Deweloperzy rozczarowani sprzedażą

Emil Górecki
opublikowano: 2013-01-09 12:15

Większość giełdowych deweloperów jest rozczarowana zeszłoroczną sprzedażą, jednak liczba nowych inwestycji nie spada

Zeszły rok był dla deweloperów bardzo trudny. Spowolniła cała gospodarka łącznie z rynkiem pracy, spadła dostępność kredytów, stopniowo wygaszany był program Rodzina na Swoim, a stopy procentowe utrzymywały się na wysokim poziomie. Mimo to deweloperzy nie zaniechali rozpoczynania nowych projektów, więc klient mógł w ofercie przebierać. Optymizm na początku zeszłego roku był duży, ale już w wakacje szefowie spółek deweloperskich zaczęli rewidować oczekiwania.

Jeden nad kreską

Z giełdowych deweloperów jedynie Robygowi udało się zrealizować zapowiedzi. Spółka sprzedała 1,1 tys. mieszkań, a w trudnym 2013 r. chce sprzedać kolejny tysiąc.Prezes Zbigniew Wojciech Okoński sukces sprzedażowy tłumaczy trafionymi lokalizacjami, dobrą strukturą mieszkań, marketingiem i odpowiednio dużą ofertą.

— Wygląda na to, że straszenie klientów kryzysem już nie działa. Ci, którzy chcą i mogą kupić mieszkanie, przychodzą do biur sprzedaży. Wcześniej chyba przesadnie obawialiśmy się roku bez żadnego państwowego programu wsparcia — uważa prezes Robyga. Robyg w kryzysie rośnie najszybciej i niedługo może zawalczyć z niekwestionowanym dotychczas liderem — Dom Development. Spółka sprzedała w zeszłym roku o 15 proc. mniej, niż planowała — 1436 lokali.

— W tej sytuacji wyniki sprzedaży oceniamy jako bardzo dobre. Utrzymaliśmy pozycję lidera na rynku warszawskim i obroniliśmy marże poprzez niewielkie, znacznie mniejsze niż odnotowane na rynku, obniżki cen mieszkań — mówi Jarosław Szanajca, prezes Dom Development. Pozostałym giełdowym deweloperom też nie udało się zrealizować obietnic.

Najsłabiej wypadł Marvipol, który sprzedał o 32 proc. mniej, niż zapowiadał.

— Oczywiście nie jesteśmy zadowoleni, jednak pod względem przychodów różnica między 2012 r. a poprzednim jest niewielka. Ponadto sprzedawaliśmy średnio o 4 mkw. większe lokale — mówi Sławomir Horbaczewski, wiceprezes Marvipolu. O 30 proc. mniej niż w planie sprzedało trójmiejskie Inpro.

— W 2013 r. będziemy znacznie ostrożniejsi, bo trzeba się liczyć z pogorszeniem popytu. Jednak mniejszej sprzedaży nie traktuję jako porażki. Liczy się utrzymanie marży oraz kondycja firmy. Inpro jest dziś prawie niezadłużone — zaznacza Piotr Stefaniak, prezes trójmiejskiego dewelopera.

Szał budowania

Jednak, jak wynika ze wstępnych danych firmy REAS, deweloperzy wierzą w rynek znacznie silniej, niż o tym mówią. Źródłem optymizmu jest bardzo dobra sprzedaż przede wszystkim w aglomeracji warszawskiej, która jest największym rynkiem nowych mieszkań. Ale nie tylko.

— Zaskakująco wysoka jest liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w czwartym kwartale zeszłego roku, choć wszystkie czynniki wskazywałyby, że ta liczba będzie spadać. Tak robią szczególnie duzi, silni i najbardziej profesjonalni deweloperzy. Reżim ustawy deweloperskiej ogranicza dostęp do pieniędzy klienta w czasie budowy. Z tego wnioskujemy, że inwestycje mają zagwarantowane finansowanie bankowe lub własne, a ich właściciele są przekonani, że ich produkt będzie się sprzedawał lepiej niż konkurencji — mówi Katarzyna Kuniewicz, szefowa działu badań REAS. Na koniec III kwartału w sześciu największych aglomeracjach było 12,7 tys. gotowych niesprzedanych mieszkań. Zdaniem Sławomira Horbaczewskiego, deweloperzy nie powinni się nimi przejmować, bo to zwykle lokale źle zaprojektowane i w nietrafionych lokalizacjach. Żeby sprzedawać, trzeba budować nowe.

— Trzymanie gruntu generuje deweloperowi spore koszty. Mimo niełatwych warunków gospodarczych popyt na mieszkania jest duży, choć oczywiście mniejszy niż w hossie. Dodatkowo zachęcają spadające koszty wykonawstwa — tłumaczy wiceprezes Marvipolu.