Connex stracił koncesję na przewozy kolejowe

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2003-06-24 00:00

Connex Polska, który jako jedyny miał prawo do uruchomienia prywatnego transportu kolejowego na szeroką skalę, stracił koncesję. To efekt braku jasnych zasad dostępu do rynku.

Ministerstwo Infrastruktury (MI) odebrało firmie Connex Polska koncesję na pasażerskie przewozy regionalne. Connex był jedyną firmą spoza PKP, która miała pozwolenie do uruchomienia przewozów w kilku województwach. Stracił to prawo, zanim zdążyło wejść w życie.

— Connex nie dopełnił warunków koncesji. Zgodnie z umową i deklaracjami, do 1 lipca inwestor powinien kupić tabor i zdobyć stosowne uprawnienia do używania go na terenie Polski. Już w lutym prosiliśmy o potwierdzenie, ale nie przedstawiono nam żadnych informacji, jak i kiedy ten warunek zostanie spełniony — wyjaśnia Wiesław Jarosiewicz, dyrektor Departamentu Kolejnictwa w MI.

Tomasz Rochowicz, zastępca dyrektora generalnego Connex Polska, odpowiada, że spółka nie mogła rozpocząć działalności, bo samorządy, które kontraktują usługi, nie były zainteresowane jej ofertą.

— Z ośmiu województw, na których terenie mogliśmy uruchomić połączenia, tylko jeden samorząd ogłosił przetarg dla przewoźników także spoza PKP. Warunkiem było jednak posiadanie koncesji już od stycznia, a nasza miała wejść w życie w lipcu. Nie możemy zainwestować w tabor, nie mając gwarancji, że będziemy mogli świadczyć usługi — mówi Tomasz Rochowicz.

Zdaniem Wiesława Jarosiewicza, samorządowcy chcieli współpracować z Connexem, ale nie wiedzieli, kiedy i czy w ogóle inwestor będzie miał tabor.

— Connex chciał obsługiwać tylko rentowne linie — mówi pracownik jednego z urzędów marszałkowskich, które rozmawiały z inwestorem.

— Każdy urząd marszałkowski otrzymał od nas konkretną ofertę. Zaproponowaliśmy, że przejmiemy także linie mało opłacalne, na granicy rentowności, ale na rozmowach się skończyło. Na piśmie nie dostaliśmy ani jednej odpowiedzi — odpowiada dyrektor Rochowicz.

Ten brak porozumienia wynika z braku stosownych regulacji.

— Brak przepisów powoduje, że inwestorzy nie wchodzą do Polski. Operator jest zainteresowany wyłącznie długoterminową umową na usługi. Przy wydatkach na kupno taboru nie zawrze umowy na kilkanaście miesięcy. Tymczasem żaden samorząd nie podpisze umowy dłuższej niż na rok, bo sam nie ma pewności, czy i ile pieniędzy na ten cel dostanie z budżetu w następnym roku. Najczęściej rząd wypłacał mniej, niż gwarantowała ustawa — twierdzi Robert Kietliński.

Samorządowcy są między młotem a kowadłem. Obawiają się, że wybór prywatnego przewoźnika może „urazić” PKP, które zacznie zamykać nierentowne połączenia. Ze względów społecznych wolą nadal przekazywać dotacje spółce PKP.

— Nie ma jasnych zasad dostępu do rynku przewozów. Samorząd, który spróbuje wyłonić prywatnego operatora, będzie musiał oprzeć się tylko na ustawie o zamówieniach publicznych. Nie będziemy starali się o licencję, dopóki nie powstanie specyfikacja przetargowa — na jaki okres, na które linie i za ile — tłumaczy Tomasz Rochowicz.