W ostatnich tygodniach wiele uwagi poświęca się miedzi. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę nowe historyczne rekordy notowań tego metalu ustanawiane w ostatnim okresie. Wkroczenie cen w nowe, dziewicze dotąd obszary zawsze rozbudza wyobraźnię inwestorów. W natłoku informacji nie każdy zapewne zauważył, że to nie czerwony metal jest liderem wzrostów na Londyńskiej Giełdzie Metali. Jest nim dużo mniej popularna, ale dobrze znana od czasów starożytnych — cyna.
Metal ten wykorzystywany jest głównie w stopach lutowniczych, produkcji blach oraz przemyśle chemicznym, a około 70 proc. popytu na cynę pochodzi z Azji. Cena tego surowca wzrosła w ubiegłym roku o połowę, natomiast od początku bieżącego roku zyskała już kilkanaście procent. U podstaw wzrostu ceny, podobnie jak w przypadku miedzi, leżą problemy występujące po stronie podaży. Ze względów bezpieczeństwa w Chinach zamknięto wiele małych kopalń, natomiast w Indonezji, regionie bardzo bogatym w ten metal, na przeszkodzie w zwiększaniu wydobycia stanęły ostrzejsze wymogi ochrony środowiska. Konsumpcja cyny natomiast wzrosła już powyżej poziomów notowanych przed kryzysem, a część analityków szacuje, że dalszy jej przyrost może być w kolejnych latach ograniczony małą dostępnością metalu.
Taka sytuacja fundamentalna może okazać się interesująca dla kapitału spekulacyjnego. Wielu inwestorów zapewne pamięta spektakularne wzrosty cen niklu z przełomu 2006 i 2007 roku. Przyrost produkcji stali nierdzewnej sprawił, że gwałtownie zwiększył się popyt na wykorzystywany do jej wytwarzania nikiel. Natomiast problemy w kopalniach i niski stan zapasów giełdowych sprawiły, że obniżyła się jego dostępność. W ostatniej fazie hossy do wzrostu przyczynili się inwestorzy, którzy zbyt wcześnie zaczęli otwierać krótkie pozycje w oczekiwaniu na korektę i zostali szybko zmuszeni do ich odkupienia w celu ograniczenia strat. Cena niklu w ciągu jednego roku wzrosła o blisko 190 proc. i w połowie maja 2007 roku przekroczyła 54 tys. USD za tonę, by w trakcie kolejnych 3 miesięcy stracić ponad 50 proc., a w październiku 2008 roku sięgnąć dna na poziomie 8800 USD/t.
Cyna, której cena przekroczyła ostatnio 30 tys. USD/t, jest obecnie najdroższym metalem podstawowym. Z roczną konsumpcją sięgającą 360 tys. ton jest to jednak najmniejszy wartościowo rynek, kilkanaście razy mniejszy od rynku miedzi. Sprawia to, że nawet stosunkowo niewielki kapitał może wywołać znaczne wahania cen. Czy rynek cyny może powtórzyć scenariusz niklu? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie, ale w przypadku małej dostępności surowca nie można wykluczyć prób manipulowania jego cenami. Jak pokazuje przykład niklu, taka gra bywa jednak niebezpieczna.
Jarosław Romanowski
dyrektor generalny KGHM ds. handlu i zabezpieczeń