W Panamie inwazja przyniosła pozytywne efekty
W 1989 r. USA dokonały inwazji na Panamę, obaliły autorytarnego przywódcę Manuela Noriegę, a następnie przetransportowały go do Miami, gdzie stanął przed sądem. W pierwszych godzinach po ataku zaprzysiężony został Guillermo Endara – prawowity zwycięzca wyborów prezydenckich, który wcześniej został obalony przez Noriegę. Rozwiązano wojsko, które w przeszłości przeprowadzało zamachy stanu, a zyski z Kanału Panamskiego przeznaczano na inwestycje, a nie na bogacenie się elity. Po trzech dekadach od tych wydarzeń dochód na mieszkańca (liczony w cenach stałych z 2011 r.) zwiększył się o 237,1 proc. – z 6,7 do 22,6 tys. USD. Przeciętny Panamczyk żyje dziś na o wiele wyższym poziomie niż w 1989 r.
Czy interwencja była momentem zwrotnym? Choć nie znamy scenariusza alternatywnego, wiele wskazuje na to, że tak. Z punktu widzenia jakości życia w Panamie inwazja USA była wielkim sukcesem.
Dramatyczne doświadczenia Chile
Przenieśmy się do południowo-zachodniej części Ameryki Południowej, do Chile. W przeciwieństwie do Panamy nie wysłano tam amerykańskich wojsk, ale za pomocą różnych instrumentów (finansowanie opozycji i strajków, sankcji) obalono demokratycznie wybranego socjalistę Salvadora Allende. W 1973 r. USA dały sygnał do puczu, który przeprowadził gen. Augusto Pinochet. Przejął on władzę i wprowadził skrajnie ekstrakcyjne i niedemokratyczne instytucje: władza była w rękach junty, rozwiązano parlament, zakazano działania partii politycznych, a tajna policja torturowała i mordowała przeciwników. Przy czym, choć rządy Pinocheta były politycznie brutalne, to paradoksalnie zaszczepiły one w gospodarce mechanizmy rynkowe, takie jak ochrona własności, otwarcie na handel, które – po przywróceniu demokracji – stały się silnikiem dobrobytu.
Dopiero po 1988 r., gdy Pinochet przegrał plebiscyt i oddał władzę, kraj wszedł na ścieżkę reform demokratycznych. Przeprowadzono wolne wybory, wprowadzono wolność słowa, zlikwidowano tajną policję. Od tego momentu PKB na mieszkańca (liczony w cenach stałych z 2015 r.) zwiększył się o 204,8 proc. – z 4,7 tys. do 14,6 tys. USD. Sama amerykańska ingerencja nie była tu momentem zwrotnym, lecz to, że Pinochet zrzekł się władzy, co otworzyło drogę do pozytywnych przemian.
Dodatni bilans działań USA w regionie
Ekonomista Tyler Cowen podkreśla, że dwa opisane przypadki nie są odosobnionymi wyjątkami. Patrząc na historię regionu czysto utylitarnie – czyli oceniając ostateczny wpływ na dobrobyt ludzi, a nie moralną czystość samej interwencji – bilans amerykańskich działań w Ameryce Łacińskiej wypada zaskakująco pozytywnie. Cowen wylicza nie tylko Panamę i Chile, ale też Republikę Dominikany (dziś jeden z bogatszych krajów regionu) czy Grenadę. Zauważa przy tym kluczową zależność: interwencje w Ameryce Łacińskiej kończyły się o wiele lepiej niż te na Bliskim Wschodzie. Wynika to prawdopodobnie z bliskości kulturowej do USA oraz faktu, że region ten ma silniejsze, historyczne więzi z demokracją. Nawet jeśli sukces nie przychodził natychmiast, długoterminowy rachunek zysków i strat dla przeciętnego obywatela okazywał się dodatni.
Dwa senariusze dla Wenezueli
Wenezuela znajduje się w punkcie zwrotnym - stary układ sił został zburzony, a nowy jeszcze nie powstał. Po usunięciu Maduro z urzędu kraj staje przed wyborem: czy pójdzie drogą Panamy, budując - jak to określa noblista Daron Acemoglu - instytucje włączające, czyli system pozwalający szerokim masom społecznym uczestniczyć w życiu gospodarczym i społecznym. Alternatywą jest scenariusz, w którym zmiana lidera prowadzi jedynie do wymiany jednej kleptokracji na inną (zgodnie z żelaznym prawem oligarchii).
Nawet jeśli intencje USA są czysto surowcowe, szansa na efekt uboczny w postaci rozwoju jest realna. Euforia na giełdzie w Caracas pokazuje, że inwestorzy obstawiają ten pierwszy scenariusz. Jeśli Wenezuelczycy wykorzystają ten moment do budowy rządów prawa, za 20 lat historia zapamięta amerykańską interwencję jako sukces.
Oczywiście sukces gospodarczy kraju nigdy nie jest determinowany jednym czynnikiem czy jednym wydarzeniem. Ale zaszczepienie instytucji włączających (ochrona własności, demokratyczne wybory, wolność słowa itd.) to fundament, na którym dużo łatwiej budować trwały wzrost. Dopiero potem liczy się wiedza, otwartość na świat, otoczenie zewnętrzne, ambicje społeczeństwa, edukacja i kultura.
