W najbliższych latach eksport będzie rósł dwucyfrowo, choć wolniej niż import. Jednak narastający deficyt nie będzie problemem.
Eksporterzy, mimo obaw spowodowanych silnym złotym, dają sobie doskonale radę. W 2006 r. eksport wzrósł o 22,6 proc., w I kwartale 2007 r. dynamika sięgnęła 16,4 proc. Zdaniem Piotra Woźniaka, ministra gospodarki, mimo wysokiej bazy odniesienia w 2007 r., dzięki dobrej koniunkturze na świecie oraz napływowi bezpośrednich inwestycji zagranicznych, wartość eksportu wyniesie 102,5 mld EUR, czyli wzrośnie o 17,1 proc. W tym czasie wartość importu zwiększy się do 116,3 mld zł, czyli o 16,3 proc.
— W 2008 r. też spodziewamy się dwucyfrowego tempa wzrostu eksportu, ale trochę niższego, bo poniżej 15 proc. — przewiduje Piotr Woźniak.
Według ministerstwa, wzmożone inwestycje, ożywienie popytu wewnętrznego, a także przewidywane dalsze umacnianie się złotego spowodują, że dynamika eksportu będzie w najbliższych latach słabła. Przyspieszy natomiast wzrost importu.
„Szacuje się, że w latach 2008-12 średnie tempo wzrostu eksportu i importu w euro wyniesie odpowiednio około 16 i 17,5 proc.” — czytamy w komunikacie resortu.
To oznacza, że w kolejnych latach rosnąć będzie deficyt handlowy.
— To pogłębienie jest nieuniknione, co jednak nie jest powodem do zmartwień — uważa Piotr Woźniak.
Jego zdaniem, wzrost deficytu będzie związany m.in. z inwestycjami w nowoczesne, niedostępne na polskim rynku technologie.
Marcin Mrowiec, ekonomista Banku BPH, uważa, że zakładanie 16-procentowego wzrostu eksportu w długim terminie jest dość optymistyczne.
— Przewidujemy wzrost w granicach 10-15 proc. Zgadzamy się też, że deficyt będzie narastał, jednak dopóki import pozostaje głównie inwestycyjny, tak długo nie ma powodów do obaw — uważa Marcin Mrowiec.
Deficyt obrotów bieżących wyniósł w 2006 r. 2,1 proc. PKB.
— Czerwona lampka powinna się zapalać przy poziomie około 5 proc. PKB, a tego raczej nie osiągniemy. Na ten rok zakładamy 3,1 proc. PKB, co jest poziomem w miarę bezpiecznym. W najbliższych latach deficyt nie powinien przekroczyć 4 proc. PKB, co jest naturalne dla silnie inwestujących gospodarek — uważa Marcin Mrowiec.