Ukraiński Donbas zamierza przeprowadzić due diligence Huty Stali Częstochowa. Jeśli zdecyduje się uczestniczyć w jej prywatyzacji, zapewni surowce i uczestnictwo w dostawach materiałów do budowy rurociągu Odessa-Brody.
Do 11 lipca firmy zainteresowane prywatyzacją Huty Stali Częstochowa, producenta blach okrętowych i rur, mają złożyć wstępne oferty. Poprzednie zostały odesłane do poprawki, bo nie spełniały wymogów technicznych.
Wśród zainteresowanych hutą są: LNM, zarejestrowany na Antylach Holenderskich, hinduski Ispat oraz ukraiński Związek Przemysłowy Donbasu. Ostatnia z firm twierdzi, że zamierza zbadać częstochowską spółkę.
— Zależy nam na tym, abyśmy zostali dopuszczeni do badania huty. Wówczas zdecydujemy, czy jesteśmy w stanie wykorzystać nasze doświadczenia w restrukturyzacji zakładów na Ukrainie także w Polsce — mówi Siergiej Taruta, prezes Donbasu.
Jeśli Donbas zdecyduje się na udział w prywatyzacji huty, deklaruje, że zapewni jej dostawy surowców. Brak środków obrotowych na ich kupno jest podstawową bolączką polskiej firmy.
— Mamy zaplecze surowcowe związane z wydobyciem węgla i rudy. Trzy lata temu nasze huty, podobnie jak polskie, nie wykorzystywały mocy produkcyjnych. Dziś je zwiększają. Kończymy inwestycję, dzięki której w pierwszym etapie będziemy produkować rocznie 2,5 mln ton tzw. slabów, a w drugim — podobnie. Możemy dostarczać je do Częstochowy — dodaje Siergiej Taruta.
Donbas byłby też odbiorcą jej wyrobów. Ma bowiem, wspólnie ze szwajcarskim Duferco, sieć dystrybucji.
Podstawową działalnością Donbasu jest produkcja rur i maszyn. Dostarczał rury do budowy pierwszej nitki rurociągu Odessa-Brody. Ma je też sprzedawać dla drugiej nitki. Dostawcą ma szansę zostać też polska huta.
— Jeśli ten projekt zostanie zrealizowany, pojawi się kolejny. Trzeba będzie transportować ropę przez Morze Czarne. Do tego zaś trzeba tankowców, które będą kosztować 300 mln USD. To szansa na zamówienia dla Częstochowy, która produkuje blachy okrętowe — twierdzi prezes Taruta.
Prezes Donbasu ma już wstępny scenariusz współpracy z hutą. Nie ukrywa jednak, że nie kupi kota w worku. Huta ma prawie 1,2 mld zł długów. Andrzej Szarawarski, wiceminister skarbu, szacował, że księgowo może być warta 400 mln zł.
— To dużo, a na pierwszy rzut oka kwota zaległości wydaje się bardzo wysoka. Nie było aż tak złej sytuacji na rynku hutniczym, by można uzasadnić tak duże zadłużenie. Na pewno jest to związane ze złym zarządzaniem — uważa Siergiej Taruta.