Czym grozi wpis do rejestru dłużników

Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Polacy bardziej boją się tego, że za długi bank nie da im kredytu, niż że utracą dobry wizerunek. Co czwarty nie wie, co zrobić, aby zniknąć z rejestru.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • Jakie są konsekwencje wpisania dłużnika do Krajowego Rejestru Długów
  • Jakie są główne obawy Polaków związane z tym wpisem
  • Jak przedsiębiorcy zareagowaliby na informację, że zostali sprawdzeni przez inną firmę w KRD

Czym grozi wpis do rejestru dłużników

opublikowano: 03-08-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Polacy bardziej boją się tego, że za długi bank nie da im kredytu, niż że utracą dobry wizerunek. Co czwarty nie wie, co zrobić, aby zniknąć z rejestru.

Jakie są konsekwencje wpisania dłużnika do Krajowego Rejestru Długów (KRD)? Najpoważniejszym skutkiem takiego działania jest, według 70 proc. Polaków, brak możliwości zaciągnięcia kredytu i pożyczki. 56 proc. badanych uważa, że taki wpis może utrudnić zakupy na raty, natomiast 45 proc. zwraca uwagę na możliwe problemy z zawarciem umowy abonamentowej np. na telefon, internet lub telewizję. Z kolei 29 proc. pytanych zdaje sobie sprawę z tego, że dłużnik figurujący w KRD nie może skorzystać z opcji odroczonej płatności np. podczas zakupów w sklepie internetowym. Takie są wyniki najnowszego sondażu o KRD przeprowadzonego przez TGM Research.

Uczciwość wymuszona

Co istotne, badani mają też na uwadze kwestie natury moralnej – dla 55 proc. pojawienie się w KRD oznacza utratę wiarygodności i dobrego imienia, a dla 23 proc. wstyd przed tym, co powiedzą inni.

– Z tego badania płyną dwa wnioski, oba mało optymistyczne. Po pierwsze, nadal spory odsetek Polaków nie czyta umów, które podpisuje, bo sklepy nie kredytują zakupów na raty, robią to banki. Po drugie, bardziej boimy się utraty ekonomicznych korzyści niż dobrego imienia, co wskazywałoby, że dla sporej grupy społeczeństwa uczciwość jest niejako wymuszona obawą przed restrykcjami, a nie wynika z przekonania – komentuje Adam Łącki, prezes zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Na możliwość utraty dobrego wizerunku z powodu niespłacania długów najmniej zwracają uwagę najmłodsi Polacy. Obawy z tym związane ma 42 proc. respondentów w przedziale 18-24 lata, 53-59 proc. osób między 35. a 64. rokiem życia i 69 proc. w gronie najstarszych.

– Nie jest to zaskakujące, choć niewątpliwe smutne. Od lat obserwujemy, że najmłodszemu pokoleniu najłatwiej przychodzi decyzja, żeby czegoś nie zapłacić i nie czuć z tego powodu dyskomfortu. Pocieszające jest to, że wraz z wiekiem zmieniają podejście, niestety u części z nich jest to konsekwencja trafienia wcześniej do rejestru dłużników – dodaje Adam Łącki.

Tylko całkowita spłata

Co zdaniem Polaków trzeba zrobić, aby zniknąć z rejestru? Według co czwartego respondenta wystarczy spłacić część długu, a zdaniem co dziesiątego - trzeba zgłosić sprzeciw do KRD. Nie jest to jednak prawdą – podobnie jak to, że wystarczy wycofanie zgody RODO na przetwarzanie danych osobowych (9 proc.) lub zgłoszenie sprzeciwu do wierzyciela lub do UOKiK-u (po 7 proc. wskazań).

Informacja dla wszystkich, którzy nie wiedzieli: sposobem na to, wpis o zadłużeniu zniknął z KRD, jest całkowita spłata zadłużenia. Tak uważa trzy czwarte Polaków i to oni mają rację.

Wśród przedsiębiorców co drugi (55 proc.) deklaruje, że gdyby dowiedział się, że został wpisany do KRD za nieuregulowaną w terminie fakturę, natychmiast spłaciłby cały swój dług.

Niektóre osoby wpisują dłużników do KRD, żeby odzyskać pieniądze, natomiast inne sprawdzają swoich kontrahentów profilaktycznie - żeby dłużników nie mieć. W dużych firmach i sektorze finansowym taka praktyka jest standardem, natomiast wśród małych i średnich przedsiębiorców to wciąż przedmiot kontrowersji. Wielu z nich uważa, że takie monitorowanie jest nietaktem, bo klientowi trzeba ufać.

A jak przedsiębiorcy zareagowaliby na informację, że zostali sprawdzeni przez inną firmę w KRD? Co piąty by się obraził, jednak tylko w 8 proc. uraza byłaby tak silna, że uniemożliwiałaby dalszą współpracę. Co dziewiąty podjąłby kooperację. Niemal połowa ankietowanych firm (49 proc.) z sektora MŚP uznałaby, że skoro kontrahenci sprawdzają, to chcą współpracować - i taką współpracę by podjęła.

– To dobry wynik. Pokazuje, że już połowa przedsiębiorców przyswaja sobie te standardy działania, jakie obowiązują w dużych firmach czy instytucjach finansowych: uważają, że sprawdzanie kontrahenta to normalna procedura. Te obawy, że ktoś się na nas obrazi, są pokłosiem ciągle mocno obecnego w naszej kulturze przekonania, że to wierzyciel ma się zawsze wstydzić – albo tego, że sprawdza, albo tego, że domaga się spłaty – a nie dłużnik, który często kreuje się na ofiarę. Kiedy w połowie 2008 r. pod patronatem KRD uruchamialiśmy program Rzetelna Firma, wielu właścicieli nie chciało się chwalić tym, że są uczciwi, jakby to było coś niewłaściwego – mówi Andrzej Kulik, ekspert programu Rzetelna Firma.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.