Coraz więcej sygnałów ożywienia z Niemiec. Ale są też obawy

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2026-01-20 18:04

Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ale dwie? W Niemczech mocno rośnie wyprzedzający indeks koniunktury ZEW, który historycznie korelował ze wzrostem gospodarczym. Widać też odbicie popytu w przemyśle. Czy zatem idzie ożywienie?

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

W ostatnich latach ekonomiści i analitycy kilkakrotnie sparzyli się na tezach o nadchodzącym odbiciu w gospodarce Niemiec. Miękkie dane pokazywały jedno, a twarde – drugie. Dlatego każdy pozytywny sygnał u naszego zachodniego sąsiada trzeba traktować ze szczególną ostrożnością.

Wielkie kontrakty wyznaczają trend

Światło dzienne ujrzały właśnie dwa wskaźniki, które dają powody do ostrożnego optymizmu. Mogą one (choć nie muszą) sygnalizować, że w tym roku niemiecka gospodarka wreszcie wyjdzie z kilkuletniej stagnacji.

Po pierwsze, portfel zamówień (czyli zapas jeszcze niezrealizowanej produkcji, a nie bieżąca sprzedaż) w przemyśle zwiększył się o 5,9 proc. r/r. Stan zamówień w motoryzacji wzrósł o 3,0 proc., a w sektorze maszyn i urządzeń o 1,1 proc. Jeszcze ciekawiej prezentuje się dynamika w rozbiciu na rodzaje dóbr. Wśród producentów dóbr inwestycyjnych wskaźnik ten wzrósł o 2,3 proc. r/r, a wśród producentów dóbr konsumpcyjnych aż o 4,0 proc. Jednocześnie spadają zapasy i rośnie wykorzystanie mocy produkcyjnych, co zazwyczaj stanowi sygnał zwrotu w cyklu koniunkturalnym.

Za ten wzrost portfela zamówień odpowiadają przede wszystkim duże kontrakty, m.in. na sprzęt transportowy (statki, pociągi, samoloty) i pojazdy wojskowe. Wygląda na to, że są to pierwsze owoce ogromnych wydatków na obronność. Pamiętajmy, że Bundestag zatwierdził na ten rok prawie 30 kontraktów na zakup sprzętu wojskowego.

Nie tylko wojsko kupuje

Niektórzy mogą pomyśleć, że to ożywienie jest iluzją opartą wyłącznie na kilku zleceniach dla armii. Nie do końca. Po pierwsze, w gruncie rzeczy to właśnie ogromny impuls fiskalny ma pobudzić gospodarkę w tym roku. Po drugie, rośnie też napływ zleceń z wyłączeniem tych największych kontraktów. W okresie wrzesień–listopad nowe zamówienia (bez dużych zleceń) wzrosły o 2,1 proc. i utrzymują się w trendzie wzrostowym. To sugeruje, że ożywienie zaczyna rozlewać się na szerszą gospodarkę.

Po drugie, wyprzedzający wskaźnik koniunktury ZEW, mierzący nastroje i prognozy około 400 analityków i inwestorów, wzrósł w styczniu br. do 59,6 pkt – najwyższego poziomu od lipca 2021 r. Warto dodać, że przy przesunięciu o trzy kwartały korelacja między indeksem ZEW a roczną dynamiką PKB wynosi niemal 0,6, co wskazuje na dość silny związek. Innymi słowy, obecne odbicie tego indeksu powinno przełożyć się na szybszy wzrost gospodarczy w drugiej połowie 2026 r. To nie jest pewnik, ale raczej diagnoza postawiona na bazie historycznego wzorca.

Optymizm w prognozach

Kilka dni temu Carsten Brzeski, główny ekonomista ING na strefę euro, w swojej analizie napisał: „Dane sugerują, że okres >>narodowego przygnębienia<< dobiegł końca. Istnieją dobre powody, by wreszcie spojrzeć na niemiecką gospodarkę bardziej pozytywnie. Ostatnie dane makroekonomiczne wskazują na wyraźny punkt zwrotny w przemyśle”. Dodał, że w tym roku gospodarka ma rosnąć średnio w tempie 1,0 proc., a duże zamówienia w niemieckim przemyśle staną się nową normalnością.

W obozie optymistów są też analitycy Goldmana Sachsa, którzy prognozują, że PKB Niemiec wzrośnie w tym roku o 1,4 proc., a w 2027 r. – o 1,8 proc. Do tego chóru należy również Marcel Fratzscher, prezes DIW Berlin (Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych), który szacuje tegoroczny wzrost na poziomie 1,7 proc.

Pesymistów też nie brakuje

Clemens Fuest, prezes instytutu IFO, uważa, że bez reform podażowych żadne trwałe ożywienie nie nadejdzie. Jego zdaniem potrzebne są głębokie zmiany strukturalne, a sam impuls fiskalny niewiele da.

Z kolei Jörg Krämer, główny ekonomista Commerzbanku, zwraca uwagę na wszechobecne rozczarowanie pakietem finansowym nowego rządu i również nie zakłada, że w tym roku dojdzie do punktu zwrotnego.

Na pewno trudno się w tych wszystkich opiniach odnaleźć. Można jednak odnieść wrażenie, że optymizm co do perspektyw Niemiec nieco wzrósł i coraz więcej danych to uzasadnia. Może Niemcy budzą się ze śpiączki?

Jeżeli ożywienie rzeczywiście nadchodzi, będzie to jednak marsz po grząskim gruncie. Wiele negatywnych zjawisk w gospodarce ma podłoże strukturalne, więc ich rozwiązanie wymaga szerzej zakrojonych działań niż tylko ekspansja fiskalna.

Możesz zainteresować się również: