E-sąd dwa lata temu wystartował jako narzędzie, które miało znacznie uprościć i skrócić proces dochodzenia roszczeń pieniężnych przez osoby fizyczne i prawne. Teraz znów zrobiło się o nim głośno, choć w mniej pozytywnym kontekście. Pojawiają się głosy, że konstrukcja lubelskiego e-sądu sprzyja nadużyciom. Polegają one m.in. na domaganiu się roszczeń nieistniejących, przedawnionych albo tych samych po kilka razy.
— Największym zarzutem kierowanym pod adresem sądu w Lublinie są przypadki doręczania nakazu zapłaty pod nieaktualne adresy, wydawanie nakazów w stosunku do osób nieżyjących czy też wydawanie nakazów zapłaty w stosunku do roszczeń, które uległy przedawnieniu — przyznaje Aleksander Czech, radca prawny, managing associate w kancelarii Deloitte Legal.
Zdaniem Pawła Budrewicza, radcy prawnego w Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, wykorzystywanie e-sądu, szczególnie w praktyce firm windykacyjnych zajmujących się hurtowym skupem długów, jest nagminne. — Często pozywają one o przedawnione roszczenia, licząc na to, że większość osób, do których trafi nakaz zapłaty z e-sądu, nie wniesie sprzeciwu, wskutek czego będzie musiała zapłacić stary dług — twierdzi Paweł Budrewicz.
Nie lekceważyć nakazów
Jednak nadużycia nie są wyłącznie skutkiem słabości konstrukcji Elektronicznego Postępowania Upominawczego (EPU). Wina leży również po stronie pozwanych, którzy często nie grzeszą wiedzą na temat zasad funkcjonowania e-sądu, albo prawa w ogóle. Większość osób czy też firm, do których trafia wezwanie do zapłaty, rzeczywiście ignoruje ten fakt. Dlaczego?
— Wielu lekceważy nakaz, uważając, że skoro roszczenie jest przedawnione, to nie trzeba będzie płacić, ale nie zdają sobie sprawy, że taki argument należy zgłosić sądowi — twierdzi Paweł Budrewicz.
Inni nie wiedzą, że do pozwu elektronicznego nie trzeba nic załączać, i widząc, że zawiera on listę dowodów, czekają na dodatkowe dokumenty. Jeszcze innym termin na zgłoszenie sprzeciwu upływa, ponieważ do ich rąk nakaz trafia z opóźnieniem, a to się zdarza, kiedy dokumenty są wysyłane na adres nieużywanyprzez daną osobę od wielu lat, natomiast pocztę odbiera osoba niekoniecznie pozostająca w stałym kontakcie z zainteresowanym. Fakt, że przy składaniu pozwu nie załącza się dodatkowych dokumentów, to znaczne ułatwienie dla powoda. W związku z tym pozew poprawnie zredagowany niejako z automatu spowoduje wydanie nakazu zapłaty.
— Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której niemal wszystkie pozwy nieposiadające braków formalnych powodują nakaz zapłaty — potwierdza Michał Gruca, adwokat w kancelarii Schoenherr.
Wyrazić sprzeciw. Tylko jak?
Wydaje się jednak, że kłopotów z e-sądem można w prosty sposób uniknąć — wystarczy odpowiednio zareagować na nakaz o zapłatę i wyrazić sprzeciw. Niestety, tak pozornie prosta sprawa wielu osobom może przysporzyć kłopotów.
— Przepisy dotyczące e-sądu są nieprecyzyjne i niedopracowane. Nie jest jasne, jakiego rodzaju zarzuty należy podnieść w sprzeciwie — mówi Paweł Budrewicz. Pozwani często muszą robić to w ciemno, odnosząc się do skąpych i bardzo nieprecyzyjnych informacji zawartych w pozwie, nie do końca nawet zdając sobie sprawę, o jaką fakturę czy sytuację chodzi. Wiele problemów rodzi również przejście sprawy z sądu elektronicznego do tradycyjnego.
— Obowiązki formalne są tutaj na tyle skomplikowane, że proces może się wydłużyć o kilka miesięcy, a drobne niedopatrzenie może spowodować przegranie sprawy — twierdzi Paweł Budrewicz. Sprawa wraca na tor tradycyjny po wniesieniu sprzeciwu. I dalej idzie już normalną, długotrwałą procedurą.
Generalnie jednak trudno odmówić e-sądowi efektywności. — Wśród wielu przedstawicieli prawników i sędziów panuje przekonanie, że Sąd w Lublinie działa sprawnie, a cała procedura uzyskania nakazu zapłaty w tym trybie jest prostsza, tańsza i stanowi atrakcyjną alternatywę dla wierzycieli w stosunku do zwykłego postępowania cywilnego — mówi Aleksander Czech.
— Naszym zdaniem, problemy dotyczą w takim samym stopniu tradycyjnego postępowania upominawczego. Różnicą jest jedynie skala tych zjawisk — zrobiło się o nich głośno ze względu na ogromną liczbę spraw przeprowadzonych w ostatnich latach przez EPU — wtóruje mu Izabela Bednarek, dyrektor Departamentu Obsługi Prawnej w Presco Group.
Będzie lepiej
Swojego dziecka broni Ministerstwo Sprawiedliwości, twierdząc podobnie — problemy z nadużyciami dotyczą każdego postępowania, a w EPU stanowią procentowy margines, są jednak widoczne, ponieważ e-sąd obsługuje bardzo dużo spraw. Od stycznia 2010 r. wpłynęło ich ponad 4 mln, a miesięcznie trafia średnio 200-250 tys.
Obecnie trudno sobie wyobrazić wymiar sprawiedliwości bez e-sądu. Jacek Gołaczyński, podsekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, wyznaje, że gdyby inne sądy miały rozpoznawać dodatkowo choć część spraw załatwianych przez e-sąd, pogorszyłoby to kondycję wymiaru sprawiedliwości. Dlatego też Ministerstwo Sprawiedliwości ani myśli o pozbyciu się tego narzędzia, ale dostrzega problemy i planuje zmiany, które mają usprawnić funkcjonowanie e-sądu. Na czym będą polegać?
— Wprowadzony zostanie mechanizm elektroniczny weryfikujący automatyczne wniesienie sprawy pomiędzy tymi samymi stronami o to samo roszczenie. Pozwoli to uniknąć sytuacji wniesienia przez powoda ponownie sprawy w celu wyłudzenia kolejnej kwoty od dłużnika — pisze Ministerstwo Sprawiedliwości w swoim komunikacie.
Ponadto wypracowało już koncepcję weryfikacji miejsca zamieszkania i zdolności sądowej na podstawie danych z systemu PESEL. Tylko na problem przedawnienia nic nie może poradzić. Roszczenie przedawnione istnieje, może być dochodzone przez wierzyciela i kropka. Dłużnicy muszą sobie radzić sami, reagując sprzeciwem na podobne żądania. Tak jak w każdym innym postępowaniu sądowym.