Dieta brutto jak gwóźdź do trumny

Szykują się zmiany w zasadach wynagradzania kierowców. Niestety ich projekt wzbudza kontrowersje

Temat płac minimalnych w Europie jest systematycznie podgrzewany doniesieniami z Brukseli. Zmiany w płacach pracowników, narzucane przez dyrektywy unijne, musiały mieć odbicie również w polskim ustawodawstwie. Nasza odpowiedź na wytyczne unijne nie jest jeszcze ostateczna, bo nadal trwają konsultacje nad projektem zmian. Ich pomysły wzbudzają jednak kontrowersje.

Nic nie jest postanowione

— Pierwsze doniesienia o projektowanych zmianach mogą wywoływać negatywne emocje [wzrost kosztów w przedsiębiorstwach, zwiększenie biurokracji — przyp. red.], ale warto zauważyć, że brane są pod uwagę również czynniki ekonomiczne związane z branżą transportową, która rzutuje na wszystkie gałęzie gospodarki. Do unijnych regulacji większość firm już się dopasowała i mamy gotowe rozwiązania, sprawdzające się podczas kontroli służb unijnych — mówi Mariusz Hendzel, ekspert Kancelarii Transportowej ITD-PIP.

Podkreśla, że proponowane zmiany w polskich przepisach, takie jak brak nieoskładkowanych diet dla kierowców, podwyższenie płacy minimalnej dla tej grupy zawodowej czy regulacje dotyczące odpoczynków w kabinie, nadal są dyskutowane.

— Według naszych przewidywań zmiany, które ostatecznie zostaną wprowadzone, nie będą aż tak drastyczne, gdyż skutki ekonomiczne propozycji związkowych wpływają negatywnie nie tylko na finanse przedsiębiorstw transportowych, ale również na budżet państwa. Spowodują wyższe świadczenia socjalne z ZUS i mniejsze wpływy z podatków. Zmiany w proponowanym kształcie wpłynęłyby też na ceny podstawowych artykułów w sklepach. Dlatego też przewidywana przeze mnie ostrożność w uchwalaniu zbyt rygorystycznych zmian — mówi Mariusz Henzel.

Zagrożenie katastrofą

Odnosząc się do propozycji nowych przepisów, Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, wskazywał podczas jednego z serii spotkań z przewoźnikami, że regulacje mają dotyczyć tylko polskich przedsiębiorstw.

— W tym tkwi główne zagrożenie, bo doprowadzi do osłabienia pozycji Polaków na unijnym rynku — uważa Jan Buczek.

Zgodnie z obecnymi przepisami takie elementy wynagrodzenia kierowcy jak dieta czy ryczałt za nocleg nie są oskładkowane. Zdaniem wielu przewoźników doprowadzenie do „ubruttowienia” tych składowych wynagrodzenia doprowadzi do wzrostu kosztów pracy od 10 do nawet 30 proc. A tego branża nie wytrzyma.

— Nie rozumiem propozycji nowego systemu wynagrodzeń kierowców. Z dużym zdziwieniem przyjmuję to, że można jednocześnie lobbować w Brukseli za wyłączeniem z dyrektywy sektora transportu i w tym samym czasie inicjować spójne z tą dyrektywą regulacje lokalne. Nie jestem w stanie pojąć, jak można argumentować w Komisji Europejskiej, że proponowane zmiany doprowadzą do upadku polski transport międzynarodowy, jednocześnie składając propozycję podnoszącą koszty pracy o kilkadziesiąt procent. Trochę gorzko można by zażartować, że nie damy nikomu zniszczyć naszego transportu — zrobimy to sami — komentuje Paweł Trębicki, szef Raben Transport.

Możliwy precedens

Oczywiście aktualne przepisy wymagają zmian. Po dopuszczeniu przez sądy możliwości dobrowolnego wypłacania przez firmy ryczałtu za noclegi ten dodatek stał się dość popularną formą realizowania wypłat. W kontekście chronicznego deficytu kierowców wielu przewoźników właśnie tą drogą wprowadzało podwyżki— maksymalizując nieopodatkowane i nieoskładowane diety i ryczałty za noclegi. W rezultacie w niektórych przypadkach nawet trzy czwarte wynagrodzenia ma taki właśnie charakter. Finalnie kierowca otrzymuje od 7 do 9 tys. zł netto. Natomiast tylko część tego wynagrodzenia stanowi zabezpieczenie w przypadku choroby czy buduje przyszłą emeryturę. Oczywiście nie należy generalizować. Coraz więcej firm, starając się pozyskać i utrzymać najlepszych pracowników, wypłaca nawet ponad 5 tys. zł wynagrodzenia podstawowego.

— Jak zawsze, również w tym przypadku niewidzialna ręka rynku działa najskuteczniej. Jestem przeciwnikiem traktowania w ustawie kierowcy jako pracownika delegowanego, natomiast nie widzę większych problemów z opodatkowaniem i „ozusowaniem” płacy do wysokości średniego wynagrodzenia w przemyśle. Z pewnością podnosi to standard w branży i może pomóc zwiększyć zainteresowanie zawodem — twierdzi Paweł Trębicki.

Szybko jednak dodaje, że jednocześnie zastanawia się, czy transport ma być jedyną w ten sposób uregulowaną branżą, czy też jesteśmy już gotowi do zawierania porozumień sektorowych.

— Ten ruch może się stać precedensem dla innych branż. Podzielam zdanie, że emerytura z minimalnej podstawy może być głodowa, ale kierowcy mają chociaż możliwość odłożenia na przyszłość części wypłaconych pieniędzy. Wydaje się, że takich możliwości mogą nie mieć np. lekarze czy nauczyciele — dodaje Paweł Trębicki. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Dieta brutto jak gwóźdź do trumny