Zbiegnie się on z projektami partyjnymi i po obróbce w komisji zaowocuje zmianami, które może zdążą wejść w życie na październikowe wybory parlamentarne. Elekcja prezydenta (10 lub 17 maja) przebiegnie jeszcze po staremu.
Pomysły głowy państwa częściowo zgadzają się z postulatami partyjnymi, w tym także PiS. Bez względu na autorstwo niektóre są jednak bezsensowne, a oceniam tak z pozycji przewodniczącego obwodowej komisji wyborczej, którym od upadku komuny byłem już ponad 25 razy, w tym również 16 listopada. Kompletnie nietrafiony jest nakaz rozsyłania przez urzędy gmin na 10 dni przed głosowaniem do każdego wyborcy indywidualnego powiadomienia o dacie wyborów, lokalu etc. Brałem udział w takiej szopce jako dzieciak, roznosząc na polecenie szkoły zawiadomienia o głosowaniu na listy Frontu Jedności Narodu. Obecnie, po ćwierćwieczu polskiej wolności, zdumiewa naiwność władców, że takimi działaniami zwiększy się frekwencję i zarazem obniży liczbę głosów nieważnych. Otrzymanie wyborczej informacji/wezwania wielu Polaków skomentuje słowami nienadającymi się do zacytowania. Niewiele poprawiający wiarygodność, a bardzo kosztowny jest także pomysł przezroczystości urn. Od razu pytanie — kto za nie zapłaci, czy będzie to centralny przetarg Krajowego Biura Wyborczego, czy na poziomie gmin? Problem odtajnienia głosów spadających do urny z pleksi nie jest sztuczny, widziałem to z bliska na Ukrainie jako obserwator pamiętnych wyborów „pomarańczowych”. W projekcie prezydenta (ale także PiS) lekarstwem mają być… koperty, co znowu nawiązuje do masowych głosowań ludności, zwanych wyborami, z okresu PRL.
Centralna władza, w tym również Państwowa Komisja Wyborcza (PKW), nie ma pojęcia o prawdziwych problemach na poziomie obwodów. Podam przykład z ostatniego głosowania samorządowego. Otóż w kilkunastu tysiącach obwodów (szacunek mój, ale bardzo wiarygodny) protokoły głosowania skażone zostały poważną usterką. Nie miała ona żadnego wpływu na wyniki, nie była absolutnie żadnym fałszerstwem, nie została spowodowana złą wolą. Przyczyną była nieuwaga tysięcy zmęczonych członków komisji, którzy wypełniali protokoły po dobie lub dłużej bez snu. Otóż w punkcie III.18, dotyczącym ewentualnych uwag mężów zaufania, nieudaczni autorzy kalkulatora wyborczego podłożyli straszną minę. Przewidzieli dwa warianty „brak zarzutów” lub „brak mężów zaufania w obwodzie”, ale w systemie informatycznym jako domyślny ustawili… ten drugi! Efekt był taki, że gdy przewodniczący komisji dyktował informatykowi „brak zarzutów”, to automatycznie wbijał się wariant drugi. Potem na ten niepozorny wiersz nikt ze zmęczenia nie zwracał już uwagi. A zatem z tysięcy protokołów obwodowych w ogóle zniknęło istnienie mężów zaufania, oczywiście jeżeli nie wnosili uwag — a tak było w 99 proc. komisji. Skalę tego przekłamania każdy może ocenić sam, serfując na portalu PKW w wizualizacji wyborów po dowolnych obwodach. Zapraszam do tej czynności zwłaszcza mężów zaufania, którzy 16/30 listopada byli w prawie każdej komisji.