Ekspaci powrastali

Ewa Bęczkowska
opublikowano: 2003-02-07 00:00

Ekspaci. Sami o sobie tak mówią — Francuzi na kontraktach w Polsce. Miano wywiedli od francuskiego „expatrié”, które tłumaczą „poza krajem, ojczyzną”.

— To teraz czekają cię wakacje u ojca w Polsce! Super! Będziesz stał w kolejce po chleb! — żartowali rówieśnicy mego 17-letniego syna, kiedy wyjeżdżałem przed trzema laty na kontrakt — opowiada Jacques Forestier, dyrektor ds. zakupów w Conforama Polska. — Ale nie żałowałem, moja rodzina również. Teraz dzieciaki pytają: „Tato, co zrobimy, kiedy skończy się twój kontrakt? Musimy wracać do Francji?”.

— Ofertę dostałem w 1991 roku. Mogłem wprowadzać zmiany w kraju, który przez pół wieku nie miał kontaktu z kapitalizmem! To najlepszy sprawdzian dla menedżera — wspomina Bertrand Le Guern, dziś wiceprezes zarządu Telekomunikacji Polskiej. — Trafiłem do Mielca — nie był ani uroczy, ani dynamicznie rozwijający się. Nie znałem polskiego. Na Wschodzie — prócz Polski — byłem tylko w ZSRR: dwa tygodnie. Uczyłem się wszystkiego. Od początku.

Dosłownie. O Polsce wiedział tyle, co przeciętny Francuz: „Solidarność”, Wałęsa... Nie oceniał pochopnie. Postanowił dostosować się do naszej kultury.

— Pracę w Polsce znalazłem sam. Nauczyłem się polskiego. Tu buduję przyszłość — mówi z mocą Yannick Carpentier, dyrektor sklepu Go Sport Polska.

— Miałem żonę Polkę. Poznaliśmy się we Francji. No i we Francji uznaliśmy, że wygodniej żyć w Polsce. Poszukałem pracy i trafiłem do Auchan na 3-letni kontrakt — wyjaśnia Laurent Villain, dyrektor działu zakupów i wyposażenia Auchan Polska.

Polskę poznał podczas wakacyjnych wypraw. Wcześniej słyszał nieprzyjazne określenia typu: „pijany jak Polak”. Bzdura!:

— Choć w latach 90. zauważyłem, że w pierwszą sobotę miesiąca na drogach robi się niebezpiecznie. Zakłady pracy wypłacały pensje i niektórzy świętowali, wychodzili na ulice — rozumie pani...

Słyszał, że u nas zimno i szaro. Pamięta pierwsze wrażenie: kominy na domach i specyficzny zapach dymu... Potem w zaskakującym tempie pojawiały się nowoczesne biurowce, a na ulicach — kosztowne samochody. Zmiany...

— Polska otwiera się na świat. Pęd do nowych rozwiązań jest większy niż w innych państwach europejskich — dopowiada z optymizmem Laurent Villain.

Kontrakty są zazwyczaj 3-letnie. Można je przedłużać na 2 lata, później firmy oferują pracę na warunkach lokalnych. Krążą mity o tym, ile zarabiają Francuzi w Polsce.

Pensja nie jest wyższa niż we Francji na tym samym stanowisku, lecz dochodzą bonusy na mieszkanie, przeloty samolotem do rodzinnego kraju, służbowy samochód — wyjaśniają jak jeden mąż. Ale kwot za żadne skarby nie podadzą. Tajemnica.

— Jestem dyrektorem ds. zakupów, ale moje zarobki nie mogą być większe niż we Francji. Powód? Prosty. Tam Conforama ma 180 sklepów, w Polsce — 3. Moja odpowiedzialność jest inna. Przyznaję — w moim wieku nie osiągnąłbym tak szybko stanowiska dyrektora. We Francji byłem koordynatorem regionalnym, odpowiadałem za 12 sklepów. Łatwiej o awans w kraju, gdzie struktura jest nieukształtowana — twierdzi Jacques Forestier.

Nienawidzi rutyny. Dlatego postanowił wyjechać z Francji. Lubi podróżować. Jako ekspat może połączyć pasje z pracą. Jeśli nie przedłużą mu kontraktu w Polsce — trudno, popróbuje gdzie indziej. Choćby w Azji. Nie chce przecież, by jego przygoda życia poza Francją się skończyła.

— Kiedy wyjeżdżałem, traktowano mnie jak szalonego: „Po co tam jedziesz!”. Teraz słyszę: „Gdybyś został we Francji, nie byłbyś na tym stanowisku”. Odpowiadam po prostu: „No to dlaczego wtedy nie spróbowałeś?!” — zamyka usta zazdrośnikom Bernard Le Guern.

— Pół roku nie mówiłem po polsku prawie nic. Ale znalazłem pracę. Nie wiem, w jakim stopniu pomogło moje wcześniejsze doświadczenie... Dla mnie ważne, że to, co mogę osiągnąć zawodowo w Polsce jako 25-35-latek, we Francji dostanę — jeśli dobrze pójdzie — 10 lat później. Nie, nie jestem tu dla pieniędzy, bo na razie nie są większe... — opowiada Pierre-Yves Heleut, szef sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie bmp Polska.

— Dziwi, dziwi... Że stosunki w pracy są takie formalne. Pracowałem nad ważnym projektem przemysłowym dla zakładów w Mielcu. Grupę polskich menedżerów traktowałem jak partnerów zawodowych. Mijały miesiące, a układy nadal pozostawały formalne. Słyszałem: panie prezesie, panie dyrektorze... Po kwartale stało się to uciążliwe — opowiada Bertrand Le Guern.

W Polsce, kiedy ludzie zapraszają cię do domu — są serdeczni, gościnni. Ale na zakupach lub w urzędzie poznasz inne oblicze Polaków.

— Może to pozostałości komunizmu? — zastanawia się Bernard Le Guern. — Czyżby „dzień dobry” i okazywanie zainteresowania klientowi zabił w ludziach system?

Wtóruje mu Laurent Villain:

— Czy tak trudno odebrać telefon, czy tak trudno być miłym i udzielić informacji? Mam sposób — pytam o nazwisko przełożonego i wtedy rozmówcy są mili, przepraszają. Ale są też wzorowe firmy, które mogę wyłącznie chwalić... Inna denerwująca sprawa — w Polsce zawsze sprawdzam, czy informacja, którą wysłałem, dotarła do adresata. Czasem faksy leżały tygodniami, a sprawa nie została załatwiona...

Przeszkadza mu też tryb pracy. We Francji pracuje się od 8-9 do godziny 12, a po godzinnej przerwie na lunch — do 19. Między godziną 13 a 14 nad Sekwaną nie załatwisz właściwie żadnej sprawy służbowej (choć coś tu zmieniły telefony komórkowe). W Polsce wiele firm pracuje do godziny 15-16 — i po południu nie da się nic załatwić. To po prostu przeszkadza w biznesie

— Polacy ciągle się czegoś uczą. Kolejne kursy, studia — stale o tym słyszę — Jacques Forestier tym razem mówi o przyjemnym zaskoczeniu. — Francuzi uczą się niechętnie. Kiedy wysyłamy ich na szkolenia, twierdzą, że im to niepotrzebne, bo niby czego mogą się jeszcze nauczyć.

— Podstawową rolą menedżera jest inspirować zespół, stawiać coraz wyżej poprzeczkę... W Polsce nie docenia się ludzi 40-50-letnich, a nawet starszych. Jakoś zapomniano o ich potencjale... — sądzi Bertrand Le Guern. — Traci na tym cały kraj! Wszystkim wydaje się, że tylko z młodym zespołem można osiągać sukcesy. Absurd! Młodzi w Polsce są ambitni, ale ich oczekiwania? Czasami są zbyt oderwane od rzeczywistości. Ale może to tylko domena rynku warszawskiego?

Na wykorzystanie doświadczeń z Francji patrzy z pokorą. Trudno przenosić obce wzory do firmy z własną już historią, osiągnięciami. Nie sposób zmieniać en bloc, bo „wie się lepiej”. Owszem — poprawić, udoskonalić — tak, ale nie krytykować wszystkiego. I wszystkich.