal bractwa studentów katolickich Uniwersytetu Wiedeńskiego (Alma Mater Rudolfina). To barwne widowisko, kończące karnawał — odbywa się zawsze w Hofburgu, w ostatni poniedziałek karnawału tzw. Rosenmontag. Członkowie bractwa przybywają w stosownych barwach (czerwony, biały i żółty — połączenie flagi papieskiej i austriackiej) widocznych m.in. na przepasujących pierś wstążeczkach. Zamaskowane panie (tylko panie!) mają przywilej samodzielnego wyboru partnerów do tańca.

Po niemiecku fasching oznacza zarówno karnawał, jak i ostatki (po krakowsku: śledzik). To istne szaleństwo przebierania, nie ograniczone bynajmniej do gości i obsługi lokalów tanecznych. Przed kilku laty zdarzyło mi się rejestrować samochód w wydziale komunikacyjnym akurat w ten dzień i było to dla mnie miłym zaskoczeniem, że wszyscy urzędnicy, a jest ich tam ponad 60 osób, wykazali się pomysłowością kostiumów.

W ostatni wtorek szkoła tańca Elmayer zaprasza członków „Komitetu wytwornych i tradycyjnych balów wiedeńskich” na drugie doroczne spotkanie, połączone z krótkim balem, gdyż punktualnie o północy kończy się karnawał. Co nie oznacza, że trzeba zapomnieć o balach. W ciągu roku odbywa się ich ponad 300 — np. tylko na sobotę 14 lutego w internetowym kalendarzu balowym było 18 zaproszeń! Po prostu brakuje terminów — i dlatego część nobliwych balów odbywa się latem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maja Bonczysta

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Cieć też tańczy