Emilewicz wierzy w polskie e-auta i dobre nowotwory

Rozmawiał Karol Jedliński
opublikowano: 07-09-2017, 22:00

Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju, wierzy w polskie e-auta, spółki za miliard i za 1 zł oraz dobre nowotwory zmieniające genotyp molocha

„Puls Biznesu”: Podczas wystąpienia na sztokholmskiej scenie startupowej powiedziała pani, że w Polsce niedawno objawił się unicorn, spółka technologiczna wyceniana na co najmniej 1 mld USD. Cóż to za firma?

Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju, przyznaje, że Polska dopiero pisze swój pomysł na innowacje i ryzyko z tym związane.
Zobacz więcej

NOWĄ DROGĄ:

Jadwiga Emilewicz, wiceminister rozwoju, przyznaje, że Polska dopiero pisze swój pomysł na innowacje i ryzyko z tym związane. [FOT. ARC]

Jadwiga Emilewicz: Docplanner, według moich informacji, takiej kwoty sięga obecnie jego wycena.

Zdania w tej kwestii są podzielone. Podobnie jak w tej, czy ciśnienie na biało-czerwone jednorożce ma głębszy sens…

W tym przypadku zgadzam się z opiniami ekonomistów, że wzrost liczby milionerów w danym państwie podnosi zamożność całego społeczeństwa. Unicorn jest takim milionerem w tłumie, a do tego pozwala zabłysnąć naszemu ekosystemowi nowych technologii. To dobry przyczynek do śmiałej narracji na zewnątrz, do opowieści o polskiej marce w świecie start-upów. Bazując na dużych sukcesach, można robić dobry PR gospodarczy. Takie historie pozwalają też pobudzać wyobraźnię Polaków. Wciąż rozgłaszam potęgę polskich programistów, choć mam świadomość, że duża część z nich wybiera mniejsze ryzyko w dużych korporacjach. Zastrzegam, że jako państwo nie zaplanujemy raju jednorożców. Tak to nie działa.

Państwowe spółki nie przyłożą ręki do snu o potędze? To po co te programy, w których finansują innowacje poprzez start-upy?

Spotykam się regularnie ze spółkami realizującymi program Scale Up.

Ich prezesi mówią, że mają najczęściej dobre doświadczenia. Widzę członków zarządu potężnych spółek skarbu państwa mocno zaangażowanych w rozwój technologii. To dokładanie cegiełek do projektu unicornów. Najważniejszy etap dopiero jednak nadchodzi.

Wdrożenia nowego w starym?

Tu jest jak z ustawami: ich przyjęcie jest początkiem drogi, a nie końcem. Zmiana następuje, choć powoli. Wdrożenia zamówionych innowacji zaczynają penetrować starą tkankę. Startupowy nowotwór może pozytywnie zmienić strukturę genotypu molocha. Mamy przy tym rentę niedorozwoju, już wykorzystujemy ją w fintechu, można ten efekt przełożyć także na inne sektory gospodarki.

Przed chwilą na własne uszy usłyszeliśmy jednak od Jacoba de Geera — sztokholmczyka z firmy iZettle, wycenianej na ponad 500 mln USD — że renta to nie wszystko. Jego zdaniem, nie mamy w Polsce „tego czegoś”. Struktur społecznych, zróżnicowania środowisk, fermentu, kapitału, historii rozwoju nowej gospodarki.

Tak, nie będziemy tacy jak sztokholmczycy i berlińczycy. Nie mamy swojej drogi, recepty na nowe technologie. Dopiero musimy ją wypracować. Z drugiej strony, m.in. ze względu na takie opinie warto pojawiać się za granicą, nawet w roli polityka, i pokazywać, że w nowych technologiach nasza codzienność jest jednak nieco inna. Jaka? Taka, że dotychczasowi inwestorzy są Polską zachwyceni i tu budują kolejne zespoły programistyczne, tworzące innowacje w skali światowej.

Naszą innowacją miała być też ustawa wprowadzająca prostą spółkę akcyjną -PSA. Temat jednak ucichł. Czyżby ugrzązł w starym genotypie?

Chcemy, żeby jeszcze w tym roku projekt ustawy trafił do konsultacji. Z Ministerstwem Sprawiedliwości przeszliśmy już przez wszystkie kwestie związane z Kodeksem spółek handlowych.

Co ostatecznie będzie istotą zmian?

Zniesienie wymogu kapitału zakładowego, który będzie wynosił symboliczną złotówkę. A do tego pojawi się możliwość wniesienia aportem własności intelektualnych. Uchwalenie ustawy będzie dopiero początkiem prac. Trzeba będzie nauczyć skarbówkę i księgowe, jak rozliczać tego typu operacje. Dlatego jednocześnie pojawią się wiążące interpretacje podatkowe Ministerstwa Finansów.

PSA nie stanie się nowym wytrychem — jak auta z kratką?

Polacy są kreatywni w tych kwestiach, ale chcemy podjąć ryzyko. To element marketingu miejsca, tkania większej historii.

Jednym z rozdziałów tej opowieści ma być też elektromobilność. Autobus elektryczny jedzie, a samochód?

Autobusy to temat w dużym stopniu rozwinięty, po drogach jeżdżą już polskie e-autobusy. Samochody osobowe to odrębna sprawa, ale wcale nie nierealna — w końcu Norwegowie mają własną, lokalną markę elektryków. Zakładam, że w nieodległym czasie może pojawić się w Polsce łańcuch dostawców podzespołów i oprogramowania do pojazdów elektrycznych.

A cały samochód? Mrzonka?

Electromobility Poland integruje oazy przemysłu samochodowego, jednak mam świadomość, że na końcu potrzebny jest mocny impuls, musi być zamawiający zainteresowany dużą flotą. To może być np. system miejskiego car sharingu. Takie decyzje są jeszcze przed nami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Emilewicz wierzy w polskie e-auta i dobre nowotwory