Dwanaście wakacji w roku

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2018-03-29 22:00
zaktualizowano: 2018-03-30 12:44

Marcin Misztal, współwłaściciel i2 Development, dużo podróżuje, kolekcjonuje sztukę i namiętnie gra w ping-ponga. A biznes kręci się doskonale.

 A gdyby tak urlopować co miesiąc, choć przez kilka dni? Zdecydowana większość zatrudnionych pokręci przecząco głową. Zwłaszcza właściciele firm, którzy pracują zwykle 48 ha na dobę i 50 dni w miesiącu kosztem życia prywatnego, wolnego czasu, pasji, nie wspominając już o świętym spokoju. Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie spółki Lindorff, zaledwie 13 proc. Polaków wyjeżdża na urlop dwa razy w roku, a tylko 5 proc. trzy razy i więcej. Tymczasem biznesmen rodem z Korfantowa na Opolszczyźnie miażdży ten algorytm. Choć nie wyleczył się zupełnie z pracoholizmu, to dziś znajduje już czas na regularne chwile oddechu w egzotycznym otoczeniu. A to wypad do boskiego Rio, a to nad wodospad Iguazú na argentyńsko-brazylijskim pograniczu. Podziwia rozbłyski zorzy na fińskim niebie i zanurza się w kapsztadzkie osobliwości. Mówiąc krótko: podróże to ważna pozycja w kalendarzu Marcina Misztala, prezesa i współwłaściciela wrocławskiej spółki i2 Development.

Obraz zamiast telewizora

Biznesmen chętnie szuka nowych kierunków, ale ma też ulubione miejsca, np. okolice włoskiego jeziora Como, Sardynię, hiszpańską Marbellę czy St. Moritz zimą. Z przyjemnością wraca też do Polanicy-Zdroju. Kilka lat temu poprosił jednego z wrocławskich artystów o stworzenie obrazów na podstawie zdjęć z miejsc, do których jeździ.

Rezultat go zauroczył, dając początek nowej pasji — kolekcjonowaniu sztuki współczesnej. Prezes i2 Development przyznaje, że niemal każdego tygodnia spędza kilka godzin na przeglądaniu prac dostępnych w galeriach. Sprawdza oferty, przegląda katalogi z aukcji. Podobają mu się rzeźby wrocławskiej artystki Ewy Rossano, która w niezwykle finezyjny sposób łączy brąz i szkło. Klasycy polskiej sztuki współczesnej Józef Hałas i Tadeusz Dominik. Malarz i wielbiciel kobiecego ciała Władysław Jackiewicz. I Edward Dwurnik.

— Charakterystyczny, jakby trochę związany z nieruchomościami — żartuje Marcin Misztal. Interesują go również osiągnięcia młodych polskich artystów. Dobra inwestycja na przyszłość? Kręci przecząco głową.

— Nie o to chodzi. Po prostu chcę mieć te prace. W gabinecie zamiast telewizora wolę powiesić sobie na ścianie obraz. Lubię pracować w otoczeniu dzieł sztuki, arcydzieła inspirują i motywują do działania, stawiania sobie ambitnych celów — wyjaśnia biznesmen. Wnętrza jego firm ozdabia już kilkadziesiąt prac z jego prywatnej kolekcji. A on sam nie przestaje szukać.

Bez przerwy trrr

Nic nie wskazywało na to, że prezes giełdowej i2 Development znajdzie czas na wakacje co miesiąc, a do tego może poświęcić wiele godzin aukcjom sztuki. Przeciwnie — bywało, że praca zajmowała mu całą dobę. Zaczynałod nowych technologii. Praktycznie już w podstawówce. Popchnęła go do tego wielka powódź w 1997 r.

— Wtedy lało w Korfantowie przez całe lato. Siedziałem w domu i się nudziłem. W końcu pożyczyłem od sąsiada Corela, program do grafiki komputerowej, i czytając samouczek, zacząłem projektować. Stworzyłem nawet stronę o aplikacji Corel — wspomina Marcin Misztal. W ogólniaku wybrał klasę matematyczno- -informatyczną i zaczął zarabiać na grafice komputerowej, tworząc strony WWW, foldery, wizytówki i ulotki dla miejscowych przedsiębiorstw. Pod koniec liceum znalazł się wśród laureatów dwóch konkursów: „Europa moich marzeń” i „Euroszkoła w Internecie”. Pomogło mu to w pozyskiwaniu kolejnych klientów. Biznes się rozkręcał. Pracy nie przerwał, idąc na studia. Wybrał Akademię Ekonomiczną we Wrocławiu, gdyż uznał, że tego właśnie potrzebuje, by dalej się rozwijać. Już na początku życia żaka wpadł na pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę: w 2004 r. uruchomił firmę z domenami internetowymi o nazwie Domenomania.pl.

— Do stworzenia pierwszej wersji strony internetowej zatrudniłem swojego wykładowcę. Domenomania.pl w szczycie rozwoju miała kilkadziesiąt tysięcy klientów. I była to pierwsza firma, dla której pozyskałem inwestorów. Znalazłem ich w internecie. Pochodzili z Mielca, a więc z drugiego krańca Polski.

W dodatku zajmowali się zupełnie innymi biznesami — chemią gospodarczą i nieruchomościami. Ale oni szukali inwestycji, a ja szukałem kapitału. Przejęli najpierw 51 proc. firmy, potem 70 proc., a po kilku latach wykupiłem ich, odzyskując 100 proc. — opowiada Marcin Misztal.

Rozwijając Domenomanię, szukał kolejnych pomysłów. W końcu założył Grupę Tro Media, skupioną na prowadzeniu portali internetowych, obsłudze kampanii reklamowych w mediach elektronicznych i rozwoju technologii IT. W 2010 r. akcje tej spółki zadebiutowały na NewConnect, a 25-letni Misztal został najmłodszym prezesem na giełdzie. Dwa lata później, wygrzewając się w basenie na Cyprze, dzień przed swoim ślubem, podjął rewolucyjną decyzję.

— Poczułem zmęczenie materiału. Grupa, w ramach której działało kilkanaście spółek, rozwijała się szybko. Oznaczało to dla mnie setki telefonów i e-maili dziennie, nie mówiąc o spotkaniach. Powiedziałem sobie: dość — wspomina biznesmen. Pakiet kontrolny Tro Media sprzedał za 20 mln zł.

Do jednej bramki

Kolejny rozdział jego biznesowej historii, który trwa do dziś, zaczął się kilka lat przed sprzedażą Tro Mediów. Podczas jednego z wakacyjnych wypadów poznał Andrzeja Kowalskiego, który miał deweloperską firmę i2 Development. Zaprzyjaźnili się. Kowalski nawet zainwestował w dwie spółki Tro Mediów. W końcu postanowili razem kupić nieruchomość.

— Brak możliwości większych inwestycji w nowe technologie spowodował, że zacząłem przyglądać się rynkowi nieruchomości. To bezpieczna lokata kapitału — przekonuje Marcin Misztal. Pierwszy niewielki wspólny projekt mieszkaniowy nowi wspólnicy zrealizowali we Wrocławiu przy ul. Wszystkich Świętych, naprzeciwko niszczejącego szpitala im. Babińskiego. Widok niezbyt zachęcający.

— Tłumaczyłem klientom, że szpital na pewno zostanie sprzedany. A jak nikt go nie kupi, to my go kupimy — opowiada prezes i2 Development, który ma dziś ponad 40 proc. udziałów w spółce. I w końcu rzeczywiście kupili za 36 mln zł cały teren szpitala wraz z kilkunastoma zabytkowymi obiektami pod hipotekę nieruchomościnależących do Andrzeja Kowalskiego. Powstaje tu flagowy projekt i2 Development, perełka na inwestycyjnej mapie Wrocławia — Bulwar Staromiejski, obejmujący rewitalizację dawnych murów i nowe budynki. Projekt trudny, dla doświadczonych. A więc, jak przekonuje Marcin Misztal, w sam raz dla i2 Development, która w ciągu pięciu lat zdążyła zrealizować kilkadziesiąt projektów mieszkaniowych i oddała kilka biurowców. W Grupie są też generalny wykonawca i firma architektoniczna, której tronem jest zespół przejęty z wrocławskiej filii APA Kuryłowicz & Associates. — W ten sposób przyspieszyliśmy tempo inwestycji. Możemy reagować błyskawicznie w razie problemów i mamy większą pewność powodzenia przedsięwzięcia. W branży deweloperskiej często pojawiają się konflikty między inwestorem, architektem i generalnym wykonawcą, a w i2 Development wszyscy grają do jednej bramki — zapewnia Marcin Misztal. Akcje dewelopera od 2016 r. są notowane na rynku głównym GPW.

Na pełnym luzie

Dziś i2 Development ma w ofercie aż 22 obiekty. Przygotowuje się nawet, w ramach testowania rynku, do budowy niewielkiego osiedla domów jednorodzinnych na Teneryfie. Choć inwestycja ma ruszyć za kilka miesięcy, już pojawili się chętni.

— Praktycznie produkt można uznać za sprzedany — zapewnia biznesmen. Marcin Misztal, ukształtowany przez środowisko IT, mógł wnieść w deweloperskie obyczaje sporo nowego. I bez wahania to zrobił.

— Jeśli człowiek przez wiele lat pracuje na rynku nieruchomości, jest przyzwyczajony do bardzo wolnego trybu działania, zwłaszcza administracyjnego. Tu wszystko się dzieje porami roku, na wszystko się czeka i mało kto reaguje nawet na kilkutygodniowe opóźnienia. Zupełnie odwrotnie niż w nowych technologiach, gdzie zmiany pojawiają się z minuty na minutę. Zacząłem więc przede wszystkim pracować nad przyspieszeniem procesów inwestycyjnych — opowiada prezes i2 Development.

Przeszczepił też do firmowego DNA „cyfrowy styl”, czyli pełen luz „komputerowca”. A doświadczenie z rozwijania portali internetowych wykorzystał przy sprzedaży mieszkań — i2 Development nie reklamuje się w prasie, na targach, a nawet na ekranach outdoorowych, z wyjątkiem tych, które znajdują się na gruntach lub budynkach spółki.

— Kampanie marketingowe prowadzimy przez internet, co jest bardziej efektywne. Sprzedaż mieszkań rośnie z roku na rok. Biznes sprawnie się rozwija. I choć wciąż zdarza mi się pracować ponad 80 godzin w tygodniu, sprawnie naoliwiona organizacja pozwala mi regularnie łapać chwile oddechu, wygospodarować wolny czas, który poświęcam m.in. swoim pasjom — uśmiecha się Marcin Misztal. Comiesięcznym wakacjom i artystycznym aukcjom?

— Nie tylko. Od lat regularnie gram też w tenisa stołowego. W Korfantowie figuruję nawet na liście zawodników — opowiada biznesmen. Trening obowiązkowo dwa razy w tygodniu. Twierdzi, że teraz to już bardziej „fun” niż wyczyny zawodowe. I… montuje z kolegami drużynę na Międzynarodowy Turniej Tenisa Stołowego w Korfantowie, który odbędzie się w kwietniu. Musi też być obecny na każdym ciekawym wydarzeniu w tej dyscyplinie w Polsce. Teraz czeka na nowe perełki — nie spod pędzla malarza czy rzeźbiarskiego dłuta. Podczas tegorocznej Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wylicytował koszulki Andrzeja Grubby, używaną przez tego czarodzieja rakietki podczas Igrzysk Olimpijskich w Atlancie w 1996 r., i paraolimpijskiej mistrzyni Natalii Partyki ze zwycięskich zmagań w Pekinie 2008 r. Mają ozdobić jego gabinet. &