Efekt jojo w niemieckiej gospodarce: po wzroście spadek, po spadku… stagnacja

Gabriel ChrostowskiGabriel Chrostowski
opublikowano: 2025-08-22 12:51

Niemiecką gospodarką przez jakiś czas miotał efekt jojo wywołany amerykańskimi cłami, ale to nie zmienia faktu, że koniunktura pozostaje stagnacyjna. Wskaźniki wyprzedzające sugerują jednak, że w przemyśle coś drgnęło, aczkolwiek na razie to za mało, by wywołać szersze ożywienie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Z danych Destatisu, urzędu statystycznego, wynika, że realny PKB w Niemczech skurczył się w II kw. 2025 r. o 0,3 proc w ujęciu kwartał do kwartału. Jest to istotna zmiana względem początkowych szacunków, które wskazywały spadek o 0,1 proc. Nie zagłębiając się zanadto w didaskalia, obraz koniunktury się nie zmienia — stagnacja, stagnacja i jeszcze raz stagnacja. Gospodarka naszego zachodniego sąsiada nie rośnie już ósmy rok z rzędu.

Uwagę przykuwa fakt, że nasz zachodni sąsiad doświadczył efektu jojo w koniunkturze. Najpierw w pierwszym kwartale gospodarka wzrosła o 0,3 proc. k/k, by potem skurczyć się o 0,3 proc. i ostatecznie wyjść na zero. Wyjaśnieniem są amerykańskie cła. W marcu produkcja i eksport farmaceutyków i maszynerii mocno wzrosły, bo amerykańskie firmy zwiększały stan zapasów, by zmitygować negatywny wpływ ceł, ale potem ten efekt naturalnie wyparował. Ekonomiści Bundesbanku tak napisali w sierpniowym raporcie: „Spadek produkcji przemysłowej jest zatem prawdopodobnie głównie przypisywany efektom spadkowym następującym po wcześniejszym wyprzedzającym wzroście wywołanym przez amerykańską politykę celną w pierwszym kwartale. Produkcja w branżach takich jak farmaceutyczna i przemysł maszynowy, które są silnie uzależnione od rynku amerykańskiego, odnotowała szczególnie znaczący spadek. Efekty spadkowe były również widoczne w eksporcie. Eksport towarów do Stanów Zjednoczonych spadł gwałtownie w drugim kwartale po znacznym wcześniejszym wzroście.”

Można więc stwierdzić, że drugi kwartał nie przyniósł żadnych zmian w Niemczech. Słaby eksport, recesja w przemyśle i budownictwie, regres inwestycyjny i niechęć konsumentów do większych wydatków pozostają balastem dla wzrostu gospodarczego. Jedyne jasne strony to wzrost konsumpcji rządowej (+0,8 proc. k/k i +2,1 proc. r/r), stabilne zatrudnienie (+0,0 proc. r/r) i poprawiająca się koniunktura w usługach biznesowych i IT (+0,5 proc. k/k).

Warto pamiętać, że dane o PKB to jak patrzenie w lusterko wsteczne samochodu — pokazują, gdzie byliśmy, a nie gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Drugi kwartał obejmował okres od kwietnia do czerwca, a my mamy już drugą połowę sierpnia. W gospodarce dwa miesiące to może być cała epoka — wystarczy pomyśleć o tym, jak szybko zmieniają się nastroje na giełdach czy jak błyskawicznie firmy reagują na nowe informacje. Nie oznacza to, że nagle Niemcy mogą wyskoczyć z 3-procentowym wzrostem, ale pierwsze sygnały nadchodzącej zmiany trendu mogą być już widoczne w najnowszych danych wysokiej częstotliwości, czyli we wskaźnikach wyprzedzających.

Co z nich wynika? W skrócie — w niemieckich fabrykach wreszcie coś drgnęło, ale portfele gospodarstw domowych wciąż pozostają szczelnie zamknięte. Pozytywne sygnały z przemysłu kontrastują więc z wysoką skłonnością do oszczędzania wśród ludności.

W sierpniu PMI dla przemysłu osiągnął najwyższy poziom od 38 miesięcy (49,9 pkt), a wskaźnik produkcji przemysłowej wystrzelił do 52,6 pkt, najwyżej od ponad trzech lat. Szczególnie spektakularny zwrot nastąpił w branży motoryzacyjnej, dotychczas największym kulawym koniu gospodarki. Sprzedaż aut osobowych wzrosła w lipcu o 11 proc. r/r, a nastroje producentów poprawiły się z -31,6 do -23,8 pkt.

Podczas gdy przemysł nabrał lekkiego rozpędu, niemieckie portfele pozostają niewzruszone. Skłonność konsumentów do zakupów zmniejszyła się z -6,2 do -9,2 pkt, mimo że realne dochody ludności rosną. Dlaczego? Otóż dalej rośnie skłonność do oszczędzania, która wzrosła do 16,4 pkt. Czyli coraz większy odsetek niemieckich gospodarstw domowych deklaruje skłonność do oszczędzania, a coraz mniejszy do zwiększenia swoich wydatków. Rolf Bürkl z instytutu NIM tłumaczy wprost: „Większość konsumentów nadal uważa, że wskazane jest wstrzymanie pieniędzy zamiast wydawanie ich na duże zakupy". Jeżeli to się nie zmieni, to jakieś żwawsze ożywienie pozostanie mrzonką.

Niemcy mogą właśnie wchodzić w delikatne ożywienie napędzane przez przemysł, ale prawda jest taka, że nic się na trwale nie zmieni, dopóki nie przebudują modelu wzrostu opartego na eksporcie na rzecz stymulowania popytu krajowego, czyli istotnego podniesienia konsumpcji i inwestycji. Niższe stopy procentowe pewnie w tym pomogą, ale taka transformacja struktury wzrostu trwa latami, nie dzieje się z dnia na dzień.

Możesz zainteresować się również: