Czytasz dzięki

Dolar musi stracić, żeby pomóc

opublikowano: 23-06-2020, 22:00

Główna para walutowa powróciła do poziomu sprzed 12 miesięcy. Potrzeba jeszcze 10 centów osłabienia dolara, by wpłynęło to na inne rynki.

Francja, Niemcy, potem cała strefa euro i Wielka Brytania — w takiej kolejności opublikowane zostały we wtorek indeksy PMI dla przemysłu i usług. Wszystkie przekroczyły oczekiwania. Podobnie zresztą jak japoński PMI dla przemysłu, opublikowany w nocy czasu europejskiego.

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM, uważa, że obecne
osłabienie amerykańskiego dolara to głównie efekt płynnościowy i jako takie nie
wpłynie jeszcze na rynki akcji i surowców.
Zobacz więcej

TO NIE TO:

Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM, uważa, że obecne osłabienie amerykańskiego dolara to głównie efekt płynnościowy i jako takie nie wpłynie jeszcze na rynki akcji i surowców. Fot. ARC

— Żyjemy w pewnej bańce dezinformacji, co widać choćby po wtorkowych odczytach PMI. Są świetne, ale kompletnie bezużyteczne, gdyż metodologicznie opierają się na pytaniu, czy jest lepiej czy gorzej. To badania sporządzone z myślą o normalnych zmianach w gospodarce, które zachodzą szybciej lub wolniej, ale nie zero-jedynkowo. Dlatego obecnie straciły wartość. Jeśli się zapyta francuskiego restauratora, któremu w czerwcu pozwolono otworzyć lokal, czy w czerwcu jest mu lepiej czy gorzej, to wiadomo, że prawie wszyscy powiedzą, że jest im lepiej. Ale nie mówi to nam nic na temat tego, o ile jest lepiej — podkreśla Przemysław Kwiecień, główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

Optymizm i realia

We wtorek 23 czerwca 2020 r. niemiecki indeks DAX zyskiwał jednak 2,7 proc. proc., a francuskiCAC 40 około 1,8 proc. Na ponaddwuprocentowym plusie był WIG20. Po południu europejskie indeksy zaczęły jednak oddawać pole. Amerykańskie PMI były lepsze od oczekiwań, ale nie tak bardzo jak europejskie. Nie zmieniła się za to sytuacja na rynku walutowym. Kurs EUR/USD znów przekroczył 1,13. W okolice tego poziomu doszedł zaś pod koniec pierwszej dekady czerwca i jeśli nie liczyć marcowego epizodu, jest to najwyższy kurs od pierwszej połowy 2019 r. Przemysław Kwiecień uważa jednak, że obecnej przeceny amerykańskiego dolara nie należy przeceniać, szczególnie w kontekście rynków akcji i surowców.

— Ten ruch nie jest duży. To nie jest zmiana, jaką mieliśmy 10 lat temu, gdy w trakcie kryzysu amerykański dolar bardzo się umocnił, a po kryzysie osłabił na kilka lat. Wtedy faktycznie surowce ogromnie na tym skorzystały. Złoto, srebro, ropa, miedź odnotowały w 2011 r. poziomy cenowe, których od tamtej pory nie widzieliśmy. W wielu przypadkach były to historyczne maksima. Czy teraz tak będzie? Mamy na pewno inną sytuację — zaznacza Przemysław Kwiecień.

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że polityka pieniężna bardzo się zmieniła. Jego zdaniem nawet po ostatniej przecenie dolar cały czas jest przewartościowany, ale inwestorzy stracili punkt odniesienia w postaci rynku obligacji, który był przez wiele lat drogowskazem pokazującymzmianę oczekiwań co do tempa wzrostu gospodarczego. Rynek obligacji zwykle dość dobrze te oczekiwania odzwierciedlał. Teraz tak nie jest, bo banki centralne zmniejszyły zmienność obligacji, więc ruchy walutowe, które obserwujemy, to raczej efekt płynnościowy.

— Dla giełd najważniejsze są jednak perspektywy makroekonomiczne. Wiem, że to brzmi śmiesznie w kontekście tego, co się ostatnio dzieje, ale długoterminowo tak jest. Obecnie stopa dyskonta praktycznie nie istnieje. Czyli przyszłe zyski spółek są dyskontowane do wartości bieżącej po bardzo niskich stopach procentowych. Inwestorzy się z tego cieszą i zapewne tak jeszcze zostanie, bo nie wyobrażam sobie, by banki centralne w najbliższym czasie miały coś zmienić w swojej polityce. Natomiast niepewne jest to, jakie te zyski spółek będą. Czy wrócimy do tego normalnego, zdrowego wzrostu gospodarczego, w którym zyski będą solidne i ten optymistyczny scenariusz, który rynki obecnie dyskontują, zrealizuje się, czy też jednak z różnych względów wzrost gospodarczy będzie jednak powolny. Tego nie wiemy — podkreśla główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Jego zdaniem notowania EUR/USD nie wskazują też na to, że euro jest bardzo tanie.

— Patrząc na notowania euro względem walut partnerów handlowych strefy euro i realny kurs walutowy — czyli po uwzględnieniu inflacji — to euro jest powyżej długoterminowej średniej. I to nawet dość znacząco. Wynika to z tego, że funt brytyjski, waluty skandynawskie, rynków wschodzących, a wśród nich złoty są bardzo przecenione. Euro samo w sobie nie ma więc wielkiego potencjału do umocnienia. Będziemy raczej mieli do czynienia ze stopniowym oddawaniem przez dolara siły, którą miał przez ostatnie lata. Najpierw wynikającej z tego, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych były jednak wyższe niż w Europie, a potem z efektu pandemii. Przy czym niekoniecznie musi być to prosta droga. Dolar może drożeć, choćby przez wzrost liczby zachorowań na COVID-19. Na razie rynki to ignorują, ale jest to czynnik, o którym trzeba pamiętać — mówi Przemysław Kwiecień.

Inni zyskają, gdy gry stracą

Z wywodu Przemysława Kwietnia wynika, że dopiero wzrost głównej pary walutowej o kolejne 10 centów mógłby znaleźć odzwierciedlenie na rynkach akcji i surowców.

— Dojście EUR/USD do 1,23 to byłby ruch nie do zignorowania przez rynki — twierdzi główny ekonomista X-Trade Brokers DM.

Jego zdaniem byłby to ewidentny impuls dla rynków wschodzących, w tym polskiego.

— Jak spojrzymy np. na polską giełdę w poprzedniej globalnej hossie, to ona też sobie najlepiej radziła w tym pierwszym etapie, gdy postępowało osłabienie dolara. Jeśli dolar traci, to kapitał z Wall Street chętniej inwestuje na rynkach wschodzących, bo stopy zwrotu są zwielokrotnione efektem kursowym. Jeśli natomiast dolar zyskuje, jest odwrotnie. Dla GPW słabszy dolar byłby więc atutem. Może z pewnymi wyjątkami, np. spółkami gamingowymi, dla których mocny dolar jest dobry, bo mają przychody w dolarach. Ale to jest mniejszość — przypomina Przemysław Kwiecień.

Nasz rozmówca zwraca przy tym uwagę, że pogorszyłyby się stopy zwrotu z giełd amerykańskich, bo wiele tamtejszych spółek osiąga istotne przychody poza Stanami Zjednoczonymi. Osłabienie dolara powodowałoby więc, że byłyby one mniejsze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane