Cztery gwiazdy, które zgasły

Adrian Boczkowski, Maciej Zbiejcik
opublikowano: 10-07-2008, 00:00

Groclin, Amica, Sygnity oraz Krosno — te znane marki straciły swoją magię

Fortuna kołem się toczy. To powiedzenie dobrze pasuje do czterech giełdowych emitentów: Groclinu, Amiki, Sygnity (dawniej Computerland) oraz Krosna. Jeszcze kilka lat temu inwestorzy z podziwem mówili o tych spółkach, o ich inwestycjach i dużych kontraktach, ciesząc oko rosnącymi notowaniami. Dzisiaj najwytrwalsi akcjonariusze chcieliby zapewne o tej czwórce zapomnieć. W ciągu kilku lat stracili na ich akcjach większość zainwestowanego kapitału. Czasami spadek kursu na giełdzie tylko niewiele ustępuje upadłej Torze.

Inwestycja w papiery znanych firm o ugruntowanej pozycji rynkowej na początku hossy w wielu przypadkach okazała się błędem. Prezentujemy cztery spółki, które najbardziej straciły w oczach inwestorów. Wszystkie miały swego czasu podobne zalety, które przesłoniły wielu inwestorom pogarszające się realia. Warto je przeanalizować, by giełdowi gracze uniknęli w przyszłości podobnych wpadek.

Mocny złoty, drożejące surowce i bijące w marże rosnące koszty pracy — te zagrożenia przez lata przysłaniała inwestorom magia marki oraz pozycja na rynku (np. szklanego Krosna czy informatycznego Computerlandu). Jeszcze kilka lat temu inwestorom trudno było sobie wyobrazić, że Groclin, którego wyroby trafiały do samochodów Porsche, BMW czy Mercedesa, mógłby popaść w straty. Podobnie było z Amicą. Spółka z Wronek miała plany zawojowania nie tylko rynku wschodnioeuropejskiego, lecz także m.in. azjatyckiego. Dodatkowo kluby piłkarskie Groclinu (Dyskobolia) i Amiki (Amica Wronki, która przejęła Lecha Poznań) święciły triumfy na boisku. Co dobre, szybko się jednak kończy.

Tym, co przyciągało inwestorów do papierów „wielkiej czwórki”, był m.in. stabilny akcjonariat. To zmniejszało ryzyko gwałtownych zmian w spółkach i zwiększało szansę na wzrost ich wartości dzięki systematycznie wdrażanej strategii rozwoju. Jacek Rutkowski, prezes Amiki, kontrolował ponad 60 proc. kapitału producenta dużego sprzętu AGD. Podobnie było w przypadku Groclinu (Zbigniew Drzymała). Prawie 50 proc. akcji Krosna ma Zdzisław Sawicki, a w Sygnity rządzą fundusze.

Wiarygodność każdej z tych spółek zwiększała silna pozycja na rynku. Krosno to największy i najbardziej znany producent szkła gospodarczego w Polsce. Podobną pozycję zajmuje Amica, z tą tylko różnicą, że na krajowym rynku dużego AGD. Z kolei Groclin wabił inwestorów statusem jednego z największych w Polsce producentów wyposażenia i akcesoriów samochodowych. Atut Sygnity to miejsce w czołówce wśród dostawców rozwiązań informatycznych.

Kolejnym argumentem za inwestycją w akcje była mocna pozycja na warszawskim parkiecie. Amica i Sygnity (jeszcze jako Computerland) to niedawne blue chipy. Groclin w 2002 roku zyskał status największego ulubieńca inwestorów (najwyższa stopa zwrotu). Krosno natomiast to prawdziwy weteran — jedna z pięciu najstarszych spółek giełdowych.

Wymienionym firmom trudno będzie odzyskać zaufanie inwestorów. Zwłaszcza że buńczuczne wypowiedzi zarządów sprzed lat i optymistyczne ich prognozy okazały się z perspektywy czasu mrzonką. Trudne zadanie czeka zwłaszcza Amicę. Producent sprzętu AGD z Wronek najpierw pod koniec 2002 r. sprzedał instytucjom milion akcji po 36 zł, by za chwilę obniżyć prognozy finansowe. Później, w 2005 r., prezes zapowiadał poprawę wyników po rekordowo dobrym 2004 r. Tymczasem pojawiła się duża strata. W przypadku Sygnity zbyt ambitne (według niektórych analityków wręcz nierealne) plany rozwoju skłaniają inwestorów do traktowania wypowiedzi zarządu z przymrużeniem oka. Groclin i Krosno też nie są bez winy. Obie dużo eksportują i można się zastanawiać, czy w dostateczny sposób zabezpieczyły się przed coraz mocniejszym złotym (udało się to przecież niektórym emitentom). Rynek może mieć też żal do Groclinu, który długo zwlekał z zaprezentowaniem inwestorom strategii uwzględniającej nowe uwarunkowania makroekonomiczne.

Amica Wronki

Przyznał się do błędów

W kwietniu 2004 r. kurs producenta sprzętu AGD osiągnął historyczny szczyt 51 zł. Pomogła mu w tym restrukturyzacja oraz rosnąca sprzedaż. Flawiusz Pawluk z CA IB wycenił w czerwcu 2004 r. akcję Amiki na 50 zł. Przekonywał o słuszności wyceny także kwartał później, akcentując długoterminowe perspektywy firmy. Kurs jednak systematycznie spadał. Akcje potaniały do września 2005 r. o połowę (do 25 zł). Tymczasem jeszcze kilka miesięcy wcześniej (w lutym 2005 r.) Jacek Rutkowski, prezes i główny akcjonariusz Amiki, mówił o świetlanej przyszłości spółki. Chwilę później (w październiku 2005 r.) ogłosił jednak, że słabnący popyt w Polsce zaskoczył go, a firma popełniła błędy. Kurs spadł wtedy do około 19 zł. Prezes dalej jednak zapewniał, że jego firma zakończy rok na plusie. Tymczasem 44,9 mln zł zysku netto 2004 r. zamieniło się w 2005 r. w 9,5 mln straty.

W 2006 roku notowania rosły za sprawą hossy na GPW, planów budowy fabryki w Rosji, przejęcia Lecha Poznań czy dających nadzieję wyników III kw. Później było gorzej. Mało kto wierzył w zapowiadane skutki radzenia sobie z drożejącymi metalami i tworzywami sztucznymi. Po rocznym odwlekaniu rozpoczęcia budowy zakładu na Wschodzie Amica w zeszłym miesiącu całkowicie z niego zrezygnowała. Kurs jest już jednocyfrowy.

Jacek Rutkowski: Nikt nie spodziewał się, że w Polsce tak mocno siądzie popyt (…) Popełniliśmy pewne błędy i nie byliśmy przygotowani na taką sytuację. Teraz — poprzez ograniczanie kosztów, w tym również szeroko rozumianych kosztów personalnych — chcemy to naprawić.

prezes Amiki, „Parkiet” 15.10.2005

Groclin

Ucieczka na Ukrainę

Dzisiaj mało kto pamięta, że w 2002 roku akcje Groclinu były najlepszą inwestycją. Można było na nich zarobić przez rok astronomiczne 255 proc.

Dziś wielkopolski producent poszyć foteli samochodowych, choć jest marką znaną w całej Europie, znalazł się na dużym zakręcie. Kłopoty Groclinu zaczęły się w 2005 roku. Doskonale obrazuje to giełdowy kurs, który w trzy i pół roku stracił na wartości aż 93 proc. To jeden z najgorszych rezultatów na całym parkiecie. Wszystkiemu winne pogarszające się z roku na rok wyniki finansowe. Groclinowi, który zdecydowaną większość produkcji kieruje na eksport, mocno dał się we znaki rosnący w siłę złoty. Zyski zamieniły się w straty. Ostatnio spółka renegocjowała umowy kredytowe i dość nerwowo szukała partnera do klubu piłkarskiego Dyskobolii, który w zamian za miejsce w pierwszej lidze miał wyłożyć nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Groclin zaczął też coraz większą wagę przywiązywać do budowania drugiej nogi w biznesie. Chodzi o rozwój spółki Altax, producenta chemii budowlanej. Do tego pojawiły się spekulacje, że Groclin może sprzedać główną fabrykę w Grodzisku, a całą produkcję przenieść na Ukrainę.

Zbigniew Drzymała: Konsekwentna i skuteczna realizacja dotychczasowych zamierzeń i celów są podstawą do „skoku do przodu”. Wyrazem tego jest dynamiczny rozwój naszej inwestycji na Ukrainie i poszerzenie działalności w kraju (…) Wszelkie działania zarządu mają na celu podniesienie wartości firmy w dłuższym okresie czasu. To jest motto naszych działań.

prezes Groclinu (list prezesa z raportu rocznego z 2005 r.)

KROSNO

Tani dolar zabił eksport

Kiedyś marka Krosno naprawdę świeciła pełnym blaskiem. W czasach największej prosperity rynkowa wartość największego w kraju producenta szkła gospodarczego opiewała na 341 mln zł. Była to połowa 2004 roku. Teraz nieznacznie przekracza 60 mln zł, i to po uwzględnieniu nowej emisji akcji, z której uzyskano około 6 mln zł. Krosno jest na warszawskim parkiecie od samego początku i do momentu, kiedy nie popadło w straty, radziło sobie całkiem dobrze.

Problemy zaczęły się w 2005 roku. Wtedy firma straciła rentowność. Ze stratami borykała się jeszcze w 2006 roku. W ubiegłym pojawiły się zyski, jednak dalekie były one od tych z 2003 i 2004 roku. Wszystko przez to, że Krosno musi się zmagać z mocnym złotym, rosnącymi kosztami produkcji i wszechobecną konkurencją.

Firma cały czas szuka złotej formuły na biznes. Teraz chce postawić przede wszystkim na handel i promocję markowych wyrobów. Stara się być bardziej widoczna w kraju. Niedochodowa produkcja ma zostać ograniczana i część wydzielona za granicę. Do tego dochodzą zwolnienia grupowe.

Jacek Sołtys: Mamy nadzieję, że wszystkie podejmowane obecnie działania, głównie te o profilu inwestycyjnym i restrukturyzacyjnym, przyniosą w najbliższym czasie wymierne efekty.

prezes Krosna (list prezesa z raportu rocznego z 2005 r.)

Od 2000 roku do połowy zeszłeg

Nowa nazwa nie pomogła

Sygnity (dawniej Computerlandu)

Od 2000 roku do połowy zeszłego za akcję Computerlandu (w kwietniu 2007 r. firma zmieniła nazwę na Sygnity) płacono 80-120 zł. Problemy z uzyskaniem atrakcyjnych kontraktów i zadowalającej marży były głównym powodem przespania przez kurs minionej hossy.

Wypracowana przez lata informatyczna marka nie oparła się też ostatnim przecenom. Kurs tracił zdecydowanie mocniej niż indeksy, zjeżdżając poniżej 20 zł. Na nic zdało się przy tym przejęcie w zeszłym roku konkurencyjnego Emaksa. Podczas gdy grupie Sygnity udało się wypracować 11,9 mln zł czystego zysku w 2005 r., rok później miała 20,6 mln zł straty, a w 2007 r. — 81 mln zł na minusie. W I kw. tego roku firma już jest 26 mln zł pod kreską.

Na razie zmiana prezesa w połowie zeszłego roku (poprzedni nie był dobrze oceniany przez głównych akcjonariuszy) nie poprawiła sytuacji firmy. Tłumaczenie się ciągłą restrukturyzacją i planowanie wyprzedaży niektórych spółek zależnych (zbędnych aktywów) nie podoba się giełdowym graczom.

Michał Danielewski: Sygnity wkracza w 2007 rok jako firma o wzmocnionym potencjale i możliwościach. Przeprowadzony proces fuzji firm Sygnity i Emax doprowadził do powstania na polskim rynku IT podmiotu o zdecydowanie większych kompetencjach, reprezentującego zupełnie nową jakość.

były prezes Sygnity (list do akcjonariuszy z 2006 r.)

Pytanie Pulsu

Która z czterech spółek: Groclin, Amica, Sygnity czy Krosno będzie jeszcze świecić pełnym blaskiem?

Wojciech Szymon Kowalski

analityk Biuro Analiz i Koniunktur WS Kowalski

Wszystkie wymienione spółki mają równe szanse, aby wcześniej czy później wrócić do łask inwestorów. Każdą z nich stać na poprawę wyników finansowych i jeśli utrzymają dobrą formę przez co najmniej trzy, cztery kolejne kwartały, to mogą liczyć na ponowne zainteresowanie inwestorów.

Wyceny wymienionych spółek nie są wysokie, a każda z nich dysponuje dużym udziałem w rynku, na którym działa. Wychodzi więc na to, że są łakomymi kąskami do przejęcia dla inwestorów branżowych. Nie wykluczam, że przejęciom mogłoby towarzyszyć wyprowadzenie przejętej spółki z warszawskiego parkietu. Taki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny w przypadku chociażby Amiki Wronki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski, Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu