Zwyżki poszczególnych indeksów były mniejsze lub większe, ale w każdym wypadku przełożyły się na najlepsze miesiące średnich od roku lub przeszło roku. Finalnie S&P500 zyskał w listopadzie 8,9 procent, gdy Nasdaq Composite wzrósł o 10,7 procent przy zwyżce DJIA o 8,8 procent. W przypadku rynków europejskich do odnotowania są min. wzrosty niemieckiego DAX-a o 9,5 procent i francuskiego CAC o 6,2 procent. Dobra postawa giełd w ostatnim tygodniu listopada stale była budowana na oczekiwaniach wobec zmian w polityce Fed i spadku rentowności długu. W przypadku Fed na radar inwestorów wkroczyły skrajnie optymistyczne scenariusze w postaci pierwszej obniżki ceny kredytu już na marcowym posiedzeniu FOMC i cykl pięciu obniżek stóp procentowych w 2024 roku. W przypadku długu finałowy tydzień listopada przełożył się na rajd popytu – i związane z tym spadki rentowności – jakich nie było na rynku czasami od lat osiemdziesiątych XX wieku. Tylko w przypadku benchmarkowych papierów dziesięcioletnich rządu USA w piątek rentowność spadła poniżej 4,2 procent, gdy w połowie października przekraczała psychologiczną barierę 5 procent. Sumując, piątkowe wejście w finałowy miesiąc roku zostało zagrane na bazie zmiennych, które zdominowały zakończony właśnie miesiąc.
Uwzględniając zarysowany wyżej układ sił należy odnotować, iż nadzieje rynków akcji nie były budowane tylko na grząskim gruncie. Odczyty makro z USA generalnie potwierdzają oczekiwania inwestorów, iż Fed będzie miał przestrzeń do obniżek ceny kredytu. Inflacja spada, wzrost gospodarczy pozostaje na tyle solidny, iż stale może być grany scenariusz miękkiego lądowania, a więc sprowadzenia inflacji do celu Rezerwy Federalnej bez pchnięcia gospodarki w recesję. W bieżącym tygodniu układ sił może zostać wzmocniony danymi z rynku pracy w USA, które podkreślą znane już z poprzedniego miesiąca przesunięcie liczby kreacji etatów poniżej bariery 200 tys. i wzrost stopy bezrobocia w okolice 3,9 procent, gdy przed sześcioma miesiącami dane pokazywały poziom 3,4 procent. Publikowane w piątek dane stale mogą wydawać się mocne, ale sumują się w obraz rynku pracy, który przestaje być tylko rynkiem pracobiorcy i redukuje presję płacową sprzyjającą wzrostowi inflacji. Efektem powinno być podkreślenie znanego inwestorom faktu, iż niezależnie od tego, co powiedzą przedstawiciele Fed, amerykański bank centralny jest już na ścieżce prowadzącej do rozpoczęcia nowego cyklu w polityce monetarnej. W praktyce gra nie ogniskuje się już wokół wątpliwości, czy kolejnym krokiem będzie obniżka stóp procentowych, ale kiedy dojdzie do pierwszej obniżki.
Prognozy na przyszły rok jawią się jako ważne średniookresowo. W istocie gracze instytucjonalni już muszą pozycjonować się pod to, jak rynki akcji będą wyglądały w perspektywie kolejnych kilku kwartałów, a nawet w końcówce przyszłego roku. W tym układzie sił dominuje oczekiwanie na wzrost zysków, również poza Wspaniałą Siódemką firm z branży technologicznej (Apple, Microsoft, Alphabet, Amazon, Nvidia, Meta Platforms i Tesla). Jednak wcześniej rynki mają do rozegrania
końcówkę roku i tzw. rajd Świętego Mikołaja. W tym kontekście doskonały, ostatni miesiąc może jawić się jako utrudniający zwyżki indeksów, zwłaszcza spektakularne, ale historia pokazuje, iż dobry listopad był zwykle fundamentem pod dobry grudzień. W praktyce nie można wykluczać scenariusza, w którym po płytkich korektach – może nawet konsolidacjach – indeksy ruszą do dalszych zwyżek i w większości przypadków zamknął grudzień na rocznych maksimach, co w części przypadków będzie oznaczało ledwie maksima hossy, a w innych nawet nowe, historyczne rekordy. Nawet jeśli do końca grudnia nie pojawi się już wiele więcej niż udało się ugrać w perspektywie year-to-date do końca listopada, to inwestorzy i tak będą mogli uznać rok za udany i – co ważne – za pierwszy rok nowej hossy, które w przeszłości bardzo rzadko trwały ledwie cztery czy pięć kwartałów.
