Dealing walutowy na stronach www

Kamil Kosiński
opublikowano: 28-09-2009, 00:00

Bankowe oferty związane z handlem zagranicznym wstrzeliły się w oczekiwania firm.

Bankowe oferty związane z handlem zagranicznym wstrzeliły się w oczekiwania firm.

Handel zagraniczny jest obecnie powszechny. Mniejsze i większe firmy potrzebują walut obcych, by rozliczać transakcje importowe, bądź uzyskują przychody w takich walutach w związku z realizacją kontraktów eksportowych. Wymiana walut w kantorach lub po kursach z tabel walutowych banków jest mało korzystna, bo i kantory, i banki uwzględniają w kursach marżę zwaną spreadem.

Największym klientom banki już dawno udostępniły usługi dealerów walutowych zawierających transakcje wymiany walut po kursach z rynku międzybankowego, ale progi wejścia do takich usług ustawiono początkowo bardzo wysoko. Z czasem spadły do 10-20 tys. jednostek głównych walut (złotego, euro, dolara), ale i tak nie wzbudziły większego zainteresowania małych i średnich firm.

— Okazało się, że jeśli ktoś ma płatność w wysokości 10-15 tys. euro lub dolarów, to rzadko dzwoni do dealera, by zawrzeć transakcję — twierdzi Adam Pers, dyrektor departamentu rynków finansowych Raiffeisen Bank Polska.

Usługa polega bowiem na wcześniejszym poinformowaniu dealera walutowego banku o chęci zrealizowania transakcji o wstępnie określonych parametrach. Gdy kurs walut na rynku międzybankowym zbliża się w interesującym klienta dniu do pożądanego przez niego poziomu, dealer oddzwania informując o sytuacji. Przez telefon zleca się też zawarcie transakcji kupna lub sprzedaży walut.

Nadspodziewany popyt

Przełom nastąpił jesienią 2005 r. Korzystający z marki Citibanku, Bank Handlowy w Warszawie zaoferował wtedy klientom biznesowym usługę Online Trading, czyli samodzielne zawieranie transakcji na rynku międzybankowym za pośrednictwem systemu internetowego banku. Przez trzy lata żadna inna instytucja nie powieliła tego pomysłu.

— Byliśmy zdziwieni, że inne banki nie podążyły natychmiast naszym śladem — przyznaje Bartłomiej Łada, odpowiedzialny za departament sprzedaży w pionie skarbu Banku Handlowego w Warszawie.

Dopiero w kwietniu 2008 r. Bank Pekao uruchomił podobną platformę o nazwie Autodealing. W lutym Raiffeisen Bank Polska uruchomił platformę R-Dealer, nieco później bank BPH udostępnił DealingNet. Z kolei Alior bank oferuje tego typu usługi pod identyczną nazwą co Bank Pekao — Autodealing. Progi pojedynczych transakcji albo w nich nie istnieją, albo ustawione są na symbolicznym poziomie 100-5000 jednostek głównych walut.

Pionierski Bank Handlowy w Warszawie ma oczywiście najwięcej klientów korzystających z internetowej wymiany walut — ponad 5 tys. Raiffeisen Bank Polska zakładał, że w ciągu roku zdobędzie 2,5 tys. klientów. Po pół roku ma ich 3,8 tys. a do końca 2009 r. chce dojść do 4 tys. Alior Bank ma 2 tys., a Bank Pekao nie ujawnił liczby klientów. W Banku BPH z internetowego dealingu korzysta 1 tys. firm, czyli co drugi użytkownik nowej platformy e-bankowości dla firm. Tomasz Ludwin, dyrektor ds. bankowości transakcyjnej w obszarze klienta biznesowego Banku BPH, zaznacza, że w większości są to klienci korzystający z usługi bardzo aktywnie, a nie realizujący pojedyncze transakcje. Dodajmy, że klienci z sektora małych i średnich firm. Bo ci najwięksi wolą dzwonić do dealerów walutowych.

— Im większa firma, tym mniejsza skłonność do zawierania transakcji przez Internet. Wciąż chyba istnieje rodzaj bariery psychologicznej związanej z przeprowadzaniem dużych transakcji przez Internet — mówi Bartłomiej Łada.

— Przeciętna wartość transakcji internetowej wynosi 40-60 tys. zł i jest znacząco mniejsza od transakcji zawieranej za pośrednictwem dealerów — przyznaje Adam Pers.

Akredytywy i gwarancje

Inne usługi, które zyskują na popularności to wykup wierzytelności (faktoring), gwarancje bankowe i akredytywy.

— Z tych ostatnich korzystają przede wszystkim importerzy, rzadziej eksporterzy. Wzrost ich popularności świadczy więc o rosnącej aktywności polskich firm za granicą. Wzrost zainteresowania gwarancjami jest bezpośrednio skorelowany ze wzrostem wielkości firm działających na rynku kontraktowym. Początkowo jako rękojmie swojej odpowiedzialności zostawiają one kaucje, wraz ze wzrostem wartości kontraktów przestaje się to opłacać i sięgają po gwarancje bankowe — uważa Paweł Mitoraj, dyrektor departamentu korporacyjnych produktów kredytowych ING Banku Śląskiego.

Przyznaje przy tym, że może to sugerować poprawę sytuacji gospodarczej. Zwraca jednak uwagę, że wzrost popytu na faktoring ma wręcz przeciwne podłoże.

— Świadczy o tym, że firmy nie są zadowolone z cyklu spływu należności — podkreśla Paweł Mitoraj.

Firmy nie zawsze też są zadowolone z wysokości kredytów obrotowych. Bankowcy argumentują jednak, że trudno im utrzymywać limity na tych samych poziomach, jeśli sytuacja firm jest mniej stabilna niż kilkanaście miesięcy temu. Z drugiej strony kredyty inwestycyjne rosną, choć wolniej niż w latach poprzednich.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy