Dom mody dla lalek. Izabela Kłos projektuje ubranka warte setki euro

Ewa Tyszko
opublikowano: 2026-03-13 14:00

Mawia, że mieszka w domku dla lalek, które pozwoliły jej tam dostawić łóżko. Mają urządzone pokoje, porcelanowe filiżanki do herbaty, szezlongi, fotele i… dizajnerskie stroje LalabellaArt warte tyle, ile odzież dla kobiet dbających o modny wygląd. Miniaturowe ubrania zaprojektowane i uszyte przez Izabelę Kłos trafiają w ręce kolekcjonerów lalek na całym świecie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pierwsze ubranko dla plastikowej laleczki z kiosku kilkuletnia Iza sporządziła z kawałka materiału i wstążeczki. Dorosła Izabela ukończyła łódzką Akademię Sztuk Pięknych, Wydział Projektowania Ubioru. Dziś jest właścicielką marki LalabellaArt, projektuje i tworzy ubrania dla lalek: z wełny, jedwabiu, luksusowej skóry naturalnej, a także akcesoria godne prawdziwej damy – torebki, paski, pantofelki, kapelusze.

Lalki klientkami

Mama i babcia Izabeli Kłos były artystkami.

– Wyrosłam w domu, w którym się szyło, robiło na drutach. Jako dziewczynka przeszłam etap fascynacji lalką Barbie. Byłam zachwycona, że ona miała wszystko, czego ja nie miałam, a co moim zdaniem światowa kobieta powinna mieć. Wybór studiów był oczywisty. Do pandemii pracowałam jako projektantka mody, miałam swoje atelier, w którym robiłam stroje wizytowe, przygotowywałam stylizacje sceniczne i projekty dla klientek prywatnych. Ale lalki i szycie dla nich towarzyszyły mi zawsze, choć wtedy w tle pracy zawodowej – wspomina projektantka Izabela Kłos.

Lockdown zatrzymał wszystko. Przedsiębiorczyni z dnia na dzień straciła klientki – nie było wesel, eventów, występów. Firmy odzieżowe przestawiły się na szycie maseczek. Drugim impulsem do przewartościowania była utrata bliskich w wyniku covidu.

– Ja również byłam w bardzo ciężkim stanie i w dniu, w którym lekarze zapanowali nad moim zdrowiem, kiedy wiedziałam, że już będzie lepiej, uświadomiłam sobie, że nie mam czasu, żeby robić coś, czego nie chcę, co nie sprawia mi przyjemności. Gdy wyszłam ze szpitala, wiedziałam, że będę się zajmowała wyłącznie rzeczami, które mnie fascynują, w których mogę się sprawdzać jako artystka – wyznaje twórczyni.

Miniprojektowanie

Praca nad maleńkimi ubrankami nie różni się od projektowania dla ludzkich modeli.

– Wykorzystuję umiejętność szycia, robienia konstrukcji, znajomość tkanin –wszystko, czego się nauczyłam, projektując w ludzkim rozmiarze, natomiast lalki mają pewne wymagania. Trzeba wykorzystać bardzo cienkie surowce, czasami inne techniki, eksperymentować, bo na to nie ma jednej metody – mówi Izabela Kłos.

Malutkie guziczki, suwaki i inne akcesoria do tworzenia kolekcji wymagają zacięcia poszukiwawczego. Sweterki są robione ręcznie na drutach grubości igły sprowadzanych z Australii. Projektantka korzysta z materiałów zgromadzonych przez lata pracy. Maszyn do szycia używa tych samych co do szycia ubrań dla ludzi. Przygotowanie prototypu stroju trwa dłużej niż szycie.

– Kurtka skórzana to przynajmniej dzień pracy. Kiedy szyję ich więcej i mam już opracowaną technologię, wtedy w dwa dni jestem w stanie uszyć trzy czy cztery egzemplarze i mieć zapas na sprzedaż. Ubrania dla lalek kosztują podobnie jak te dla ludzi. Kiedyś klient zamówił pełen zestaw, na który składały się sukienka wizytowa, płaszczyk, torebka, kapelusz, pończochy, majtki – łącznie około 300 euro. Skórzana kurtka kosztuje około 130 euro – wylicza projektantka.

Projektuje głównie dla lalek, które mają kobiecą postać, ale w planach ma tworzenie męskich kolekcji. Dumą jej zbiorów jest Matt – zdobywca laurów w konkursach lalkowych piękności.

– Działam w nieformalnej organizacji DollPlaza, która zrzesza kolekcjonerów lalek w Polsce. Raz w roku mamy ogólnopolskie spotkanie, podczas którego organizujemy konkursy miss i mistera – lalki wystylizowanej zgodnie z zadanym tematem. W kilku kolejnych edycjach tego spotkania mój „lalek” dostaje nagrody – cieszy się artystka.

Obuwnicze wyzwanie

Specyficzną i trudną dziedziną lalkowej mody są buty, którymi zajmuje się niewielu projektantów. Twórca musi brać pod uwagę różne rozmiary i kształty lalkowych stóp. Dla każdej lalki kolekcjonerskiej trzeba tworzyć indywidualne miniarcydzieło obuwnicze.

– Dotychczas bardzo wiele butów robiono z tkanin syntetycznych, powlekanych, skóropodobnych. Natomiast ja postawiłam na jakość i zdecydowałam się robić buty z naturalnej, cieniutkiej skóry, by wyglądały prawdziwie. Szyję sandałki, trampki, eleganckie buty na obcasach – opowiada Izabela Kłos.

Teraz szykuje się do lalkowego spotkania w Londynie, na które przygotowuje kolekcję butów, ubrań ze skóry i kapeluszy.

Wyjątkowa lalka Lola

Lalki zbierają kolekcjonerzy z całego świata.

– Nie mówimy o lalkach starych, porcelanowych ani o lalkach Barbie. To zupełnie inna kategoria i inni ludzie się tym zajmują. Mówimy o lalkach fashion, czyli takich, które można przebierać. Każda jest inna, tworzą je wyspecjalizowani artyści: inny twórca ją robi, inny maluje, inny tworzy oczy, inny włosy. Na końcu tej ścieżki jestem ja, projektantka, która je ubiera. Wszystkie moje lalki mają postać dorosłej kobiety, oczywiście nieco przerysowanej i przeskalowanej. Staram się, żeby wyglądały jak najbardziej wiarygodnie – mówi projektantka.

Lalka kolekcjonerska kosztuje kilka tysięcy euro. To nie zabawka dla dzieci. Główna modelka firmy, Lola, jest przechowywana w specjalnym opakowaniu, Na głowie ma maskę, która chroni jej makijaż i rzęsy.

– Lola jest przygotowana według moich oczekiwań co do wyglądu. Lalka jest zrobiona z żywicy, każdy element został oddzielnie odlany, wyszlifowany, spasowany, kończyny łączy wewnętrzna guma. Zdejmowana głowa ułatwia przebieranie. Ma wymienne stopy, by można było zakładać jej różne buciki – opowiada artystka.

Lola jest modelką pozującą do zdjęć, które są głównym narzędziem sprzedaży.

– Nie sprawdzą się zdjęcia ubrań leżących na stole czy wiszących na wieszakach. Klienci muszą je widzieć na lalce, by dostrzec, z jaką precyzją i dbałością o detale są wykonane. Moje ubranka mają prawdziwe kieszonki, prawdziwe zapięcia, prawdziwy kołnierzyk, który można postawić, prawdziwy rozporek, mają podszewkę, metkę i przywieszkę z logo firmy. Fotografuję głównie w plenerze, który podkreśla autentyczność stylizacji – wyjaśnia przedsiębiorczyni.

Jedno z częstszych pytań, jakie słyszy, to: po co ci tyle lalek.

– Mam ich mnóstwo i się nimi cieszę. Czasami jakiś eksperyment szwalniczy nie do końca wyjdzie. Coś okazuje się za małe, za duże. Nigdy nie poprawiam tych ubranek. Ja po prostu czekam, aż dostaną swoją lalkę – podsumowuje Izabela Kłos.

Możesz zainteresować się również: