eCard: sukces na kredyt

Kamil Zatoński
opublikowano: 12-07-2007, 00:00

Zarząd spółki nie traci dobrego nastroju. Inwestorzy też, choć powinni być bardziej krytyczni

Dokładnie rok temu eCard efektownie zadebiutował na warszawskiej giełdzie. Kurs akcji na premierowej sesji rósł nawet o 137 proc. Wtedy spółka uzyskała z emisji 8 mln zł, które miały pójść na rozwój produktów i przejęcia. Dziś kończą się zapisy na akcje kolejnej emisji — tym razem wartej 24 mln zł. Kapitał znów jest potrzebny na dofinansowanie projektów i akwizycje. Wzrost kursu w ostatnich dwunastu miesiącach o 145 proc. (uwzględniając prawo poboru) pokazuje, że inwestorzy ufają zarządowi. Zdaniem „PB” trochę na wyrost, bo spółka nie rozwija się tak szybko i nie osiąga takich wyników, jakie obiecywał zarząd.

Już w tym roku miał się pojawić pierwszy w historii spółki zysk netto, ale wszystko wskazuje na to, że sukcesem będzie wynik zbliżony do zera. Zarząd przezornie odwołał prognozy. Ubiegły rok pokazał, że były zbyt ambitne. Owszem, mogły zostać zrealizowane, przy splocie korzystnych czynników. Tak się jednak nie stało, rynki, na których działa spółka, są we wczesnej fazie rozwoju. Bardzo powoli rozwija się usługa 3D Secure, polegająca na zabezpieczaniu transakcji internetowych, dzięki czemu możliwe staje się płacenie w sieci płaskimi kartami. Dopiero w czerwcu udało się podpisać pierwszą przedwstępną umowę na jej wdrożenie w jednym ze średniej wielkości banków. Rozmowy z drugim klientem trwają.

Nawet jeśli finalizacja obu kontraktów nastąpi w najbliższych miesiącach, trudno przewidzieć, jak szybko usługa stanie się na tyle popularna, by przynosić spodziewany przez spółkę (i inwestorów) poziom sprzedaży i zysków. Tym bardziej że przychody z ePrzelewu, jednego ze sztandarowych produktów spółki, rosną stabilnie, a nie skokowo, jak życzyłby sobie eCard. Trzeba jednak nadmienić, że spółka znajduje na niego kolejnych klientów (w tym roku m.in. PKP Intercity i SkyEurope). Kokosów nie przynosi też obszar sprzedaży doładowań telefonów prepaidowych. Na dodatek z niejasnych przyczyn spółka zakończyła w pierwszym kwartale krótką współpracę z firmą Telagate, choć zarząd eCardu wiele sobie (i inwestorom) po niej obiecywał. Na pocieszenie pozostaje umowa z P4, operatorem sieci Play. Doładowania to jednak biznes przynoszący niskie marże.

Zarząd spółki uznał, że lokomotywą wzrostu wartości firmy będzie szybka rozbudowa sieci bankomatów. Spółka ma ich obecnie blisko 100, do końca roku ma ich być 250-300, a docelowo — nawet 500. Problemem jest zdobycie dobrych lokalizacji, bo konkurencja nie śpi. Cash4You chce postawić 100 maszyn, a lider — Euronet — około 350. Do sukcesu potrzeba także umów z bankami (na razie podpisano zaledwie jedną — z Citibankiem), dzięki którym ich klienci mogliby bezpłatnie pobierać gotówkę z bankomatów eCardu. Tylko w ten sposób będzie można szybko poszerzyć klientelę i liczbę przeprowadzanych operacji. W przeciwnym wypadku może się okazać, że projekt wydłuży drogę do osiągnięcia progu rentowności. Na razie wiążą się z nim spore koszty, które pokryte będą m.in. z pieniędzy z nowej emisji (12 mln zł).

ECard nie rozliczył się do tej pory z zapowiedzi przejęć. Rok temu zamierzał przeznaczyć 4 mln zł na zakup firmy zajmującej się produkcją i personalizacją kart płatniczych oraz podmiotu mającego własną sieć bankomatów. Dopiero 18 maja tego roku udało się podpisać niewiążącą umowę przejęcia udziałów w przedsiębiorstwie prowadzącym działalność w zakresie personalizacji kart. Zakończenia transakcji należy się spodziewać do końca trzeciego kwartału. Zostanie sfinansowana pieniędzmi (7 mln zł) z emisji, tyle że tegorocznej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu