DCT Gdańsk nabiera wiatru w żagle. Spółka zapewniła sobie 290 mln EUR finansowania na budowę drugiego głębokowodnego nabrzeża. Trwa podpisywanie umowy kredytowej.



— Pierwszy statek przycumuje przy nabrzeżu T2 do końca 2016 r. Projekt podwoi zdolności przeładunkowe do 3 mln TEU [kontenerów dwudziestostopowych — red.] rocznie, a to już jest pierwsza liga światowa — mówi Maciek Kwiatkowski, prezes DCT Gdańsk, który ostatnio odpowiadał za budowę podobnej wielkości terminala kontenerowego w Peru.
Wodowanie budowy
W ubiegłym roku DCT Gdańsk, jedyny terminal głębokowodny w rejonie Morza Bałtyckiego, do którego bezpośrednio zawijają statki z Dalekiego Wschodu, miał ponad 1,15 mln TEU przeładunku. W tym roku zanotuje wzrost, a od 2015 r. dzięki szóstej suwnicy nabrzeżowej będzie zdolny przeładować 1,5 mln TEU. Największe europejskie porty są dziś kilkakrotnie większe od polskiego — w 2013 r. Rotterdam miał 11,62 mln TEU przeładunku, Hamburg — 9,3 mln TEU, a Antwerpia — 8,58 mln TEU.
— Jesteśmy atrakcyjni, bo dajemy liniom żeglugowym możliwość wejścia przez Bałtyk dużo bliżej docelowego miejsca przeznaczenia towarów do Europy Środkowej i Wschodniej niż porty zachodnioeuropejskie. Dziś jesteśmy ograniczeni zdolnością przeładunkową. Maersk Line, którego statki oceaniczne przypływają co tydzień, wykorzystuje nasze możliwości do maksimum — mówi Maciek Kwiatkowski.
Średnia liczba przeładowanych kontenerów w DCT w jednym tzw. zawinięciu oceanicznym jest druga co do wielkości w świecie wśród terminali obsługujących linię Maersk. Od Gdańska lepsze jest jedynie Los Angeles.
— Rozpoczęcie budowy planujemy jeszcze w tym roku. Czeka nas potem wiele działań poprzedzających proces budowlany, w tym przygotowanie terenu. Wbicie pierwszej łopaty odbędzie się pewnie już w przyszłym roku — przewiduje Maciek Kwiatkowski.
Generalnym wykonawcą jest belgijski NV Besix.
Wyspa skarbów
W pierwszy terminal T1 banki i akcjonariusze, głównie Global Infrastructure Fund II zarządzany przez australijską Macquarie Group, zainwestowali ponad 200 mln EUR.
— Terminal powoli zaczyna na siebie zarabiać. Najważniejsze, że był strzałem w dziesiątkę i zmienił miejsce Polski na transportowej mapie świata — podkreśla Adam Żołnowski, wiceprezes DCT Gdańsk ds. finansowych. W trzy lata terminal podwoił do blisko 1,9 mld zł roczne wpływy do budżetu państwa z tytułu podatków od ładunków, które są w nim przeładowywane. Sukces ułatwił zdobycie finansowania.
— To będzie jedna z pierwszych i największa w historii Polski transakcja project finance. Przy bardzo ograniczonym wkładzie własnym finansowanie zapewniają banki: EBOR, BGK, mBank, Pekao, PKO BP i BNP Paribas, a także PZU. Widzą, że inwestują w projekt ważny dla Polski, bo podwoimy wpływy do budżetu. EBOR postrzega nas jako platformę transportu intermodalnego, dzięki czemu ceny towarów spadają, a krótsze dystanse w transporcie lądowym oznaczają niższą emisję CO 2 — mówi Adam Żołnowski.
Firma doradcza Ocean Shipping Consultants szacuje, że do 2025 r. regionalne zapotrzebowanie na kontenery wzrośnie w regionie Bałtyku o 129 proc., do 26 mln TEU.
— Holandia i Niemcy nie przechwycą tego wzrostu i w Polsce wyniesie on 152 proc., do 3,1 mln TEU. Np. do Hamburga nie mogą wpływać największena świecie statki, a do nas tak — przekonuje Maciek Kwiatkowski.
Wszystkie chwyty dozwolone
Podkreśla, że dotychczas udało się zrealizować wszystko zgodnie z planem, choć DCT Gdańsk musiał się zmierzyć z nietypowymi przeszkodami. Jedną z nich był GCT Gdynia-Hutchison Port Holdings, który w ubiegłym roku złożył skargę do Komisji Europejskiej na Zarząd Morskiego Portu w Gdańsku w sprawie rzekomych nieprawidłowościprzy dzierżawie gruntu DCT. Inwestycja w drugi terminal stanęła pod znakiem zapytania.
— Wysiłki konkurencyjnego operatora terminalowego nie skończyły się zamierzonym efektem, bo mamy finansowanie. To było niepotrzebne utrudnienie. Gdynia może spokojnie funkcjonować obok Gdańska, tyle że w bardziej regionalnym charakterze — ocenia Adam Żołnowski. GCT przeładowuje rocznie 270 tys. TEU.