Dystrybutorzy wstrzymują oddech

Mateusz Witczyński
opublikowano: 22-03-2010, 00:00

Choć ten rok ma być lepszy niż poprzedni, gracze na rynku stali czekają z decyzjami inwestycyjnymi.

Są pierwsze oznaki końca kryzysu, ale rzeczywisty stan rynku poznamy w ciągu miesiąca

Choć ten rok ma być lepszy niż poprzedni, gracze na rynku stali czekają z decyzjami inwestycyjnymi.

Ceny produktów indeksowanych przez Polską Unię Dystrybutorów Stali sukcesywnie rosną już od listopada.

Zaczął się ruch

— Od kilku tygodni rzeczywiście obserwujemy bardzo widoczne wzrosty cen stali — mówi Robert Wojdyna, prezes Konsorcjum Stali (KS).

Na razie jednak zmiany te nie mają wiele wspólnego ze wzrostem popytu, a raczej z przygotowaniami do niego.

— Producenci doszli do wniosku, że wytwarzanie po cenach z trzeciego kwartału 2009 r. im się nie opłaca i wolą nawet nie wytwarzać, niż robić to po cenie rentowności — dodaje Robert Wojdyna.

Inwestycje

Rozpoczęło się więc odświeżanie zapasów, dystrybutorzy starają się wyprzedać jak najwięcej kupionego tanio towaru i zrobić zapasy jeszcze po w miarę niskich cenach.

— Staramy się dostosować do nurtu wyznaczonego przez producentów, uzupełniając zapasy. A na wzrosty cen stali patrzymy z umiarkowanym op-tymizmem — podkreśla prezes KS.

Według niego o tym, jak się będzie kształtowała sytuacja na rynku, zdecyduje końcówka kwietnia, kiedy klienci finalni ruszą z zakupami. Wtedy też prowadzona przez niego grupa ostatecznie zdecyduje o realizacji pierwszej z planowanych na ten rok inwestycji — rozbudowie zaplecza magazynowo-przetwórczego w Krakowie.

Ostrożnie na rozwój sytuacji patrzy też zarząd Stalprofilu.

— Mamy już zaplecze do dystrybucji stali, które rozwinęliśmy kosztem kilkudziesięciu milionów złotych w latach ubiegłych — mówi Jerzy Bernhard, prezes Stalprofilu.

Spółka nie przerwała inwestycji na czas spowolnienia gospodarczego, teraz zaś zamierza się skupić na rozszerzeniu oferty.

— W tym roku planujemy zainwestować około 25 mln złotych, chcemy rozbudować zakład konstrukcji stalowych spółki Kolb i zainwestować w spółce ZRUG Zabrze — in-formuje Jerzy Bernhard.

W tym budżecie zawiera się także kontynuacja rozpoczętej w 2009 r. budowy centrum izolacji antykorozyjnych rur stalowych. Bernhard obawia się jednak, czy utrzymają się na rynku wysokie ceny i płynność finansowa klientów. Jego zdaniem problemy mogą się pojawić, kiedy okaże się, że zawarte w 2009 r. kontrakty na duże przedsięwzięcia infrastrukturalne nie przystają do obecnych cen stali na rynku.

— Może to powodować problemy z terminowością — zaznacza prezes.

Podobne obawy ma szef TM Steel. Firma planuje jeszcze w tym roku otworzyć dwa dodatkowe centra serwisowe, ale uzależnia to od uzyskania płynności finansowej. Z kolei Cognor po niepomyślnym roku 2009 plany inwestycyjne postanowił odłożyć.

— Liczymy na poprawę wyników w tym roku, jednak większe inwestycje i przejęcia odkładamy na kolejne lata — powiedział PAP Krzysztof Walarowski, prezes Cognora.

Przewidywania

Prognozy dla rynku stali na 2010 r. są obiecujące.

— Kryzys zdaje się mijać, pojawiają się pierwsze oznaki znacznego ożywienia. Opel i Fiat zapowiedziały wzrost produkcji, mamy kontrakty infrastrukturalne, a i w budownictwie pojawiają się sygnały koniunktury — mówi Wojciech Szulc, dyrektor Zespołu Analiz Techniczno-Ekonomicznych w Instytucie Metalurgii Żelaza.

Poważne zmiany zauważają też dystrybutorzy.

— Zmieniło się nastawienie klienta. Nabywcy są odważniejsi, nie boją się kupować na zapas. Wcześniej każdy kupował wyłącznie pod bieżące zamówienia. Teraz można powiedzieć o znacznym wzroście optymizmu klientów — podkreśla Robert Wojdyna.

Bardzo pozytywnie o rozwoju polskiego rynku stali wypowiadają się nasi południowi sąsiedzi. Według Stowarzyszenia Hutnictwa Republiki Czeskiej nasz popyt wzrośnie na tyle, że oni będą mogli skorzystać na eksporcie swoich nadwyżek. Eksperci i rynkowi gracze przyznają jednak, że wszelkie prognozy zostaną bardzo szybko zweryfikowane.

— Jeśli na przełomie kwietnia i maja popyt znacząco wzrośnie, a ceny utrzymają się na wysokim poziomie, będziemy mogli mówić o końcu kryzysu — uważa Robert Wojdyna.

— Nie wykluczam, że prognozy o 9,2-procentowym wzroście popytu trzeba będzie skorygować w górę — wtóruje mu Wojciech Szulc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Witczyński

Polecane