Dość trenerskiej chałtury

Rozwój zawodowy: Trzymajmy się z daleka od szarlatanów, którzy skończyli weekendowe kursy trenerskie i mamią nas mirażem szybkich karier

Michał jest przeciętnym sprzedawcą. Mówiąc obrazowo, na bułkę z masłem potrafi zarobić, ale na bułkę z masłem i szynką już nie. Tymczasem na szkoleniu usłyszał, że za miesiąc stać go będzie na kawior z szampanem. Pod warunkiem że zacznie wypierać negatywne przekonania na swój temat. Tę „tylko z pozoru” trudną umiejętność posiądzie, jeśli zainwestuje swój czas i pieniądze w kilka dodatkowych sesji treningowych. Poprosił swoją firmę o dofinansowanie programu.

Nie daj się nabrać na niby szkolenia
Zobacz więcej

Nie daj się nabrać na niby szkolenia

Trenera trzeba pytać o uprawnienia Flickr

Szefowa HR, skądinąd absolwentka psychologii, odrzuciła jego podanie, mówiąc mu wprost: „Panie Michale, w świetle wiedzy, którą zdobyłam na studiach, wszelkie próby wyparcia jakichkolwiek złych myśli czy odczuć przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego. Poza tym: jeśli ktoś obiecuje komuś błyskawiczny sukces, zapewne nie jest profesjonalistą, tylko kłamcą i szarlatanem”.

Pytaj o dyplomy

Przybywa profesjonalnych stowarzyszeń trenerskich. Rośnie też liczba akredytacji, standardów i zasad etycznych w odpowiedzialny sposób wypracowanych i monitorowanych przez te organizacje. Mimo to do zawodu wciąż przedostają się domorośli eksperci i prawdziwi oszuści, którzy psują reputację całemu środowisku. Jak znaleźć dobrą firmę szkoleniową? Odpowiedzialni za rozwój i motywację pracowników w Havas Media Group kierująsię trzema kryteriami.

Po pierwsze, usługodawca musi dobrze rozumieć ich branżę (marketing i komunikacja). Po drugie, między klientem a dostawcą powinna zaistnieć chemia, czyli porozumienie oparte na zaufaniu i sympatii. Trzecim czynnikiem są referencje — podpisanie umowy o współpracy zawsze poprzedzone jest analizą opinii i wrażeń innych przedsiębiorstw.

— Ważne, żeby wydane pieniądze przyniosły spodziewany efekt personalny lub biznesowy. Jeśli szkolenie organizuje się tylko po to, by szybko wydać przeznaczony na to budżet, bo np. zbliża się koniec roku, takie działania są kompletnie bez sensu — uważa Małgorzata Węgierek, prezes Havas Media Group.

Vesna Lorenc, coach tożsamości i trener międzykulturowy, radzi sprawdzać uprawnienia zawodowe, pytać o wykształcenie, dyplomy. Jak wskazuje, branża szkoleniowa nie jest usankcjonowana prawnie, więc każdy, choćby po kursie weekendowym czy online (ba, nawet bez kursu), może nazwać siebie trenerem lub coachem. Na szczęście są instytucje, które nadają i weryfikują uprawnienia szkoleniowcom (np. Polskie Towarzystwo Psychologiczne czy Stowarzyszenie STOP). Takie certyfikaty nie są na zawsze, zazwyczaj trzeba je odnawiać co trzy lata.

— Profesjonalizm wymaga ciągłego rozwijania się i superwizowaniaswojej pracy. Chodzi o to, by naszym metodom działania przyjrzały się osoby z wyższymi kwalifikacjami. To chroni przed popadnięciem w syndrom Boga, czyli w fałszywe przeświadczenie o własnej nieomylności i wszechmocy. Co do mnie, superwizuję swoją pracę u specjalistów z uprawnieniami PTP — mówi Vesna Lorenc.

Jakość musi kosztować

Według Justyny Dworczyk, trenera, coacha i terapeuty, klienci biznesowi stają przed wyborem: renoma firmy czy prestiż szkoleniowca. Idąc pierwszym tropem, mogą liczyć na wysoki standard obsługi, wartościowe materiały szkoleniowe, wszelkie gwarancje i zabezpieczenia. Stawiając natomiast na znane nazwisko, zapewniają sobie prowadzącego, który oferuje autorski styl, osobowość, charyzmę. A czy można mieć jedno i drugie? Zdaniem ekspertki, nie ma jednoznacznej odpowiedzi.

— Wybitni trenerzy często nie mogą realizować szkoleń pod banderą firmy, zachowując odrębność metodyczną. Firmy szkoleniowe muszą zgadzać się na więcej warunków stawianych przez klienta, często nie odmówią praktyk, na które wielu trenerów nie chce się zgodzić. Bywa i tak, że firmy dają dużą autonomię swoim trenerom i ufają ich metodom, respektują ich rekomendacje — tłumaczy Justyna Dworczyk. Jak więc podjąć decyzję? Pytać, rozmawiać, wymagać, wątpić — zaleca ekspertka. Co to konkretnie znaczy? Jeśli składamy zapotrzebowania, firma czy trener spełnia wszystkie nasze warunki, sprawa jest podejrzana. Zaoferują nam nawet gwiazdkę z nieba, bo trzeba sprzedać. To ślepy zaułek.

— Czy na sali może być 17 osób? Czy możemy zrobić szkolenie u nas w firmie? Czy może się pojawić ktoś z działu HR i robić notatki? Jeśli prowadzący konsekwentnie mówi „nie”, możemy śmiało przypuszczać, że czeka nas dobre szkolenie. Równie pozytywnym sygnałem jest pytanie trenera lub firmy: co ma się zmienić po szkoleniu? Wtedy możemy być prawie pewni, że jesteśmy w dobrych rękach — argumentuje Justyna Dworczyk. Inne ważne kryterium to cena. Dobre szkolenie nie może być tanie. Jeżeli chcemy się zmieścić w przedziałach przetargowych, musimy zaakceptować uszczerbek na jakości.

— Dobry szkoleniowiec nie poda zaniżonej ceny, bo przez lata inwestował w swoją edukację i warsztat pracy, żeby jego szkolenia były coraz lepsze i profesjonalne — podkreśla Szczepan Spis, psycholog i trener biznesu. To oczywiste, że niektórzy trenerzy zaniżają stawki i mówią klientom dokładnie to, co ci chcą usłyszeć. Jeśli jednak szkolenie ma przynieść zamierzone rezultaty, lepiej udać się do tych, którzy cenią się wyżej i nie składają obietnic bez pokrycia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Dość trenerskiej chałtury