Dolina śmierci innowacji

opublikowano: 29-03-2016, 22:00

Finansowanie Gdy kończą się publiczne pieniądze na badania i rozwój, a powstałe w ich efekcie produkty jeszcze nie przynoszą zysków, firmy stają na krawędzi. Albo odniosą sukces, albo znikną z rynku

Innowacyjne projekty zawsze wiążą się z ryzykiem. Przygotowując się do analiz, nie zawsze można z góry przewidzieć faktyczną reakcję rynku na nowatorski produkt. Czasem okazuje się, że nie był to strzał w dziesiątkę. Ale nierzadko też — zwłaszcza gdy badania finansowane były z publicznych pieniędzy — zdarza się, że firmie brakuje funduszy na rozpoczęcie produkcji lub uruchomienie usługi. W tym momencie jedni i drudzy stają na skraju „doliny śmierci” innowacji.

— „Dolina śmierci” oznacza pojawienie się luki finansowej, kiedy projekt nie ma już funduszy publicznych, a sektor prywatny nie jest gotowy, aby zaangażować się finansowo w określoną działalność. Definicja tego zjawiska jest płynna. Może ono wystąpić na każdym etapie prac rozwojowych i prezentacji nowych technologii — wyjaśnia Marta Krutel z Krajowego Punktu Kontaktowego dla programu Horyzont 2020.

Zdaniem ekspertów, brakuje wsparcia na etapie komercjalizacji produktu.

Moment krytyczny dla innowacji

Problemy pojawiają się, gdy produkt nie jest jeszcze wystarczająco dopracowany, by zaoferować go klientom lub po prostu nie został dostosowany do ich realnych potrzeb i nikt nie jest zainteresowany jego kupnem.

— W przypadku start-upu, który od razu wydał wszystkie pozyskane wcześniej pieniądze, wiele nie da się już zrobić. Jeśli w firmie pozostało jeszcze trochę kapitału, należy jak najszybciej zweryfikować początkowe założenia i dokonać zwrotu w biznesie, np. zmodyfikować funkcjonalności produktu i poszukać nowej grupy odbiorców — zaznacza Wojciech Drewczyński, dyrektor R&Dw funduszu venture capital Black Pearls.

Niewiele z takich projektów może starać się o powtórne finansowanie publiczne. Pozostaje kapitał prywatny. Ale nawet jeśli firmie udaje się go pozyskać, zawsze musi się liczyć z tym, że proces inwestycyjny może się ciągnąć miesiącami. A bez zabezpieczonych pieniędzy nie można się dalej rozwijać. W przypadku nowych technologii, odłożony na półkę projekt szybko traci na aktualności.

— Wiele zależy więc od doświadczenia. Młode zespoły bywają „zakochane” we własnych projektach i z trudem przychodzi im przyjmowanie konstruktywnej krytyki czy dostosowywanie produktu do potrzeb rynkowych. Dość problematyczne okazało się np. realizowane w poprzedniej perspektywie działanie 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Rozpisywane na lata wnioski po czasie przestawały być spójne z rynkiem, ale przedsiębiorcy, by rozliczyć projekt, musieli sztywno trzymać się wstępnych założeń. Brakowało elastyczności — przypomina Wojciech Drewczyński.

Trudno się wydostać

Przedsiębiorca, który przetestował już produkt w warunkach laboratoryjnych, musi uruchomić produkcję, najlepiej na dużą skalę, bo koszty wytwarzania są mniejsze. Problem w tym, że potrzebuje on czasu, by do innowacji przekonać klientów. Rodzi się pytanie, czy takiego przedsiębiorcę należy dalej wspierać z pieniędzy publicznych.

— Czy w Polsce są już warunki do tego, by konkurować na rynku innowacją? Jesteśmy na dobrej drodze i krok po kroku odchodzimy od wizerunku kraju, który konkuruje głównie ceną. Rodzimi producenci coraz bardziej stawiają na tworzenie produktów i usług o wysokiej wartości dodanej. Tyle że innowacja jest ściśle powiązana z dużym ryzykiem finansowym i wielu polskich przedsiębiorców wciąż nie jest gotowych, by samodzielnie wziąć je na swoje barki. Dlatego oprócz programów, w których oferujemy bezzwrotne granty, w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, stworzyliśmy programy oparte na inwestycjach kapitałowych, takie jak Bridge Alfa czy Bridge VC — mówi Daniel Maksym, szef działu rozwoju i innowacji w NCBR.

Jego zdaniem, we współpracy z funduszami inwestycyjnymi NCBR daje przedsiębiorcom i naukowcom szanse na weryfikacje ich koncepcji od strony technologicznej. Jeśli ta wypadnie pomyślnie, dostają możliwość dalszego rozwoju swoich projektów w ramach spółek, w których część udziałów obejmują wyspecjalizowane fundusze inwestycyjne.

— To przełomowy moment w życiu takiego projektu, bo pomysłodawcy muszą wycenić wartość pomysłu biznesowego i odpowiednio też podzielić się z inwestorami częścią udziałów w powstającej spółce — mówi Daniel Maksym. Zarobione na udanych inwestycjach pieniądze powinny być reinwestowane przez fundusze w kolejne projekty. W ten sposób tworzone są wehikuły inwestycyjne, nakierowane na rozwój innowacji. Jednocześnie zmniejszane jest ryzyko niepowodzenia przedsięwzięć.

— Standardowe wsparcie grantowe jest dobre na etapie, kiedy firma tworzy lub dopracowuje prototyp urządzenia — dodaje przedstawiciel NCBR.

Wtedy ryzyko niepowodzenia, zarówno od strony naukowej, jak i biznesowej, jest zbyt duże, by prywatny kapitał zdecydował się na poważniejszą inwestycję. I zapowiada, że instytucja w drugiej połowie roku zaprezentuje nową formułę progra- mu „Demonstrator”, jak potocznie przyjęło się nazywać działanie 1.1.2 PO IR.

— Będziemy współfinansować budowę pierwszych linii pilotowych dla nowych produktów, powstałych w wyniku prac badawczo-rozwojowych. To jest ten etap, kiedy to w prawdziwej skali produkcyjnej, a nie na modelu laboratoryjnym, trzeba sprawdzić, czy jest możliwe masowe wytwarzanie docelowych produktów lub świadczenie usług dla konkretnych odbiorców na rynku. To jest ta słynna „dolina śmierci”, z którą chcemy się zmierzyć. Na początku programem zostaną objęte duże przedsiębiorstwa. Mogą liczyć na finansowanie grantowe do ok. 25 proc. kosztów kwalifikowanych projektu — zapowiada Daniel Maksym.

Szybka ścieżka do innowacji

Narzędzie pozwalające firmom uniknąć pułapki „doliny śmierci” ma w zanadrzu również Komisja Europejska. W ramach programu Horyzont 2020 przygotowany został specjalny instrument finansowy — Fast Track to Innovation (szybka ścieżka do innowacji; FTI). Przewidziane jeszcze na 2016 r. terminy graniczne składania wniosków mijają 1 czerwca i 25 października.

— Instrument zapewnia potrzebne wsparcie finansowe dla wysoko zaawansowanych rozwiązań technologicznych w momencie wdrożenia innowacji na rynek. FTI umożliwia właśnie finansowanie kolejnych etapów rozwoju technologii wraz z całą strategią komercjalizacji, efektem czego jest wprowadzenie gotowego produktu na rynek. Zapewnia wysoki poziom dofinansowania — 70 proc. kosztów kwalifikowalnych projektu — zaznacza Marta Krutel.

Instrument jest skierowany do międzynarodowych konsorcjów projektowych, w skład których wchodzą firmy, instytucje naukowe czy centra badawczo-rozwojowe. Warunkiem koniecznym do uzyskania wsparcia jest posiadanie innowacyjnego produktu, przetestowanego już w warunkach laboratoryjnych. W konsorcjach muszę dominować partnerzy sektora prywatnego; premiowany jest także udział małych i średnich firm.

FTI ma zagwarantować szybkie wdrożenie gotowego rozwiązania na rynek — od stworzenia konceptu do jego komercjalizacji nie powinno minąć więcej niż 36 miesięcy, a okres od zamknięcia konkursu do rozpoczęcia projektu to maksymalnie sześć miesięcy.

46

...a tylu projektom przyznano w tym czasie dofinansowanie.

1,66

mld EURTyle wyniosła łączna wartość projektów zakwalifikowanych do programu, z czego dofinansowanie Komisji Europejskiej stanowiło 98,7 mln EUR.

19

Tyle projektów zostało zgłoszonych przez konsorcja z polskimi podmiotami na czele. Nie przyznano im jednak dofinansowania. W 2015 r. otrzymała je natomiast polska firma Technic-Control, będąca częścią konsorcjum nadzorowanego przez brytyjski instytut naukowy TWI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane