Crowdfunding bez schematów

  • Marta Bellon
15-01-2013, 00:00

Uruchom własne kontakty, opowiedz o sobie, mów zrozumiałym językiem — to zasady, którymi powinni się kierować autorzy kampanii crowdfundingowych

Zgodnie z danymi z kwietnia tego roku wartość rynku finansowania społecznościowego w Stanach Zjednoczonych wzrosła o ponad 250 proc. rok do roku. Platformy finansowania społecznościowego, i amerykańskie, i europejskie, notują rekordową aktywność użytkowników. W Polsce projektodawcy mają coraz więcej możliwości tworzenia kampanii, których celem jest pozyskanie finansowania. Tylko w tym roku do istniejących portali, takich jak PolakPotrafi.pl czy Megatotal.pl, dołączył Beesfund.com — pierwsza w Polsce platforma crowdfundingu udziałowego oraz Wspieramkulture.pl — serwis dedykowany wyłącznie projektom kulturalnym.

Podaj dalej

Wiele wskazuje na to, że internetowa społeczność przekonała się do idei finansowania społecznościowego. Nie bez znaczenia dla wzrostu jego popularności jest rozwój mediów społecznościowych, akceptacja i adaptacja rządzących nimi mechanizmów, które crowdfunding wykorzystuje. Projektodawcy, uruchamiając swoje projekty, w pierwszej kolejności informacje o nich przekazują swoim znajomym, ci przekazują ją dalej. Crowdfunding w Polsce opiera się głównie na formule przedsprzedaży. Projektodawcy oferują wspierającym coś, czego jeszcze nie można zdobyć na rynku, np. książkę, która ma dopiero trafić do księgarń, lub doświadczenie, które niesie ze sobą dodatkową wartość, takie jak wizyta na planie filmowym. Crowdfunding polega na wpłacaniu małych kwot, co ma też znaczący wpływ na jego rosnącą popularność. Wspierającym dużo łatwiej zaufać projektodawcy, który proponuje coś wyjątkowego w zamian za wpłatę 50 czy 100 zł niż 1 tys. zł.

Polskie rekordy

Pieniądze od internautów zdobywają bardzo różne projekty — na wsparcie mogą liczyć i autorzy książek historycznych, reżyserzy-amatorzy, muzycy, start-upy i bardziej doświadczeni przedsiębiorcy. Udają się projekty społeczne, biznesowe i kulturalne. Projektowi Cohabitat Gathering 2012, którego celem było zorganizowanie festiwalu z udziałem ekspertów i fascynatów budownictwa naturalnego, zdrowej żywności i tworzenia w duchu zrób-to-sam, udało się zebrać prawie 98 tys. zł poprzez platformę PolakPotrafi.pl. Spółka Beesfund, do której należy platforma crowdfundingowa, pozyskała 50 tys. zł w ramach pierwszego projektu o charakterze udziałowym, czyli sprzedaży swoich akcji. I chociaż statystyki i przykłady, zarówno ze świata, jak i z polskiego podwórka, są bardzo optymistyczne — to mnóstwo projektów przepada. Jak przekonać internautów do tego, by wyłożyli swoje pieniądze, podpowiadali uczestnicy konferencji Crowdfunding w Polsce 2012.

— Często nie potrafimy sprzedać swojego projektu, bo idziemy w utarte schematy. Wielu twórców i pomysłodawców żyje ułudą, że dobry projekt sprzeda się sam. Tymczasem trzeba odkrywać nowe ścieżki. Jeżeli uda się nam zaszczepić już tego internetowego „wirusa”, ważne jest to, by temat podchwyciły tzw. stare media. Promocja to jedno, równie ważne są proponowane sposoby płatności, czyli łatwość zakupu. Rewolucyjny projekt czasem faktycznie sprzeda się sam, ale wiara twórców, że tak będzie, bardzo często opiera się na nadmiernym optymizmie — mówi Maciej Budzich, bloger, twórca portalu Mediafun.pl.

Platforma jak targ

Crowdfunding kusi artystów. Na finansowanie społecznościowe zdecydował się m.in. zespół Tres B, którego fani i sympatycy wsparli pieniędzmi wydanie płyty.

— Chcieliśmy, by ludzie włączyli się w płytę już na etapie jej powstawania. Stworzyliśmy własną stronę internetową i zorganizowaliśmy akcję „Hundred złotych package” — za wpłatę 100 zł wspierający dostawał: płytę, zaproszenie na koncert i wpis w książeczce płyty. Taką „paczkę” wykupiło ponad sto osób. Za zebrane pieniądze weszliśmy do studia i nagraliśmy płytę. Wpłacający dali nam wielki kredyt zaufania, bo nikt z nich nie miał stuprocentowej pewności, co z tymi pieniędzmi zrobimy — mówi Misia Furtak, wokalista zespołu Tres B. By kampania crowdfundingowa zakończyła się sukcesem, warto zastosować mechanizmy społecznościowe.

— One mają znaczenie, bo „Lubię to” kliknięte kilka tysięcy razy sprawia, że informacjao projekcie czy projektodawcy dociera do kolejnych potencjalnych wspierających. Istotna jest też specyfika projektów — artyści mają trochę łatwiej, bo mogą pokazać np. swoje możliwości wokalne. Natomiast w wielu przypadkach projektodawcy sprzedają wykres, wizualizację czy samą ideę, które z jednej strony uruchamiają wyobraźnię, ale są przecież tylko ideą czy wizualizacją. Czasem w komunikacji brakuje personalizacji — pokazania, kto kryje się za projektem. Istotne jest też to, by umieć opowiedzieć o skomplikowanym przedsięwzięciu jasnym, zrozumiałym językiem — radzi Maciej Budzich.

— Platforma crowdfundingowa nie załatwia sprawy zebrania pieniędzy. To tylko miejsce, podobnie jak targ. To od nas zależy, czy jesteśmy w stanie nakłonić kogoś, by nas wsparł. Polskim projektom nie udaje się zebrać pieniędzy na zagranicznych platformach, bo w Stanach Zjednoczonych czy Anglii nie mają zaplecza społecznego. A to właśnie kapitał społeczny pomaga zgromadzić pieniądze. 95 proc. projektów crowdfundingowych, które odniosły sukces, było okupionych bardzo ciężką pracą już na etapie poprzedzającym uruchomienie projektu na platformie — podkreśla Arkadiusz Regiec, prezes Beesfund.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Crowdfunding bez schematów