Duże ciśnienie na sukces

Karol Jedliński
25-05-2009, 00:00

Porządny w atrakcyjnej cenie. Takie określenie chyba najlepiej pasuje do producenta aparatury kontrolno- -pomiarowej.

Dziś na warszawskiej giełdzie debiutuje Aplisens

Porządny w atrakcyjnej cenie. Takie określenie chyba najlepiej pasuje do producenta aparatury kontrolno- -pomiarowej.

Aplisens to pierwsza udana (redukcja zapisów wyniosła 40 proc.) oferta publiczna od kilku miesięcy. Może nie powalająca wielkością, bez fajerwerków, ale skuteczna. Happy end, choć nie bez perturbacji.

— Cena jest zachęcająca. Bardzo zachęcająca. Dlatego było im łatwiej. Ale przecież przed nimi było wielu, którzy też chcieli sprzedać się tanio, a polegli — uważa Tomasz Kaczmarek, analityk z Domu Maklerskiego BZ WBK.

Piotr Cieślak, wiceprezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, zgadza się: 6 zł za papier spółki to okazja do niezłego zarobku. Według niego, debiut to odzwierciedli.

— Ta oferta to także sygnał, że poprawia się rynek. Mamy dobrą prognozę przed ofertą Bogdanki, gdzie trzeba zebrać o wiele większe fundusze — dodaje Piotr Cieślak.

Aplisens, choć działa w niszowej branży, okazuje się całkiem europejską firmą. Ma m.in. spółki produkcyjne i serwisowe w Krakowie, Warszawie, Ostrowie Wielkopolskim i na Białorusi oraz przedstawicielstwa dystrybucyjne w Rosji, na Ukrainie czy w Niemczech. Swoją główną siedzibę ulokował na warszawskiej Białołęce. Wyróżniają się tu dwie pokaźne hale, w tym jedna dopiero co zbudowana.

Prezes inżynier

W środku? Hm, porządność ocierająca się o nudę. Czysto, cicho, spokojnie. Dziesiątki pań i panów oraz cyfrowych maszyn spawają, składają i skręcają dziesiątki modeli metalowego ustrojstwa. Fachowcy nazwą to przetwornikami ciśnienia i różnicy ciśnień w wersji analogowej i inteligentnej czy sondami do pomiaru głębokości. Ogólny obraz: nieduże skrzyneczki, niektóre z elektronicznymi wyświetlaczami, produkowane zwykle w krótkich seriach i kosztujące nieraz po parę tysięcy za sztukę.

— To już sprzęt trzeciej generacji, którym dogoniliśmy pod kątem jakości światowych gigantów. Czwarta generacja to już dopieszczanie niuansów — przekonuje Adam Żurawski, prezes Aplisensu.

Na wizytówce przed jego imieniem widnieje "mgr inż.". A więc pasjonat, który stał się menedżerem. Już nie ma czasu na ulepszanie produktów, na śledzenie projektów i rozwiązywanie technicznych zagwozdek.

— Nie da się ukryć, że prezes to lubi i jest w tym dobry — przyznaje jeden ze współpracowników.

Dla inwestora przetwornik to nuda. Ale cena 6 zł przy wycenie ekspertów walorów spółki na 8-9 zł za sztukę, to nie lada gratka. Prezesa, choć nie mówi o tym wprost, trochę ta cena boli. Za tanio. Dlatego wartość emisji wyniesie 15 mln zł, a nie — jak zakładał wcześniej — ponad 21 mln zł. Wprowadzający spółkę na giełdę zrezygnowali z przeprowadzenia oferty publicznej posiadanych przez nich akcji, pozostawili tylko nową emisję walorów.

Nie Wschód, to Zachód

Fakt, że Aplisens nie robi produktu dla przeciętnego Kowalskiego, nie podkopuje potencjału spółki. Od lat pokazuje, że potrafi na siebie zarobić, jak niegdyś Edison na niezbyt seksownych żarówkach czy Rockefeller na czarnej lepkiej mazi, zwanej ropą. Wielkie kokosy przypadają w branży Aplisnesu światowym potentatom. Spółka kierowana przez Adama Żurawskiego koncentruje się raczej na niszy, czyli krótkich seriach, o których taki Siemens czy ABB nawet nie chcą słyszeć, bo im się nie kalkuluje. Odbiorcami są np. rafinerie, zakłady energetyczne, huty czy stocznie. Marże netto sięgają 20 proc., a zyski od lat oscylują wokół 10 mln zł przy przychodach przekraczających 40 mln zł. W zeszłym roku Aplisens zarobił 11 mln zł. Kryzys? Dopadł spółkę pod koniec zeszłego roku. I już chyba odpuścił.

— Rynek wschodni zamarł. Korzystając z tego, że mieliśmy wreszcie wolne moce produkcyjne, przerzuciliśmy sprzedaż na Zachód. A tam nasze produkty są lepsze jakościowo przy porównywalnych cenach, więc zbyt jest — cieszy się Adam Żurawski.

Jeśli o cenach mowa: bardziej dociekliwi analitycy znajdują wytłumaczenie dla tak atrakcyjnej stawki za walor Aplisensu. Twierdzą, że spółkę być może dodatkowo zdopingowały do upublicznienia się umowy o systemie motywacyjnym, który gwarantuje kluczowym pracownikom objęcie pakietów akcji.

— Co byłyby one warte, gdyby spółka nie była publiczna? Zresztą ewentualne procesy wytaczane przez pracowników w przypadku niewejścia na giełdę wpisane są w prospekt spółki jako ryzyko — przypomina chcący zachować anonimowość analityk.

Debiut Aplisensu oznacza jednak w tej sytuacji tyle, że ryzyko wyparowało, a atrakcyjna cena została. Dziś więc pierwszy test z tego, czy producent przetworników ciśnień wytrzyma ciśnienie rynku na udany debiut.

Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / Duże ciśnienie na sukces