Efekt Touarega

opublikowano: 26-07-2018, 22:00

Lista dodatkowego wyposażenia jest długa jak lista błędów poznawczych. I, co gorsza, obie diabelnie utrudniają ocenę.

Wszyscy popełniamy błędy. Bywa, że są konsekwencją świadomych decyzji bazujących na racjonalnej ocenie. Ale czasem sknoci coś nasz mózg. Prawie bez naszego udziału. A przecież podejmowanie decyzji to stały i nader częsty element życia. Począwszy od tego, co zjeść na śniadanie, przez wybór odzienia, na decyzji o małżeństwie kończąc. Wszystkie wybory mają mniejszy lub większy wpływ na naszą przyszłość. Chociaż większość z nas jest przekonana, że zanim zdecyduje się na konkretne rozwiązanie, analizuje wszystkie dostępne informacje i świadomie wybiera najlepszą opcję, rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Codziennie popełniamy moc błędów poznawczych. Ja, oczywiście, też. Czym są owe błędy? Najprościej mówiąc, nieracjonalnym ocenianiem rzeczywistości. Opieraniem ocen na fałszywych czy złych przesłankach. To nie zawsze problem, bo zazwyczaj konsekwencje tych błędów są tak niewielkie, że zdarza się nam ich nie zauważać. Trudniej się robi, kiedy, stając w obliczu ważnych decyzji, ulegamy tymże błędom. Łatwo wpaść w pułapkę. Lista błędów poznawczych jest długa. Bardzo. Postaram się wybrać te, które mogłyby zmylić nas (lub inaczej — te, które zmyliły mnie) w podejmowaniutakiej oto decyzji: chcę nowego VW Touarega, czy nie chcę? Zaczynam od informacji zasłyszanej na konferencji: „VW Touareg trzeciej generacji zadebiutuje w Polsce z dwoma silnikami diesla. Mocniejszym (286 KM) i słabszym (231 KM)”. No i jestem na nie. Nie przepadam za dieslami (poza jednym jedynym przypadkiem), nie lubię tego rodzaju napędu, a echa diesel gate tylko ową niechęć pogłębiły (poza jednym jedynym przypadkiem). Słucham całej informacji, ale decyzję prawie podjąłem. No i masz! Padłem ofiarą samego siebie. To błąd poznawczy, zwany efektem zakotwiczenia. Wiele badań wykazuje, że formułując sąd czy prowadząc negocjacje, mamy tendencję do polegania na pierwszej informacji, którą usłyszymy. Wiąże się to z tym, że informacja uaktywnia w głowie pewien schemat poznawczy, który definiuje późniejszy sposób myślenia. Zakotwiczyłem się przy pierwszej informacji na tyle silnie, że nie „odkotwiczyła” mnie wiedza o tym, że będzie i TFSI (340KM), i (to później) hybryda plug-in, i jeszcze jeden diesel — V8 420KM, i — bagatela — 900Nm (a to ten jeden jedyny!). Skorom świadom błędu, to go nie popełnię. Idziemy dalej. Dochodzimy do auta. I trach!

Gabaryty. Najnowszy Touareg jest szerszy (4,5 cm), dłuższy (o 8 cm) i niższy (o 0,5 cm) od poprzednika. Ma też większy (o ponad 110 l) bagażnik. Teraz ma pojemność 810 l.
Wyświetl galerię [1/5]

Gabaryty. Najnowszy Touareg jest szerszy (4,5 cm), dłuższy (o 8 cm) i niższy (o 0,5 cm) od poprzednika. Ma też większy (o ponad 110 l) bagażnik. Teraz ma pojemność 810 l. FOT. MATERIAŁY PRASOWE

Szczęka na podłodze. Ładny. Podoba mi się jak żaden VW dotąd. W sumie mógłbym go mieć. Najwyżej poczekam na silnik benzynowy (albo ten jeden jedyny — ale nie mówcie nikomu). Aparycja, środek, wszystko na miejscu. Sekundę poprzedzającą wpisanie Touarega na moja listę „chcę to” zdałem sobie sprawę, że właśnie doświadczam efektu aureoli. Czyli skłonności do lubienia wszystkich cech czegoś tylko dlatego, że lubię jedną. Na zasadzie, że skoro ładna, to i kompetentna. Nic z tego, mój drogi, podstępny mózgu. Nie tym razem. Jedziemy sprawdzać kompetencje. I co? Ano: pozycja za kierownicą doskonała, fotele wygodne. Zgrabna kierownica zachęca do wykorzystania potencjału zawieszenia. A to jest bliźniacze z tym zastosowanym w Lamborghini Urus. Aktywne stabilizatory elektromechaniczne, tylna oś współskrętna, aktywne zawieszenie. Wszystko to prowokuje do sportowej jazdy. I choć Touareg sportowcem nie jest, zwinnie połyka kolejne zakręty. Można nim jeździć szybko. Ale woli komfortowo. Pod tym względem jest lepiej niż dobrze. Rozpieszcza mój przechodzony kręgosłup. Świadomość, że Touareg współdzieli płytę podłogową również z Bentleyem Bentaygą, rozpieszcza dodatkowo moje ego.

Niech to szlag!

Nie do końca świadom, czy przypadkiem nie ulegam efektowi konfirmacji (tendencja do poszukiwania danych, które potwierdzają postawioną uprzednio tezę), podejmuję niezawisłą decyzję. Trafia na listę „chcę to”. Za aparycję i kompetencje. Za to, że to jeden z najbardziej komfortowych SUV-ów, jakimi jeździłem. Za to, że nie jest nudny — co w przypadku VW oczywiste nie jest. Za listę wyposażenia dodatkowego dłuższą niż wystąpienia Fidela Castro. Jest proaktywny tempomat, który nie dość, że reguluje prędkość w zależności od sytuacji na drodze i sam skręca, to jeszcze we współpracy z nawigacją potrafi przewidzieć, kiedy trzeba zacząć hamować silnikiem, aby wytracanie prędkości było komfortowe i ekonomiczne. Jest układ Night Vision monitorujący przestrzeń przed samochodem w warunkach ograniczonej widoczności. Przy pomocy kamery termowizyjnej układ wykrywa żywe obiekty i oznacza je zarówno na ekranie zastępującym wskaźniki, jak i na wyświetlaczu przeziernym HUD (po raz pierwszy w VW informacje są wyświetlane na przedniej szybie, a nie otwieranej, przezroczystej płytce). Obiekty są sygnalizowane pomarańczowym kolorem, a kiedy występuje ryzyko wtargnięcia na jezdnię — czerwonym. Wtedy dodatkowo zadziałają sygnał dźwiękowy i mrugnięcie reflektorami IQ.Light, na moment oświetlające obiekt. Matrycowe przednie reflektory, każdy złożony ze 128 diod, potrafią płynnie regulować kształt snopu światła, więc w czasie jazdy nocą permanentnie są włączone światła drogowe, ale system wygasza odpowiednie diody, by obiekty w zasięgu reflektorów (samochody i ludzie) nie były oślepiane. Światła są tak precyzyjne, że mogą na przykład zmniejszać odbicia od znaków drogowych (wygaszając odpowiednie diody). To nie koniec wyposażenie z zakresu bezpieczeństwa, a tak naprawdę początek. W VW Touaregu jest dostępny układ ostrzegający o autach nadjeżdżających na skrzyżowaniu, aktywny system ochrony pasażerów, gdy wypadek jest nieunikniony, asystent jazdy w korku, utrzymujący auto pośrodku pasa ruchu, nawet na zwężeniach, asystent parkowania, także z przyczepą (a Touareg jest w stanie holować przyczepę o masie własnej 3,5 t) i układ automatycznego hamowania po kolizji. Mógłbym tak jeszcze długo gdyby nie konkluzja, która właśnie przeszyła mnie jak błyskawica.

Co ja wyprawiam?

No co? Ja?! Który nie lubi SUV-ów, nie lubi diesli (poza jednym jedynym), chce SUV-a? Z dieslem? I to nie tym jednym jedynym? Toż wystrzegałem się jednych błędów poznawczych, pozwalając jednocześnie, by stado innych tańczyło oberka pod moją czaszką. Efekt ekspozycji (pozytywna ocena na podstawie zwiększenia liczby kontaktów z ocenianym obiektem) pod rękę z efektem Pollyanny (poszukiwanie pozytywów i ignorowanie negatywnych aspektów). Za nimi breakdance’a odstawia efekt podczepienia (tendencja do robienia ocen zbieżnych z oceną większości). Błędów poznawczych jest masa. Wszystkie codziennie nas atakują i chyba nie ma przed nimi obrony. Warto próbować? Tak. Ale nie obrony. Różnych opcji motoryzacyjnych. Touareg na pewno zasługuje, by dać mu szansę. Ja mu nie dam, znowu winny jest efekt. Tym razem ten tytułowy. Na czym polega? Touareg zmienił charakter. Wyprzystojniał (potężna sylwetka) i zmądrzał (dziesiątki czynności potrafi zrobić za kierowcę), ale też wywindował swoją pozycję. Touareg trzeciej generacji jest, proszę państwa, Volkswagenem tylko z nazwy. Znaczy, że dla ludu. To raczej Reichswagen. Za wersję z trzylitrowym dieslem V6 o mocy 286 KM trzeba zapłacić 274 tys. zł. Aby wyposażyć auto w to, o czym pisałem wyżej, spokojnie dolicz kolejne 200 tys. zł. Ile będzie kosztował Touareg z tym jednym jedynym dieslem? Przynajmniej o dwa cylindry monet więcej. Reasumując. Nowy VW Touareg jest kompletnym samochodem, który zapewni wygodę i bezpieczeństwo jazdy w niemal każdych warunkach. To luksusowy środek transportu. I za to trzeba płacić. Jest dojrzałym autem, ale dla dojrzałych użytkowników. Nie lanserów, czyli nie dla mnie. Efekt Touarega, czyli potrzeba znaczka premium na masce auta za niemal pół miliona. Wstyd przyznać, ale ten efekt to moje drugie imię. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Efekt Touarega