Dolar wrócił na tron

Krzysztof Kolany, Bankier.pl
opublikowano: 02-01-2019, 22:00

Po roku przerwy na walutowy tron powrócił amerykański dolar, wzmocniony nadspodziewanie jastrzębią postawą Rezerwy Federalnej.

To był kolejny rok, w którym mogliśmy się przekonać o wiodącej roli banków centralnych na rynkach walutowych. Cztery podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych — czyli o jedna więcej, niż oczekiwano przed rokiem — sprawiły, że dolar znów został królem foreksu. Wśród 16 głównych walut świata „zielony” stracił tylko względem japońskiego jena. Kroku dolarowi dotrzymywało jeszcze meksykańskie peso. Sporo — bo prawie 4,5 proc. — straciło euro. Funt brytyjski osłabił się o 5,6 proc. Dolar australijski spadł o 7,9 proc., południowoafrykański rand oddał 13,7 proc., a brazylijski real aż 14,6 proc.

Po zadyszce z 2017 r. amerykańska waluta znów była w natarciu. Indeks dolara umocnił się o 4,6 proc., lecz utrzymał się poniżej wieloletnich rekordów z roku poprzedniego. Wydaje się, że inwestorzy wybierali amerykańską walutę (i obligacje) w myśl znanego za Atlantykiem powiedzonka o „najmniej brudnej koszuli”. W końcu wśród dużych gospodarek tylko Stany Zjednoczone zerwały z reżimem zerowych stóp procentowych.

Podnoszący cenę pieniądza Fed oraz działania amerykańskich korporacji sprowadzające do kraju zachomikowaną gotówkę zadziałały jak wielki wsysacz dolarów. Odpływ „zielonych” najmocniej dał o sobie znać w gospodarkach rozwijających się. Dwie z nich — Turcja oraz Argentyna — padły ofiarą regularnego kryzysu walutowego. Kryzysów w znacznej mierze zawinionych przez własną błędną politykę monetarną, ale też wzmocnionych globalnym odpływem kapitału z rynków wschodzących.

Najbardziej poszkodowane zostało argentyńskie peso, które w 2018 r. straciło aż połowę wartości względem dolara. Turecka lira, która w sierpniu zniżkowała o ponad 40 proc., ostatecznie zakończyła zeszły rok ze stratą 28 proc. Bardzo słabo wypadły także brazylijski real (-14,6 proc.) i południowoafrykański rand (-13,7 proc.), a także rosyjski rubel (-17,3 proc.) oraz chilijskie peso (-11 proc.). Polski złoty uplasował się mniej więcej w połowie „ligowej tabeli”, ze stratą wobec dolara rzędu 6,8 proc. W rezultacie na koniec 2018 r. za amerykańską walutę płaciliśmy niespełna 3,74 zł, a więc o 28 groszy więcej niż rok wcześniej. Fala osłabienia złotego i innych walut z naszego koszyka rozpoczęła się w połowie kwietnia, gdy Ludowy Bank Chin nieoczekiwanie obniżył stopę rezerw obowiązkowych, co pociągnęło w dół juana. W ślad za „czerwonym” poszły notowania całego koszyka walut rynków wschodzących, w tym także złotego.

Nieco spokojniej, choć równie negatywnie, polski złoty reagował na parze z euro. Jeszcze w styczniu 2018 r. europejska waluta kosztowała niespełna 4,13 zł. Na początku lipca na fali obaw o sytuację rynków wschodzących kurs EUR/PLN na chwilęprzekroczył barierę 4,40 zł. Na szczęście sytuacja wkrótce się uspokoiła i od sierpnia do końca roku notowania euro wahały się w przedziale 4,25-4,35 zł.

Nieco inaczej rzecz się miała z frankiem szwajcarskim, którego kurs w kwietniu osiągnął najniższy poziom od grudnia 2014 r., schodząc poniżej 3,50 zł. Później jednak kryzys polityczny we Włoszech doprowadził do umocnienia helweckiej waluty wobec euro. Przy jednoczesnym osłabieniu złotego dało to dość nieprzyjemne rezultaty. W drugiej połowie 2018 r. kurs CHF/PLN wahał się w przedziale 3,67-3,86 zł. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Kolany, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Dolar wrócił na tron