Człowiek prezesa montuje film

opublikowano: 09-10-2012, 00:00

Współpracownik Ludwika Sobolewskiego wspiera produkcję filmu, w który zaangażowana jest partnerka prezesa GPW. Propozycje dostały m.in. spółki z NewConnect i autoryzowani doradcy

Od kilku tygodni w środowisku spółek i doradców z rynku NewConnect wrze. Wśród menedżerów, analityków i dilerów krąży kilka wersji tej samej opowieści, której fabuła ma kilku bohaterów. Są tam piękne kobiety i wpływowi mężczyźni. Publikę elektryzuje fakt, że jednym z nich jest Ludwik Sobolewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych. Kilka tygodni temu sprawa zaczęła przeciekać do mediów. Ale zacznijmy od początku.

Stawka za „Klątwę”

Patryk Vega (przed zmianą nazwiska nazywał się Krzemieniecki) to reżyser znany przede wszystkim z serialu „Pitbull”. Nakręcił też m.in. komedię „Ciacho”, która miała być trampoliną do sukcesu spółki East Pictures, notowanej na NewConnect, w której miał dużą część udziałów. Reżyser wziął się ostatnio za mocniejsze kino i nakręcił „Stawkę większą niż śmierć”. Jeszcze przed wiosenną premierą filmu o przygodach Klossa w rozmowie z dziennikarzem „PB” przekonywał, że pół miliona widzów w Polsce da filmowi sukces komercyjny.

„Stawka” przyciągnęła do kin 210 tys. Teraz Patryk Vega organizuje produkcję i finansowanie kolejnego filmu. To „Klątwa faraona”, z planami zdjęciowymi w Egipcie. W projekt zaangażowało się już co najmniej kilka spółek notowanych na NewConnect lub powiązanych z tym rynkiem. To m.in. wehikuł inwestycyjny ABS Investment, mający udziały w ponad 20 spółkach związanych z NewConnect i szykujący kilka kolejnych do debiutu. Prezesem ABS jest Sławomir Jarosz, który w rozmowie z „PB” zapewnia, że film Vegi to dobry projekt. — Jednak ograniczamy ryzyko. Na film łoży więcej inwestorów z grona naszej grupy. Zamiast, przykładowo, inwestować 1 mln zł z ABS, zainwestowane zostanie po 100 tys. przez 10 związanych z nami spółek — twierdzi Sławomir Jarosz.

Według Grzegorza Golca, prezesa Rubicon Partners, największego udziałowcaABS Investment, budżet „Klątwy faraona” to nie więcej niż 2 mln zł. Według informacji „PB”, produkcja i dystrybucja filmu pochłonie ponad 4 mln zł.

— Dlaczego inwestycja w film? Na giełdzie nic się nie dzieje, szukam alternatywy. Nie obawiam się o to, że będzie to finansowa klapa — dodaje Piotr Krawczyk, szef Platinum Capital (kontroluje PSW Capital z NewConnect), który też zrzuca się na film Vegi. 50 tys. zł na film oczekujący na premierę w styczniu 2013 r., dokładają inne podmioty z małej giełdy. To m.in. EBC Solicitors, autoryzowany doradca NewConnect, również notowany na tym rynku, oraz Uboat Line, pośrednik organizujący transport towarów. Z kim podpisują umowy inwestycyjne? Ze spółką Ent One.

Znajomy z „Ciacha”

Ent One została założona w lipcu tego roku. Propozycje uczestnictwa w projekcie zarządzanym przez Ent One dostali potencjalni biznesowi partnerzy z NewConnect. Rozsyłał ją, ze służbowej skrzynki e-mail, Emil Stępień, wiceszef rozwoju rynku NewConnect, na serwisie LinkedIn przedstawiający się jako „deputy director”, czyli zastępca dyrektora generalnego (rozmowa z nim — obok). Znają go osobiście prezesi niemal każdej ze spółek na NewConnect. To on jest jednym ze współbudowniczych tego rynku, m.in. nadzoruje, jak i zachęca spółki do obrania drogi na NewConnect. Co ciekawe, Emil Stępień ma też za sobą debiut na dużym ekranie: zagrał epizodyczną rolę przedstawiciela NewConnect w… „Ciachu” Patryka Vegi, prywatnie kolegi jeszcze z czasów debiutu East Pictures.

— Wiedziałem o tym, że Emil Stępień informował, oprócz innych osób, także kilka czy kilkanaście związanych z rynkiem NewConnect o możliwości zainwestowania w produkcję filmową. Powiedział mi o tym wcześniej, bo wiedział, że w tym przypadku może zaistnieć potencjalny konflikt interesów — tłumaczy Ludwik Sobolewski, prezes GPW. Skąd więc wzburzenie działaniami Emila Stępnia? Część uczestników rynku, która nie była zainteresowana pozytywną odpowiedzią na jego maile o projekcie „Klątwa faraona”, zaczęła mieć wątpliwości, czy odrzucenie tej propozycji, wysyłanej przecież ze służbowego e-maila, nie spowoduje pogorszenia relacji z nadzorcą i regulatorem rynku. Sprawa zaczęła przeciekać do mediów.

Trzeci rząd znaczeń

Okazuje się, że Emil Stępień nie tylko przekazywał ofertę, ale po dwóch miesiącach od powstania Ent One zaangażował się też kapitałowo w produkcję „Klątwy faraona”.

— To była prywatna aktywność pracownika, który wsparł ten projekt. Wiem, że od niedawna jest współwłaścicielem firmy, która ma się zająć produkcją tego filmu, a nabycie udziałów było wyrazem faktycznego wspierania tego projektu. Czymkolwiek się zajmuje prywatnie, wciąż jest pracownikiem giełdy. W tym konkretnym przypadku — w mojej ocenie — korespondując z firmami notowanymi na NewConnect czy też z autoryzowanymi doradcami, nie powoływał się na status pracownika giełdy i w żadnym stopniu nie wykorzystywał swojej pozycji zawodowej. A nawet jeśli zdarzyło się, że skorzystał ze służbowego e-maila, to ma to znaczenie trzeciorzędne — twierdzi Ludwik Sobolewski.

Emil Stępień, według zapewnień prezesa GPW, nie zrobił niczego zdrożnego, ale od 1 października został odsunięty od sprawowanej funkcji, bo „zaistniał potencjalny konflikt interesów”. Prezes GPW zapowiada też, że jeśli jeszcze bardziej zwiększy swoje zaangażowanie w branżę filmową, to zapewne pożegna się z pracą w GPW, bo po prostu nie będzie miał na nią czasu. Z tym że spółka Ent One, producent „Klątwy faraona”, być może nigdy nie pochłonęłaby kapitałowo Emila Stępnia, gdyby nie osoba, która sprzedała mu udziały w Ent One.

Nowa rola Ingrid

Ent One założyły dwie osoby: Patryk Vega i Anna Szarek. To właśnie Anna Szarek miała niedawno pozbyć się udziałów w Ent One na rzecz Emila Stępnia. Wikipedia hasło o Annie Szarek ilustruje zdjęciem pięknej blondynki. Według tego źródła, 27-latka „pracowała w Tokio, Barcelonie, Miami, Mediolanie i Hamburgu, prezentującna wybiegach kolekcje światowych projektantów i biorąc udział w sesjach dla magazynów mody. Po latach podróżowania po stolicach mody podjęła decyzję o powrocie do Polski”. W Polsce Anna Szarek została m.in. aktorką. Na razie zagrała rolę prostytutki w serialu „Instynkt” i postać Ingrid Heizer w „Stawce większej niż śmierć”. Obie produkcje wyreżyserował Patryk Vega. Teraz Anna Szarek ma zagrać jedną z głównych ról w jego „Klątwie faraona”. Tyle że aktorka, która dziś jest specem od public relations w Ernst & Young, to ta sama osoba, którą plotkarskie portale tytułują nie tylko „nową muzą Macieja Zienia”, ale także „żoną Ludwika Sobolewskiego”. De facto Anna Szarek to nie żona, lecz partnerka życiowa prezesa GPW, pokazująca się z nim publicznie na premierach teatralnych czy bankietach. Jeszcze w zeszłym roku była podwładną Ludwika Sobolewskiego, pracowała w dziale PR warszawskiej giełdy. KRS wciąż pokazuje Annę Szarek jako współwłaściciela Ent One, jednak Ludwik Sobolewski zapewnia, że w strukturze właścicielskiej zastąpił ją Emil Stępień.

— Doskonale zdaję sobie sprawę, że mam w tej sprawie osobisty — potencjalny — konflikt interesów. Bliska mi osoba otrzymała propozycję wystąpienia w tym filmie i prawdopodobnie ją przyjmie. Dlatego też, zgodnie z takimi samymi regułami, będę wyłączony z procesów decyzyjnych dotyczących wszystkich podmiotów, które zdecydowały się finansować produkcję lub otrzymały taką propozycję, ale z niej nie skorzystały, a występuje jednocześnie jakiekolwiek istotne i zarazem znane mi ich powiązanie z rynkiem giełdowym — tłumaczy Ludwik Sobolewski.

Prezes GPW przypomina, że o wszystkim wiedział od samego początku. — Udział bliskiej mi osoby w spółce produkującej ten film został wyeliminowany. Nie ma różnicy, czy bliską osobą jest kuzyn, dziecko czy rodzic, wiedziałem od początku, że jest zaangażowana w spółkę z Patrykiem Vegą. Doszło do tego przed zaistnieniem sytuacji potencjalnego konfliktu interesów — wyjaśnia Ludwik Sobolewski. Anna Szarek i Patryk Vega do zamknięcia tego wydania gazety nie odpowiedzieli na pytania „PB”. Na oficjalnej stronie NewConnect Emil Stępień wciąż widnieje jako wicedyrektor Działu Rozwoju Rynku.

 

MINIWYWIADWYWIAD Z PROF. JANINĄ FILEK

Im większa władza, tym większa odpowiedzialność

Ekspert w dziedzinie etyki biznesu, wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, analizuje teoretyczną sytuację, bliźniaczo podobną do tej, którą opisaliśmy.

„PB”: Pan X jest prezesem dużej, wpływowej organizacji biznesowej, kontrolowanej przez skarb państwa. Pan Y jest jego podwładnym, zajmującym się nadzorowaniem zewnętrznych spółek z ramienia tej organizacji. Organizacja ta może przyjmować nowe spółki, może je też usuwać i karać. Partnerką pana X jest Z. To aktorka i współzałożycielka spółki Alfa, zajmującej się produkcją filmu „Beta”, w którym zagra właśnie Z. Pan Y zachęca, poprzez spotkania i e-maile ze służbowego adresu, do inwestycji w film „Beta”. Propozycje wysyła do spółek, które nadzoruje.

Prof. Janina Filek: Pan Y nie powinien wykorzystywać swojej pozycji „osoby nadzorującej” do zachęcania do inwestycji (chyba że w zakresie swoich działań ma takie prawo), ma to charakter szantażu lub może zostać odebrane przez uczestników rynku jako niedopuszczalne wywieraniepresji. Jeśli mu tego nie wolno, to dodatkowym nadużyciem jest korzystanie ze sprzętu służbowego do celów prywatnych oraz zajmowanie się sprawami niesłużbowymi w godzinach pracy.

Część spółek, którym złożono propozycje, odmawia. Jednocześnie odmawiający obawiają się, że to pogorszy ich relacje z nadzorcą organizacji, zastanawiają się, czy etyczne jest, aby menedżer z giełdy wykorzystywał swój autorytet do dbania o finanse projektu filmowego, w którym zagra i udziały ma partnerka pana X, prezesa organizacji.

Nie ma dla mnie specjalnego znaczenia fakt, że to jest partnerka prezesa, ale raczej fakt, na ile prezes wiedział o tym działaniu. Czasami bowiem zdarza się, że nadgorliwy pracownik podlizując się, stara się coś ugrać dla własnego szefa. Jeśli prezes wiedział o tych działaniach przy założeniu wcześniejszym, że Y nie ma tego w swoich obowiązkach służbowych, ponosi także winę, ponieważ jego obowiązkiem jest zadbanie o prawidłowe funkcjonowanie instytucji, którą kieruje.

Mleko się wylewa, sprawa dociera do dziennikarzy. W tym czasie prezes X przesuwa pana Y na mniej eksponowane stanowisko. Pan Y odkupuje udziały w spółce „Alfa” od pani Z. Prezes X uważa, że żadnych nieetycznych działań, konfliktów interesu nie było. Że odwołał z dotychczasowego stanowiska pana Y po to, by ten ewentualnie nie popadł w konflikt interesów.

Nie rozumiem, czemu go przeniósł na inne stanowisko, skoro wcześniej wiedział, że agituje. To jest nielogiczne, chyba że jest to próba uczynienia z Y kozła ofiarnego.

X sobie nie ma nic do zarzucenia, twierdzi, że sam odsunął się od podejmowania decyzji w sprawie spółek, którym Y złożył propozycję finansowania filmu.

X nie może odpowiadać za wysłanie propozycji, jeśli ich nie wysyłał, ale skoro odwołał pana Y, to uznał, że ten zrobił coś niewłaściwego. A skoro jego podwładny zrobił coś niewłaściwego, to on za to też ponosi odpowiedzialność jako jego przełożony. Jeśli zaś wiedział o wszystkim i teraz uznał to za naganne, to sam powinien uznać swoje zachowanie za naganne. Jeśli zaś nie wiedział, to ponosi winę za brak nadzoru nad swoimi podwładnymi. A odpowiedzialność osób na najwyższych poziomach władzy czy zarządzania jest największa, proporcjonalna do zakresu władzy.

 

MINIWYWIAD Z EMILEM STĘPNIEM

do niedawna dyrektorem rozwoju NewConnect

e-maile z konta GPW to efekt pomyłki…

…a przejrzystość modelu finansowania filmu Patryka Vegi jest nowatorska – twierdzi Emil Stępień, menedżer GPW.

„PB”: Kiedy odkupił pan od Anny Szarek udziały w spółce Ent One?

Emil Stępień: Jestem udziałowcem spółki Ent One od połowy września.

Dlaczego odkupił pan te udziały?

Wsparłem wcześniej starania mojego przyjaciela, z którym znam się od czasu debiutu spółki realizującej produkcję filmową, czyli od kilku lat, dotyczące jego nowych projektów filmowych. Gdy zauważyłem, że projekt filmowy zdobywa coraz większe uznanie w oczach potencjalnych inwestorów, a moja osoba staje się łącznikiem między nimi a reżyserem, postanowiłem zapewnić czytelność mojej roli w tym przedsięwzięciu, aby zapobiec wrażeniu dwuznaczności.

Czy ma pan doświadczenie w finansowaniu produkcji filmowej?

Od kilku lat interesuję się tą branżą, tak jak w ogóle interesuję się metodami finansowania innowacyjnych czy nietypowych przedsięwzięć. Uważam, że to, co teraz powstaje, jest nowatorskie przez swoją przejrzystość i pionierskie, zarówno w sferze artystycznej, jak i modelu finansowania.

Dlaczego i na jakich zasadach przesyłał pan oferty finansowania projektu filmowego Patryka Vegi do firm z NewConnect? Robił pan to jako osoba prywatna czy jako pracownik GPW?

Każda próba zainteresowania tematem produkcji filmowej jakiegokolwiek adresata zawsze poprzedzona była bezpośrednią rozmową z nim i wyrażeniem przez niego aprobaty dla otrzymania materiału dotyczącego filmu. Materiał ten nie był ofertą finansowania, jak pan sugeruje, tylko dokumentem zapoznającym z materią przedmiotowej produkcji filmowej, opisującym założenia projektu filmowego. Była to moja ściśle prywatna działalność, chociaż ze względu na to, że w pewnych okolicznościach mógłby powstać potencjalny konflikt interesów, o podjęciu tych czynności i ich przebiegu informowałem mojego pracodawcę.

Jeśli robił pan to jako osoba prywatna, to dlaczego używał pan do tego służbowego adresu e-mail?

Był to efekt pomyłki, miał charakter incydentalny i nie było to działanie intencjonalne.

Komu, jakim spółkom, doradcom, wysłał pan oferty finansowania projektu?

Traktuję to jako informację objętą taką ochroną jak tajemnica handlowa. Lista tych osób, które mają związek z rynkiem NewConnect, została przeze mnie przekazana pracodawcy, zgodnie z regulacjami obowiązującymi w GPW w kwestii zarządzania potencjalnym konfliktem interesów.

Jaki jest pana obecny status na GPW? Czym pan się zajmuje?

Nie jestem upoważniony do przekazywania szczegółowych informacji w tym zakresie. Zajmuję stanowisko menedżerskie z odpowiedzialnością niezwiązaną w żadnym stopniu z rynkiem NewConnect.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Człowiek prezesa montuje film